08.04.2023, 02:45 ✶
Osmel pozwolił się łaskawie podrapać za uchem Mavelle. Gdzieś w międzyczasie zaczął nawet merdać ogonem, udowadniając wszystkim, że Flosie miała rację, gdy zdradziła, że nie potrafił zupełnie panować nad swoimi psimi emocjami.
Colette wyszła z saloniku. Zaraz za nią poszła Luna, ta znowu z pewnym niezadowoleniem wymalowanym na twarzy. Ale póki wszyscy zajęci mieli być kalamburami, póty istniała szansa, że siostra nie będzie podmieniała jej kart.
- Tak! Dokładnie tak! – zawołał pan Binns, gdy Bones poprawnie odgadła tytuł pokazywanej przez niego lektury. – To teraz ty powinnaś… - zaczął, ale Mabel przerwała mu wpół słowa.
Była najmłodsza z sióstr i jeszcze, jakby się uprzeć jej twarz miała bardziej dziecinne rysy twarzy niż młodzieńcze. Zerwała się ze swojego miejsca.
- Teraz ja. Ja chcę – poprosiła szybko, a widząc, że Mavelle bardziej była zajęta psem, niż grą stanęła na miejscu swojego ojca.
Pan Binns usiadł na fotelu. Patrzył z uwagą na córkę. Ta wskazała na siebie rękami.
- Ty – powiedział powoli, ale Mabel szybko pokręciła głową i znowu pokazała na siebie. – Dziewczyna. Młoda dziewczyna.
Tu został nagrodzony przyjaznym uśmiechem. Flosie poprawiła się na krześle, mrużąc oczy. Stojąca na tacy herbata czekała na wypicie. Mabel w tym czasie zaczęła szybko poruszać nosem. Przyłożyła także ręce do swojej głowy w jakiejś dziwacznej wersji dużych uszu. W tym momencie Luna wróciła do salonu.
- Jesteś królikiem – zaryzykowała Flosie, a po kolejnych kilku ruchach dodała nawet. – Królik w kapeluszu… A JUŻ WIEM! Alicja w krainie czarów!
- Dobra byłam prawda?
- Najlepsza – zgodził się z najmłodszą córką pan Binns.
Chwilę później miejsce Mabel zajęła Flosie. Dobrą chwilę zajęło aż Luna odgadła pokazywany przez nią tytuł. W tym momencie Osmel zaczął się obruszać, że to było ustawione i każdy zwykły człowiek, myśląc o „Psie Baskerville’ów” wskazałby na niego a nie na figurkę charta (stała na kominku), ale udobruchał się dość szybko, gdy i jemu pozwolono wziąć udział w kalamburach. Sam próbował im pokazać „Opowieść wigilijną”, dość długo mu to zajęło (bo nie pamiętał o czym była ta książka) a na końcu i tak musiał przerwać, gdyż do salonu weszła Colette.
- Późno się robi – powiedziała, spoglądając najpierw na ojca, potem na siostry, psa i wreszcie na Bones. To na niej skoncentrowała głównie uwagę a w jej głosie pojawiły się łagodniejsze tony. – Przemokłaś do suchej nitki. Przygotowałyśmy ci z Luną pokoik na piętrze. Mam nadzieję, że do rana ulewa przeminie i będziesz mogła kontynuować swoją podróż.
Następnie odprowadziła ją do opisanego pokoiku.
Colette wyszła z saloniku. Zaraz za nią poszła Luna, ta znowu z pewnym niezadowoleniem wymalowanym na twarzy. Ale póki wszyscy zajęci mieli być kalamburami, póty istniała szansa, że siostra nie będzie podmieniała jej kart.
- Tak! Dokładnie tak! – zawołał pan Binns, gdy Bones poprawnie odgadła tytuł pokazywanej przez niego lektury. – To teraz ty powinnaś… - zaczął, ale Mabel przerwała mu wpół słowa.
Była najmłodsza z sióstr i jeszcze, jakby się uprzeć jej twarz miała bardziej dziecinne rysy twarzy niż młodzieńcze. Zerwała się ze swojego miejsca.
- Teraz ja. Ja chcę – poprosiła szybko, a widząc, że Mavelle bardziej była zajęta psem, niż grą stanęła na miejscu swojego ojca.
Pan Binns usiadł na fotelu. Patrzył z uwagą na córkę. Ta wskazała na siebie rękami.
- Ty – powiedział powoli, ale Mabel szybko pokręciła głową i znowu pokazała na siebie. – Dziewczyna. Młoda dziewczyna.
Tu został nagrodzony przyjaznym uśmiechem. Flosie poprawiła się na krześle, mrużąc oczy. Stojąca na tacy herbata czekała na wypicie. Mabel w tym czasie zaczęła szybko poruszać nosem. Przyłożyła także ręce do swojej głowy w jakiejś dziwacznej wersji dużych uszu. W tym momencie Luna wróciła do salonu.
- Jesteś królikiem – zaryzykowała Flosie, a po kolejnych kilku ruchach dodała nawet. – Królik w kapeluszu… A JUŻ WIEM! Alicja w krainie czarów!
- Dobra byłam prawda?
- Najlepsza – zgodził się z najmłodszą córką pan Binns.
Chwilę później miejsce Mabel zajęła Flosie. Dobrą chwilę zajęło aż Luna odgadła pokazywany przez nią tytuł. W tym momencie Osmel zaczął się obruszać, że to było ustawione i każdy zwykły człowiek, myśląc o „Psie Baskerville’ów” wskazałby na niego a nie na figurkę charta (stała na kominku), ale udobruchał się dość szybko, gdy i jemu pozwolono wziąć udział w kalamburach. Sam próbował im pokazać „Opowieść wigilijną”, dość długo mu to zajęło (bo nie pamiętał o czym była ta książka) a na końcu i tak musiał przerwać, gdyż do salonu weszła Colette.
- Późno się robi – powiedziała, spoglądając najpierw na ojca, potem na siostry, psa i wreszcie na Bones. To na niej skoncentrowała głównie uwagę a w jej głosie pojawiły się łagodniejsze tony. – Przemokłaś do suchej nitki. Przygotowałyśmy ci z Luną pokoik na piętrze. Mam nadzieję, że do rana ulewa przeminie i będziesz mogła kontynuować swoją podróż.
Następnie odprowadziła ją do opisanego pokoiku.