Udało jej się go skutecznie unikać przez kilka lat. Starała się nie dać po sobie poznać, jak bardzo kłopotliwe było dla niej to spotkanie, chociaż miała z tym problem. Z Figg można było czytać niczym z otwartej księgi. Nie należała do specjalnie skomplikowanych osób, nie potrafiła grać, manipulować. Była niewinna niczym nieobsrana łąka. Miała świadomość, że jej walka ze sobą nic nie wskóra. Musiała pogodzić się z tym, że Alastor zauważy jej onieśmielenie spowodowane tą sytuacją. Zresztą po raz kolejny natknęła się na niego w dosyć żenującym dla siebie momencie. Najpierw przemiana w bobra podczas balu Longbottomów, teraz to... Musiał mieć ją za bardzo rozgarniętą. Dlaczego w ogóle przejmowała się jego opinią? Uczucie, które ich łączyło w końcu dawno odeszło w zapomnienie, było intensywne, aczkolwiek krótkie, a przy okazji jedyne, wyjątkowe - przynajmniej dla Nory.
Nie zdarzyło jej się później przeżyć czegoś takiego, może też ze swojej winy. Zaczęła budować mur wokół swojej osoby, nie chciała dopuścić do tego, żeby to wszystko się powtórzyło. Zresztą Alastor zawsze będzie dla niej kimś ważnym, może ona dla niego nie, ale to on był ojcem jej jedynego dziecka. Podjęła wtedy dosyć istotną decyzję, z której konsekwencjami mierzyła się do dzisiaj. Często zastanawiała się, czy odpowiednio postąpiła. Wtedy wydawało jej się to właściwie, teraz, kiedy stała przed nim nie do końca. Atakowały ją wyrzuty sumienia, łapała się czasem na tym, że myślała o tym, jakim właściwie byłby ojcem. Czy chciałby utrzymywać kontakt z Mabel. Nie będzie jej dane się tego dowiedzieć, nie dała mu okazji na to, żeby mógł w ogóle zadecydować. Wydawało jej się, że niewiedza będzie najlepszym wyjściem, chociaż podczas wojny, która zaczęła coraz silniej odbijać się na życiu czarodziejów powątpiewała w słuszność swojego dotychczasowego postępowania. Mogła umrzeć, on też mógł umrzeć - tym bardziej, że należał do tej uprzywilejowanej grupy czarodziejów, która zawodowo walczyła z czarnoksiężnikami. Jeśli Mabel pozna kiedyś prawdę, może mieć do niej wyrzuty sumienia. Jednak wcale nie tak łatwo byłoby jej teraz to wszystko odplątać. Jak miałaby podejść do niego po tylu latach i oznajmić, że ma dla niego niespodziankę. Nie potrafiła sobie wyobrazić, w jaki sposób by na to zareagował.
Z rozmyślań wyrwały ją jego słowa. Przeniosła wzrok na mężczyznę, wpatrywała się w niego dłuższą chwilę. Zmienił się nieco od momentu pamiętnych wakacji. Czas płynął, w swoim wyobrażeniu ciągle widziała go jako tego chłopaka, który potrafił wydobyć z niej więcej emocji, niż ktokolwiek inny. - Nie dla mnie, ale póki co "dziękuję". - Nie była jedną z tych osób, które pozostawały dłużne za wyciągnięcie z opresji. Znajdzie sposób, aby mu się odpłacić, prędzej, czy później.
- Tak, przy Pokątnej. - Odpowiedziała krótko. Jednak nie była anonimowa, aż tak bardzo jak się jej wydawało, skoro już zdążył się dowiedzieć, gdzie mieszka. Zapewne nie było to wcale takie trudne, zważając na to, że Brenna przyprowadzała do jej cukierni tłumy aurorów i brygadzistów. - Wspaniale. - Z tego akurat nie zdawała sobie sprawy. Poczuła dziwny ciężar na żołądku. Skoro mieszkał w okolicy, to mógł w każdej chwili wpaść na Mabel, albo na nią i Mabel, mogłoby to spowodować, że połączy fakty. Będzie musiała uważać. Dobrze, że jej o tym powiedział, choć teraz powinna nieco bardziej zwracać uwagę na to, żeby nie dopuścić do przypadkowego spotkania. To mogło być bardzo bolesne. Norka nie chciała nikogo skrzywdzić przez tę tajemnicę na którą się zdecydowała, miała jednak wrażenie, że konsekwencje wyjścia prawdy na światło dzienne będą dla niej dotkliwe.
Od zawsze miała problem, aby za nim nadążyć. Jej krótkie nogi miewały problem, żeby dotrzymać mu tempa, zauważyła jednak, że stara się iść w taki sposób, aby nie zostawała w tyle. Całkiem miłe to było. Podziękowała za papierosa, sięgała po nie wyjątkowo rzadko, praktycznie w ogóle nie paliła, chyba ostatni raz na tych wakacjach, gdy go poznała. Wiele rzeczy wtedy robiła po raz pierwszy.
Dotarli pod Norę szybko, bez żadnych komplikacji. Na całe szczęście, brakowało tylko jeszcze tego, żeby się po raz trzeci przed nim skompromitowała. - Dziękuję, Ciebie też Alek. - Miała mu wiele do powiedzenia, gdyby tylko wiedział. Nie czuła jednak, że jest to odpowiedni moment, jakby jakikolwiek kiedyś miał być odpowiednim. Wpatrywała się w niego tymi swoimi błękitnymi oczami. - Ciebie, za nudziarza? Jak to właściwie możliwe. - Sama Figg nigdy nie określiłaby go tymi słowami. - Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, możesz być pewien, że Twoje sekrety są ze mną bezpieczne. - Dodała jeszcze, chciała, żeby o tym wiedział, tak po prostu.
- Dziękuję, za tamto i za odprowadzenie. Do zobaczenia. - Rzekła jeszcze wpatrując się w niego po raz kolejny dłużej niż powinna, jakby chciała zapamiętać idealnie wygląd jego twarzy. Po chwili jednak odwróciła się na pięcie i zniknęła za drzwiami cukierni. Kiedy weszła do środka odetchnęła głęboko opierając się plecami o ścianę. Nie spodziewała się, że tak silne emocje pojawią się, kiedy go spotka.