08.04.2023, 00:15 ✶
Ulysses wsłuchiwał się w słowotok Danielle, gdy szli jedną z alejek. Szczęśliwie dla niego samego, uzdrowicielka nie wymagała by był szczególnie aktywnym rozmówcą. A on zyskiwał przez to chwilę czasu na ułożenie sobie jej słów w głowie i wyciągnięcie z nich tego, co jak mu się wydawało było tam najistotniejsze.
Ale też, jeśli miał być zupełnie szczery, kiedy kogoś lubił to lubił słuchać. Lubił zatapiać się w cudzych słowach, mimowolnie przyswajać je i zapamiętywać na zawsze. Aż wreszcie w jego umyśle budował się obraz tej osoby, ułożony ze wszystkiego co sama powiedziała, jak wyglądała, jak się zachowała i w jakich okolicznościach stanęli oko w oko.
Tu okoliczności były piękne, pogoda sprzyjająca a on naprawdę lubił Danielle. I Rookwood sam nie wiedział kiedy, ale nagle stał się trochę mniej spięty niż normalnie. Tak, jakby oddalenie od magicznej części Londynu oczyściło jego własną aurę.
Pokręcił głową, choć tym razem w równym stopniu do własnych myśli, co do zadanego przez nią pytania. Więc to było takie proste. Jego lęki, że rozmowa nie będzie się kleiła okazały się bezpodstawne. Szli obok siebie i mieli o czym rozmawiać.
- Obawiam się, że dzisiejszego dnia będzie tam bardzo gorąco, ale zauważyłem całkiem przyjemną ławkę, siedząc na której ma się bardzo dobry punkt widokowy na trawę, gdzie biega wyjątkowo dużo psów – opisał. – Naprawdę aż tak je lubisz? Psy?
To było jedno z tych zapasowych pytań, które wcześniej sobie ułożył w głowie tak na wszelki wypadek. Ale teraz, gdy miał u swojego boku Danielle, zrozumiał, że naprawdę go to zaciekawiło. Czy rzeczywiście lubiła psy? Czy tylko żarty o psach? Czy miał jej kupić psa? Czy to nie byłby zbyt osobisty prezent?
Idąc, uderzał rytmicznie palcami ręki o biodro. Wystukiwał rytm. Liczył własne uderzenia, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Słowa uzdrowicielki sprawiły, że mimowolnie cofnął się myślami do Hogwartu, do miejsca, którego szczerze nie znosił i cieszył się, że już dawno ukończył.
- Też mam uczulenie na orzechy – wtrącił. – Na orzeszki ziemne – doprecyzował po chwili. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy powinien powiedzieć, jak alergia pokarmowa objawiała się w jego przypadku, ale czy to w ogóle było interesujące? Nie potrafił opowiadać tak barwnie, jak to robiła Danielle. – Dobrze, że wyszłaś z tego cało.
Dla pacjentów dobrze. Dla niej samej dobrze. I dobrze dla niego, choć do tego ostatniego raczej by się nie przyznał. Zabrzmiałoby to co najmniej dziwnie.
- Obawiam się, że nawet nie stanę z tobą do zawodów w piciu kawy. Wypijam najwyżej jeden, dwa kubki – sprostował, posyłając jej dużo łagodniejsze spojrzenie niż wszystkie, którymi obdarzał ją tego dnia.
Drgnął, szukając w głowie jakiegokolwiek faktu o sobie, który mógłby się wydać ciekawy Danielle. I nie potrafił go odnaleźć. Nie tak od razu. Nawet sugestia, by wybrał je losowo go zaskoczyła.
- Uwielbiam astronomię. Potrafię spędzić większą część nocy obserwując niebo i oznaczając układ gwiazd na mapie. A biorąc pod uwagę, że od dziecka cierpię na bezsenność to często mam ku temu czas. – Zawiesił się, zastanawiając czy to już były dwa, czy jeszcze nie. Kochał astronomię. Wieczorami tworzył skomplikowane wykresy astronomiczne. Cierpiał na bezsenność. Trzy.
