08.04.2023, 10:45 ✶
Jamil, Jamil, Jamil. Kim na przeklęte abraxany był ten Jamil? I nagle ją olśniło, że imię to należało do ciała, które opętała. Że od początku ją przejrzeli, bo żaden Klaus nigdy nie istniał. I własna głupota jeszcze bardziej ją rozsierdziła, choć ból policzka po uderzeniu, natężony przez splunięcie w twarz blondynowi, nie pozwolił jej przez moment się odzywać. Mogłaby spróbować przejść chociażby na tę Nell, która – jak widać – jednak do najbystrzejszych również nie należała. Czy warto jednak tak ryzykować? Wciąż też pozostawało pytanie, kogo zamierzali sprowadzić i po co. Trójka dorosłych czarodziejów nie potrafiła sobie poradzić z jedną Salome Delacour, choć ją związali? Doprawdy, żałosne.
- Vol de la mort? Cóż za bezsensowna nazwa bez ani krzty finezji. Po co Gellert miałby to robić? Jego nazwisko jest już dostatecznie znane bez żadnych pseudonimów – odparła, prychając, gdy mężczyzna odezwał się do niej po zniknięciu blondynki. Chyba że to wcale nie Grindelwald, a ktoś inny robił mu konkurencję? – Kim jest ten Latajek? – zapytała, mimo wszystko modląc się w duchu, że to nie ten, za którym bez namysłu poszłaby w ogień stoczył się tak bardzo. Który w ogóle był rok? Jaki dzień i miesiąc potrafiła zinterpretować po tym, że odbywało się Beltane. Tak jak i miejsce, w którym umarła, gdy wdała się w walkę z ludźmi Dumbledore’a.
Przenieśli ją na nosze, wciąż unieruchomioną, choć rzucała się w ciele Jamila, by jakkolwiek spróbować się uwolnić. Bez różdżki nie była jednak w stanie nic zrobić. Mogłaby spróbować się teleportować, tylko dokąd? Zresztą, jeśli magia wciąż szwankowała, mogła sobie tylko zaszkodzić. Zwłaszcza że nie znała możliwości mężczyzny, którego ciało przejęła. Gdyby pozwoliła sobie przepuścić jego własnego ducha, by zyskać jakieś informacje, mógłby nie pozwolić jej wrócić. Wykorzystała przecież tylko chwilę zamroczenia z powodu zaklęć na sabacie.
Najwyraźniej morał z jej historii był taki, że bezmyślne pójście na pewniaka wróży tylko kłopoty. Zginęła, bo uważała się za mistrzynię pojedynków. Teraz przegrała walkę z nimi, bo z góry założyła ich szczerość w doborze imienia. Jak na tak silnego ducha, była dość słaba w układaniu jakichkolwiek planów. Może dlatego Grindelwald wrzucił ją w walce na pierwszy ogień?
- Vol de la mort? Cóż za bezsensowna nazwa bez ani krzty finezji. Po co Gellert miałby to robić? Jego nazwisko jest już dostatecznie znane bez żadnych pseudonimów – odparła, prychając, gdy mężczyzna odezwał się do niej po zniknięciu blondynki. Chyba że to wcale nie Grindelwald, a ktoś inny robił mu konkurencję? – Kim jest ten Latajek? – zapytała, mimo wszystko modląc się w duchu, że to nie ten, za którym bez namysłu poszłaby w ogień stoczył się tak bardzo. Który w ogóle był rok? Jaki dzień i miesiąc potrafiła zinterpretować po tym, że odbywało się Beltane. Tak jak i miejsce, w którym umarła, gdy wdała się w walkę z ludźmi Dumbledore’a.
Przenieśli ją na nosze, wciąż unieruchomioną, choć rzucała się w ciele Jamila, by jakkolwiek spróbować się uwolnić. Bez różdżki nie była jednak w stanie nic zrobić. Mogłaby spróbować się teleportować, tylko dokąd? Zresztą, jeśli magia wciąż szwankowała, mogła sobie tylko zaszkodzić. Zwłaszcza że nie znała możliwości mężczyzny, którego ciało przejęła. Gdyby pozwoliła sobie przepuścić jego własnego ducha, by zyskać jakieś informacje, mógłby nie pozwolić jej wrócić. Wykorzystała przecież tylko chwilę zamroczenia z powodu zaklęć na sabacie.
Najwyraźniej morał z jej historii był taki, że bezmyślne pójście na pewniaka wróży tylko kłopoty. Zginęła, bo uważała się za mistrzynię pojedynków. Teraz przegrała walkę z nimi, bo z góry założyła ich szczerość w doborze imienia. Jak na tak silnego ducha, była dość słaba w układaniu jakichkolwiek planów. Może dlatego Grindelwald wrzucił ją w walce na pierwszy ogień?
Koniec sesji