27.10.2022, 20:57 ✶
Duch wciąż miał oczy pełne łez. Wyglądało na to, że w każdej chwili może wybuchnąć płaczem. Chwilowo jednak przestała zawodzić - być może zainteresowanie, jakie obie uczennice jej okazały, trochę jej schlebiło. Jęcząca Marta - które to miano Brenna i Mavelle miały poznać dopiero później - nie była najprzyjemniejszym towarzystwem. Uczniowie, którzy chętnie rozmawiali choćby z Prawie Bezgłowym Nickiem, jej unikali, łazienka nie bez powodu była rzadko uczęszczana, a nawet inne duchy niekoniecznie lubiły spędzać czas z Martą.
Pozostała taka, jak za życia. Na zawsze była przewrażliwioną nastolatką, która nie zdołała odnaleźć się w świecie czarodziejów i tutaj, w Hogwarcie zakończyła swój żywot.
- W...wcześniej... straszyłam Olivię - powiedziała Marta, pociągając nosem, gdy Mavelle spytała, czy była gdzieś wcześniej. Zdawała się prawie z tego dumna. - Nie pozwoliłam jej o sobie zapomnieć! Ale na weselu jej brata tak się zdenerwowała, że poszła do ministerstwa, a oni mi zagrozili egzorcyzmami!
- Straszne - odparła Brenna, zerkając przy tym na Mav. Wyraz twarzy młodszej dziewczyny pokazywał wyraźnie, że właściwie to wcale nie ma tego za straszne. I pewnie wcale, ale to wcale nie obwinia Olivii za to, że była zła o wesele brata.
Chyba że...
Mavelle miała rację i to Olivia ją zabiła.
- Potem wysłali cię do Hogwartu? - spytała Brenna powoli. Z jednej strony szczerze ją to ciekawiło, wszak nie wiedziała o duchach zbyt wiele. Z drugiej starała się podtrzymać rozmowę na tyle długo, aby mieć pewność, że nauczyciel odejdzie i żadne jęki ani krzyki nie ściągną jego uwagi. - Dlaczego właśnie tu?
- Bo tutaj... tutaj umarłam - wyznała Marta. Opadła nieco niżej, wodząc między nimi spojrzeniem. Chwilowo prawdopodobnie zapomniała o płaczu.
- W Hogwarcie? - podchwyciła Brenna.
- Tutaj! W tej łazience! Uciekłam tu, bo ta okropna Olivia śmiała się z moich okularów!
Twarz Marty wykrzywiła się we wściekłości, a Brenna jęknęła, pewna, że zaraz znów duch wybuchnie płaczem. Nic takiego jednak się nie stało. Zamiast tego duch uniósł się, okręcił kilka razy, nim zawisł pod sufitem.
- Jakby mnie zabiła! - oznajmiła, spoglądając na Mavelle, która wcześniej pytała, czy to Olivia ją zabiła. - Śmiała się... śmiała się i mówiła, że jestem brzydka, i głupia, i przewrażliwiona i że... i że... płaaaaczęęęę z byyyleeee powodu - załkała, a łzy, wielkie jak grochy, znów spływały jej po policzkach. Przynajmniej jednak ściszyła głos, tak, że pewnie nie było słychać jej na korytarzu. - Siedziałam tutaj, ktoś wszedł... otworzyłam drzwi, bo... bo to łazienka dziewczyn... a to był chłopiec... i... umarłam.
Pozostała taka, jak za życia. Na zawsze była przewrażliwioną nastolatką, która nie zdołała odnaleźć się w świecie czarodziejów i tutaj, w Hogwarcie zakończyła swój żywot.
- W...wcześniej... straszyłam Olivię - powiedziała Marta, pociągając nosem, gdy Mavelle spytała, czy była gdzieś wcześniej. Zdawała się prawie z tego dumna. - Nie pozwoliłam jej o sobie zapomnieć! Ale na weselu jej brata tak się zdenerwowała, że poszła do ministerstwa, a oni mi zagrozili egzorcyzmami!
- Straszne - odparła Brenna, zerkając przy tym na Mav. Wyraz twarzy młodszej dziewczyny pokazywał wyraźnie, że właściwie to wcale nie ma tego za straszne. I pewnie wcale, ale to wcale nie obwinia Olivii za to, że była zła o wesele brata.
Chyba że...
Mavelle miała rację i to Olivia ją zabiła.
- Potem wysłali cię do Hogwartu? - spytała Brenna powoli. Z jednej strony szczerze ją to ciekawiło, wszak nie wiedziała o duchach zbyt wiele. Z drugiej starała się podtrzymać rozmowę na tyle długo, aby mieć pewność, że nauczyciel odejdzie i żadne jęki ani krzyki nie ściągną jego uwagi. - Dlaczego właśnie tu?
- Bo tutaj... tutaj umarłam - wyznała Marta. Opadła nieco niżej, wodząc między nimi spojrzeniem. Chwilowo prawdopodobnie zapomniała o płaczu.
- W Hogwarcie? - podchwyciła Brenna.
- Tutaj! W tej łazience! Uciekłam tu, bo ta okropna Olivia śmiała się z moich okularów!
Twarz Marty wykrzywiła się we wściekłości, a Brenna jęknęła, pewna, że zaraz znów duch wybuchnie płaczem. Nic takiego jednak się nie stało. Zamiast tego duch uniósł się, okręcił kilka razy, nim zawisł pod sufitem.
- Jakby mnie zabiła! - oznajmiła, spoglądając na Mavelle, która wcześniej pytała, czy to Olivia ją zabiła. - Śmiała się... śmiała się i mówiła, że jestem brzydka, i głupia, i przewrażliwiona i że... i że... płaaaaczęęęę z byyyleeee powodu - załkała, a łzy, wielkie jak grochy, znów spływały jej po policzkach. Przynajmniej jednak ściszyła głos, tak, że pewnie nie było słychać jej na korytarzu. - Siedziałam tutaj, ktoś wszedł... otworzyłam drzwi, bo... bo to łazienka dziewczyn... a to był chłopiec... i... umarłam.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.