- Pozwolisz, że za ciebie zapłacę? – zapytał po chwili, gdy zbliżyli się do niewielkiej na wpół otwartej restauracji.
Podszedł do lady by złożyć zamówienie.
Ale też, jeśli miał być zupełnie szczery, kiedy kogoś lubił to lubił słuchać. Lubił zatapiać się w cudzych słowach, mimowolnie przyswajać je i zapamiętywać na zawsze. Aż wreszcie w jego umyśle budował się obraz tej osoby, ułożony ze wszystkiego co sama powiedziała, jak wyglądała, jak się zachowała i w jakich okolicznościach stanęli oko w oko.
Tu okoliczności były piękne, pogoda sprzyjająca a on naprawdę lubił Danielle. I Rookwood sam nie wiedział kiedy, ale nagle stał się trochę mniej spięty niż normalnie. Tak, jakby oddalenie od magicznej części Londynu oczyściło jego własną aurę.
Pokręcił głową, choć tym razem w równym stopniu do własnych myśli, co do zadanego przez nią pytania. Więc to było takie proste. Jego lęki, że rozmowa nie będzie się kleiła okazały się bezpodstawne. Szli obok siebie i mieli o czym rozmawiać.
- Obawiam się, że dzisiejszego dnia będzie tam bardzo gorąco, ale zauważyłem całkiem przyjemną ławkę, siedząc na której ma się bardzo dobry punkt widokowy na trawę, gdzie biega wyjątkowo dużo psów – opisał. – Naprawdę aż tak je lubisz? Psy?
To było jedno z tych zapasowych pytań, które wcześniej sobie ułożył w głowie tak na wszelki wypadek. Ale teraz, gdy miał u swojego boku Danielle, zrozumiał, że naprawdę go to zaciekawiło. Czy rzeczywiście lubiła psy? Czy tylko żarty o psach? Czy miał jej kupić psa? Czy to nie byłby zbyt osobisty prezent?
Idąc, uderzał rytmicznie palcami ręki o biodro. Wystukiwał rytm. Liczył własne uderzenia, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Słowa uzdrowicielki sprawiły, że mimowolnie cofnął się myślami do Hogwartu, do miejsca, którego szczerze nie znosił i cieszył się, że już dawno ukończył.
- Też mam uczulenie na orzechy – wtrącił. – Na orzeszki ziemne – doprecyzował po chwili. Przez chwilę zastanawiał się nawet, czy powinien powiedzieć, jak alergia pokarmowa objawiała się w jego przypadku, ale czy to w ogóle było interesujące? Nie potrafił opowiadać tak barwnie, jak to robiła Danielle. – Dobrze, że wyszłaś z tego cało.
Dla pacjentów dobrze. Dla niej samej dobrze. I dobrze dla niego, choć do tego ostatniego raczej by się nie przyznał. Zabrzmiałoby to co najmniej dziwnie.
- Obawiam się, że nawet nie stanę z tobą do zawodów w piciu kawy. Wypijam najwyżej jeden, dwa kubki – sprostował, posyłając jej dużo łagodniejsze spojrzenie niż wszystkie, którymi obdarzał ją tego dnia.
Drgnął, szukając w głowie jakiegokolwiek faktu o sobie, który mógłby się wydać ciekawy Danielle. I nie potrafił go odnaleźć. Nie tak od razu. Nawet sugestia, by wybrał je losowo go zaskoczyła.
- Uwielbiam astronomię. Potrafię spędzić większą część nocy obserwując niebo i oznaczając układ gwiazd na mapie. A biorąc pod uwagę, że od dziecka cierpię na bezsenność to często mam ku temu czas. – Zawiesił się, zastanawiając czy to już były dwa, czy jeszcze nie. Kochał astronomię. Wieczorami tworzył skomplikowane wykresy astronomiczne. Cierpiał na bezsenność. Trzy.
- Pozwolisz, że za ciebie zapłacę? – zapytał po chwili, gdy zbliżyli się do niewielkiej na wpół otwartej restauracji.
Podszedł do lady by złożyć zamówienie.