08.04.2023, 00:48 ✶
Ulysses zmarszczył brwi. Może przez chorobę Milforda, która zmuszała go do rejestrowania wszystkiego, a może z uwagi na to, że słuchał Lycoris całkiem uważnie, zaczął się zastanawiać nad jej pytaniem. Rozsiadł się nieco wygodniej na krześle, nadal spięty, ale nie aż tak jak w momencie, w którym wchodził do biblioteki. Czy naprawdę dziwił go fakt, że ktokolwiek nie chciałby poznać swojej przyszłości? Odpowiedź na to pytanie wcale nie była prosta. I w głównej mierze zależała od tego o jaką przyszłość chodziło i kto miałby pytać.
- Sam nie chciałbym wiedzieć, jak potoczy się całe moje życie – odpowiedział powoli. Ale całe życie było czymś ogromnym, czego nawet jego zbyt pojętny umysł nie był w stanie objąć. – Tak samo jak nie chciałbym wiedzieć o tym, kiedy umrę i na co – dodał po chwili. – Ale są takie rzeczy, może drobnostki, których świadomość sporo by ułatwiła. – Ale może do tego Ulysses wcale nie potrzebowałby daru jasnowidzenia a jedynie większego zrozumienia dla ludzi, tego jak reagowali i jakie motywy stały za ich działaniami.
Rozprostował splecione w koszyczek palce. Zapatrzył się na migotliwy płomień świecy, szukając w głowie takich słów, które doprecyzowałyby to, o czym właściwie myślał. Ale ich nie znalazł a to uzmysłowiło mu jedno:
- Wygrałaś – rzucił nieco lżejszym tonem. Tak naprawdę ich rozmowa nie była wyścigiem, a on sam nie zamierzał tego nawet tak traktować, ale uznał jej punkt widzenia i przyznał mu rację. Może rzeczywiście jej dar był raczej przekleństwem niż błogosławieństwem? – Co jest dla ciebie definicją dobrej zabawy? – zapytał.
Że nie wiedza o wszystkim już wiedział. Ale teraz patrząc na nią, zaczął się zastanawiać co jeszcze miała na myśli. Nie patrzył na nią przez pryzmat tego, z jakiej rodziny pochodziła lub jakie plotki krążyły na jej temat. Patrzył na nią wzrokiem niechcianego psa, który właśnie zdobył nieco uwagi, więc próbował tę uwagę maksymalnie przeciągnąć.
- Sam nie chciałbym wiedzieć, jak potoczy się całe moje życie – odpowiedział powoli. Ale całe życie było czymś ogromnym, czego nawet jego zbyt pojętny umysł nie był w stanie objąć. – Tak samo jak nie chciałbym wiedzieć o tym, kiedy umrę i na co – dodał po chwili. – Ale są takie rzeczy, może drobnostki, których świadomość sporo by ułatwiła. – Ale może do tego Ulysses wcale nie potrzebowałby daru jasnowidzenia a jedynie większego zrozumienia dla ludzi, tego jak reagowali i jakie motywy stały za ich działaniami.
Rozprostował splecione w koszyczek palce. Zapatrzył się na migotliwy płomień świecy, szukając w głowie takich słów, które doprecyzowałyby to, o czym właściwie myślał. Ale ich nie znalazł a to uzmysłowiło mu jedno:
- Wygrałaś – rzucił nieco lżejszym tonem. Tak naprawdę ich rozmowa nie była wyścigiem, a on sam nie zamierzał tego nawet tak traktować, ale uznał jej punkt widzenia i przyznał mu rację. Może rzeczywiście jej dar był raczej przekleństwem niż błogosławieństwem? – Co jest dla ciebie definicją dobrej zabawy? – zapytał.
Że nie wiedza o wszystkim już wiedział. Ale teraz patrząc na nią, zaczął się zastanawiać co jeszcze miała na myśli. Nie patrzył na nią przez pryzmat tego, z jakiej rodziny pochodziła lub jakie plotki krążyły na jej temat. Patrzył na nią wzrokiem niechcianego psa, który właśnie zdobył nieco uwagi, więc próbował tę uwagę maksymalnie przeciągnąć.