08.04.2023, 22:20 ✶
Odetchnął z dużym uczuciem ulgi i grzecznie, niczym dzielny, choć przestraszony pacjent, usiadł na krześle i nadstawił swoją głowę. W jego serduszku pojawiła się nadzieja na to, że wszystko skończy się dobrze i nikt, poza Green, nie ujrzy go w takim stanie, a jego reputacja nie ucierpi i będzie mógł kontynuować swoje plany podbicia świata artystycznego jako aktor bez ryzyka, że zostanie zapamiętany przez potomnych jako dziwak z kaktusem na głowie.
- Broda starca? Czy naprawdę będę na starość wyglądał tak okropnie? - spytał się, gdyż to doświadczenie dało mu też trochę do myślenia. W siwym kolorze, które teraz mocno dominowało jego głowę, wyglądał fatalnie. Jego zdaniem zupełnie mu nie pasował. Kiedy się zestarzeje i kolor włosów mu się zmieni, będzie musiał koniecznie użyć jakieś farby maskującej siwizne.
Jęknął, gdy załatwiała sprawę poduszki, ale krótko, bolało go to mniej, niż przypuszczał, że będzie. Na jej obawy o zniszczenie jego własności machnął tylko szeroko ręką. Takie sprawy były drugorzędne – tu chodziło o jego życie!
- Mam gotową teorię – oznajmił jej i obrócił lekko głowę, chcąc na czas opowieści nawiązać kontakt wzrokowy. - Pamiętasz jak opowiadałem kiedyś o tym, jak kiedyś, zupełnie nie z mojej winy, zmarł mi kaktus? Otóż obawiam się, że mógł mieć mi to za złe, że mógł mnie obwiniać o swoją śmierć i teraz wrócił, by zniszczyć moją karierę aktorską. Jestem przekonany, że jego duch pałętał się po okolicy przez cały ten czas, a wczoraj postanowił mnie opętać – powiedział i zamyślił się na chwilę. W historii tej, w którą wierzył całym swoim sercem, brakowało jednego szczegółu, który nadałby wszystkiemu sens i złożył wszystko w jedną całość. Westchnął, a zaraz potem oczy mu się zaświeciły, gdyż był pewien, że znalazł ten brakujący element.
- Pewnie dlatego, bo przy myciu się wypróbowałem nowy szampon. O kaktusowym zapachu. Zmarła roślinka wyczuła tę woń, pomyślała, że próbuję ją zastąpić innym okazem i się zdenerwowała na tyle, że zaatakowała moją głowę! – powiedział tonem detektywa, który po błyskotliwej dedukcji wskazywał winnego. Podskoczyłby z krzesła, ale kontrolował się na tyle, usiedzieć na miejscu i nie przeszkadzać jej w oględzinach pacjenta.
- Myślisz, że to przeżyje? - spytał się trochę poważniej, kiedy dziewczyna dokładnie sprawdzała mu głowę. Mogła dojrzeć, że korzenie rośliny otulały jego czerep niczym dziecko trzymające palcami z całych sił smakołyka, ale nie wbiły się w czaszkę Theodore’a, by siać tam zamęt. Chłopak nie był jednak tego świadomy, a wyobraźnia podpowiadała mu, co może się z nim stać w przyszłości.
- A co jeśli korzenie wkręcają mi się teraz w mózg i wysysają z niego całą energię? - Jego głowa tymczasem działała na szybkich obrotach i wymyślała coraz to dziwniejsze scenariusze. - Albo przejmą na nim kontrolę? Och, jeśli niedługo zacznę nawijać o fotosyntezie, to rzuć we mnie Avadą. Wolę zginąć niż stracić nad sobą kontrolę.
- Broda starca? Czy naprawdę będę na starość wyglądał tak okropnie? - spytał się, gdyż to doświadczenie dało mu też trochę do myślenia. W siwym kolorze, które teraz mocno dominowało jego głowę, wyglądał fatalnie. Jego zdaniem zupełnie mu nie pasował. Kiedy się zestarzeje i kolor włosów mu się zmieni, będzie musiał koniecznie użyć jakieś farby maskującej siwizne.
Jęknął, gdy załatwiała sprawę poduszki, ale krótko, bolało go to mniej, niż przypuszczał, że będzie. Na jej obawy o zniszczenie jego własności machnął tylko szeroko ręką. Takie sprawy były drugorzędne – tu chodziło o jego życie!
- Mam gotową teorię – oznajmił jej i obrócił lekko głowę, chcąc na czas opowieści nawiązać kontakt wzrokowy. - Pamiętasz jak opowiadałem kiedyś o tym, jak kiedyś, zupełnie nie z mojej winy, zmarł mi kaktus? Otóż obawiam się, że mógł mieć mi to za złe, że mógł mnie obwiniać o swoją śmierć i teraz wrócił, by zniszczyć moją karierę aktorską. Jestem przekonany, że jego duch pałętał się po okolicy przez cały ten czas, a wczoraj postanowił mnie opętać – powiedział i zamyślił się na chwilę. W historii tej, w którą wierzył całym swoim sercem, brakowało jednego szczegółu, który nadałby wszystkiemu sens i złożył wszystko w jedną całość. Westchnął, a zaraz potem oczy mu się zaświeciły, gdyż był pewien, że znalazł ten brakujący element.
- Pewnie dlatego, bo przy myciu się wypróbowałem nowy szampon. O kaktusowym zapachu. Zmarła roślinka wyczuła tę woń, pomyślała, że próbuję ją zastąpić innym okazem i się zdenerwowała na tyle, że zaatakowała moją głowę! – powiedział tonem detektywa, który po błyskotliwej dedukcji wskazywał winnego. Podskoczyłby z krzesła, ale kontrolował się na tyle, usiedzieć na miejscu i nie przeszkadzać jej w oględzinach pacjenta.
- Myślisz, że to przeżyje? - spytał się trochę poważniej, kiedy dziewczyna dokładnie sprawdzała mu głowę. Mogła dojrzeć, że korzenie rośliny otulały jego czerep niczym dziecko trzymające palcami z całych sił smakołyka, ale nie wbiły się w czaszkę Theodore’a, by siać tam zamęt. Chłopak nie był jednak tego świadomy, a wyobraźnia podpowiadała mu, co może się z nim stać w przyszłości.
- A co jeśli korzenie wkręcają mi się teraz w mózg i wysysają z niego całą energię? - Jego głowa tymczasem działała na szybkich obrotach i wymyślała coraz to dziwniejsze scenariusze. - Albo przejmą na nim kontrolę? Och, jeśli niedługo zacznę nawijać o fotosyntezie, to rzuć we mnie Avadą. Wolę zginąć niż stracić nad sobą kontrolę.