10.04.2023, 17:57 ✶
Nadzieja była – niestety dla wielu osób – najzwyczajniej w świecie matką głupców. Potrafiła zapłonąć, najpierw nieśmiało, potem mocniej, tylko po to, żeby nagle zostać bezlitośnie zdeptaną w wyniku rozwijających się wydarzeń. Cóż, życie bywało brutalne.
A zwolennicy Czarnego Pana zdecydowanie nie należeli do tych, co głaskali po główkach i przytulali, podsuwając do tego chusteczki do otarcia łez. Nie, wręcz przeciwnie, albo opowiadałeś się po jednej stronie i przeżywałeś, albo po drugiej i wtedy nie zasługiwałeś na nic więcej.
Zaś sytuacje takie jak Josepha były… delikatne. Dostał szansę,owszem, niemniej przez fakt, iż w klinice tej leczono niewłaściwe osoby, szansa ta była bardzo, bardzo krucha. Zwłaszcza że nietrudno sobie wyobrazić, iż jednak kontynuowałby dotychczasowe obyczaje w tym zakresie.
- Mhmmmm, alchemik – powtórzyła powoli. Popełniła błąd? Czy też nadal, mimo wszystko, próbował ocalić swoją skórę? Właściwie to całkiem prawdopodobne, bo kto by nie czepiał się każdej możliwej opcji, żeby tylko wyjść cało z opresji? No właśnie. Dlatego też nie brzmiała na przekonaną. A nawet jeśli by uznała, że faktycznie źle oceniła sytuację – to nie miało znaczenia.
Nie miało, bowiem zawracanie się i biegnięcie pędem do tamtego pomieszczenia, żeby ugasić rozpętany pożar zdecydowanie nie było czymś, co chciała zrobić. Zresztą, dość głośny huk, jaki właśnie się rozległ, dość dobitnie udowadniał, że nawet gdyby się zlitowała i spróbowała uratować klinikę – nie sama, oczywiście, bo przecież nadal w pobliżu znajdowali się naśladowcy – to byłoby to dość trudne zadanie.
- Słuchaj no, nie bylibyśmy w tej sytuacji, gdybyś miał odrobinę rozumu w tej swojej łepetynie – oświadczyła, dochodząc do wniosku, że dalsze strzępienie języka jednak nie ma sensu. Zwłaszcza że kończył się czas. Bo jednak nie była aż tak głupią, żeby tu tkwić, kiedy potencjalnie za chwilę-moment wszystko po prostu wybuchnie. A nawet jeśli nie wybuchnie, to spłonie do cna.
Tak, składniki alchemiczne potrafiły się całkiem ładnie palić, lekcje eliksirów pozostawiły w głowie choć odrobinę wiedzy.
- Wynosimy się! – oznajmiła podniesionym głosem, po prostu odwracając się od mężczyzny i kierując w stronę wyjścia. Tak, nie widziała potrzeby posyłania paru dodatkowych zaklęć; ogień powinien był załatwić sprawę w pełni.
Zdobyła informacje? Zdobyła. Uniemożliwiła dalsze wspieranie nieczystokrwistych? Uniemożliwiła. Błąd w ocenie czy nie – podstawowe założenia zostały spełnione.
A zwolennicy Czarnego Pana zdecydowanie nie należeli do tych, co głaskali po główkach i przytulali, podsuwając do tego chusteczki do otarcia łez. Nie, wręcz przeciwnie, albo opowiadałeś się po jednej stronie i przeżywałeś, albo po drugiej i wtedy nie zasługiwałeś na nic więcej.
Zaś sytuacje takie jak Josepha były… delikatne. Dostał szansę,owszem, niemniej przez fakt, iż w klinice tej leczono niewłaściwe osoby, szansa ta była bardzo, bardzo krucha. Zwłaszcza że nietrudno sobie wyobrazić, iż jednak kontynuowałby dotychczasowe obyczaje w tym zakresie.
- Mhmmmm, alchemik – powtórzyła powoli. Popełniła błąd? Czy też nadal, mimo wszystko, próbował ocalić swoją skórę? Właściwie to całkiem prawdopodobne, bo kto by nie czepiał się każdej możliwej opcji, żeby tylko wyjść cało z opresji? No właśnie. Dlatego też nie brzmiała na przekonaną. A nawet jeśli by uznała, że faktycznie źle oceniła sytuację – to nie miało znaczenia.
Nie miało, bowiem zawracanie się i biegnięcie pędem do tamtego pomieszczenia, żeby ugasić rozpętany pożar zdecydowanie nie było czymś, co chciała zrobić. Zresztą, dość głośny huk, jaki właśnie się rozległ, dość dobitnie udowadniał, że nawet gdyby się zlitowała i spróbowała uratować klinikę – nie sama, oczywiście, bo przecież nadal w pobliżu znajdowali się naśladowcy – to byłoby to dość trudne zadanie.
- Słuchaj no, nie bylibyśmy w tej sytuacji, gdybyś miał odrobinę rozumu w tej swojej łepetynie – oświadczyła, dochodząc do wniosku, że dalsze strzępienie języka jednak nie ma sensu. Zwłaszcza że kończył się czas. Bo jednak nie była aż tak głupią, żeby tu tkwić, kiedy potencjalnie za chwilę-moment wszystko po prostu wybuchnie. A nawet jeśli nie wybuchnie, to spłonie do cna.
Tak, składniki alchemiczne potrafiły się całkiem ładnie palić, lekcje eliksirów pozostawiły w głowie choć odrobinę wiedzy.
- Wynosimy się! – oznajmiła podniesionym głosem, po prostu odwracając się od mężczyzny i kierując w stronę wyjścia. Tak, nie widziała potrzeby posyłania paru dodatkowych zaklęć; ogień powinien był załatwić sprawę w pełni.
Zdobyła informacje? Zdobyła. Uniemożliwiła dalsze wspieranie nieczystokrwistych? Uniemożliwiła. Błąd w ocenie czy nie – podstawowe założenia zostały spełnione.
Koniec sesji