09.04.2023, 02:44 ✶
Ulysses podniósł wzrok na Alannę. Zmarszczył brwi, zastanawiając się nad tym co powiedziała. Nie spodziewał się po niej, by naprawdę miała rozpaczać po jakimś mężczyźnie. Nie wydawała się tym typem kobiety, który przywiązywałby nadmierną uwagę do miłości.
A jednak jej słowa zabrzmiały dość gorzko. I złowróżebnie.
Tylko jak to było między nim a Danielle? I czy w ogóle cokolwiek między nimi było? Zależało mu na niej, ale czy jej zależało na nim? Chyba nie. Nie bardziej niż na innych znajomych. Była miła dla wszystkich w jednakowy sposób. Nie powinien doszukiwać się w jej gestach tego, czego tam nie było. No i była półkrwi. Ojciec nigdy nie zaakceptowałby kogoś półkrwi.
- