09.04.2023, 02:16 ✶
Patrick zmarszczył brwi. Czuł się jak na wykładzie w szkole. Obracał w dłoniach papierowy kubek z kawą i obserwował uważnie Sebastiana i Brennę. Sam dysponował raczej bardzo podstawową wiedzą z zakresu nekromancji. Nigdy też nie przeszło mu przez myśl, by wzmacniać własną moc cudzą energią.
Ale korzystać z takiej czaszki nawet teraz? W chwili, w której stała na biurku Macmillana? To brzmiało tak, jakby czarnoksiężnik – starzec – szalony wariat, był przy okazji nie tylko zdolnym do najgorszych świństw świrem, ale był również niezwykle potężnym świrem.
Cóż przynajmniej nie mógł ot tak wykonać kolejnej kryształowej czaszki. Zawsze to jakieś pocieszenie.
- Na ile dokładna byłaby taka ekspertyza? – zaciekawił się, a potem przeniósł spojrzenie na towarzyszącą mu brygadzistkę. – Zabił kilka osób w sposób, który nie zaalarmował Ministerstwa Magii. – A przynajmniej nie sprawił, by ktoś połączył sprawę wielu zabójstw wspólną nicią powiązania. - Potem umieścił ich dusze w… naczyniu – podbródkiem wskazał na czaszkę. Na dobrą sprawę jedyną osobą, która powiązała zamordowanych był sam szalony starzec, który nie tylko umieścił wszystkie dusze w jednym miejscu, ale też okopał je ich namacalnymi częściami ich własnych, ludzkich ciał. – On wie, jak zabijać i gdzie szukać ofiar.
Szczęście, że przynajmniej – o ile nie miał magazynu z kryształowymi czaszkami na tyłach domu, potrzebował czasu na skonstruowanie kolejnej. No i jeśli potrzebował do tego jakichś trudno dostępnych materiałów, być może warto by było w najbliższym czasie monitorować sklepy sprzedające takie.
Resztę informacji o tym, jak należało się obchodzić z czarnomagicznym artefaktem przyjął z głębokim zainteresowaniem. Gdzieś w połowie słów Sebastiana, wyciągnął nawet swój szkicownik, by zapisać najistotniejsze informacje. A potem ten szkicownik jakoś tak został mu w dłoniach, gdy Steward odruchowo zaczął rysować sylwetkę egzorcysty.
Nie odzywał się, gdy Brenna wspominała o tym, że to Macmillan musiał samodzielnie podjąć decyzję o tym, kiedy będzie mógł bezpiecznie odesłać ukryte w kryształowej czaszce duchy. A jednak jego wzrok sam pomknął ku nim a na kartce, obok siedzącej za biurkiem sylwetki Sebastiana, zaczęła powstawać wierna kopia kryształowych oczodołów.
- A może sam kogoś takiego znasz? – zapytał jeszcze. - Kogoś zaznajomionego z duchami na podobnym poziomie co ty – doprecyzował, spoglądając na egzorcystę. Jeśli znał i mógł go polecić, to pewnie ufałby mu a to mogło być całkiem istotne przy rytuale. No i nie musieli się oszukiwać, Brenna z pewnością będzie chciała nadzorować całe to uwalnianie i odsyłanie (on też byłby skłonny przyjrzeć się temu rytuałowi, choć pewnie z kompletnie innych pobudek niż brygadzistka).
Ale korzystać z takiej czaszki nawet teraz? W chwili, w której stała na biurku Macmillana? To brzmiało tak, jakby czarnoksiężnik – starzec – szalony wariat, był przy okazji nie tylko zdolnym do najgorszych świństw świrem, ale był również niezwykle potężnym świrem.
Cóż przynajmniej nie mógł ot tak wykonać kolejnej kryształowej czaszki. Zawsze to jakieś pocieszenie.
- Na ile dokładna byłaby taka ekspertyza? – zaciekawił się, a potem przeniósł spojrzenie na towarzyszącą mu brygadzistkę. – Zabił kilka osób w sposób, który nie zaalarmował Ministerstwa Magii. – A przynajmniej nie sprawił, by ktoś połączył sprawę wielu zabójstw wspólną nicią powiązania. - Potem umieścił ich dusze w… naczyniu – podbródkiem wskazał na czaszkę. Na dobrą sprawę jedyną osobą, która powiązała zamordowanych był sam szalony starzec, który nie tylko umieścił wszystkie dusze w jednym miejscu, ale też okopał je ich namacalnymi częściami ich własnych, ludzkich ciał. – On wie, jak zabijać i gdzie szukać ofiar.
Szczęście, że przynajmniej – o ile nie miał magazynu z kryształowymi czaszkami na tyłach domu, potrzebował czasu na skonstruowanie kolejnej. No i jeśli potrzebował do tego jakichś trudno dostępnych materiałów, być może warto by było w najbliższym czasie monitorować sklepy sprzedające takie.
Resztę informacji o tym, jak należało się obchodzić z czarnomagicznym artefaktem przyjął z głębokim zainteresowaniem. Gdzieś w połowie słów Sebastiana, wyciągnął nawet swój szkicownik, by zapisać najistotniejsze informacje. A potem ten szkicownik jakoś tak został mu w dłoniach, gdy Steward odruchowo zaczął rysować sylwetkę egzorcysty.
Nie odzywał się, gdy Brenna wspominała o tym, że to Macmillan musiał samodzielnie podjąć decyzję o tym, kiedy będzie mógł bezpiecznie odesłać ukryte w kryształowej czaszce duchy. A jednak jego wzrok sam pomknął ku nim a na kartce, obok siedzącej za biurkiem sylwetki Sebastiana, zaczęła powstawać wierna kopia kryształowych oczodołów.
- A może sam kogoś takiego znasz? – zapytał jeszcze. - Kogoś zaznajomionego z duchami na podobnym poziomie co ty – doprecyzował, spoglądając na egzorcystę. Jeśli znał i mógł go polecić, to pewnie ufałby mu a to mogło być całkiem istotne przy rytuale. No i nie musieli się oszukiwać, Brenna z pewnością będzie chciała nadzorować całe to uwalnianie i odsyłanie (on też byłby skłonny przyjrzeć się temu rytuałowi, choć pewnie z kompletnie innych pobudek niż brygadzistka).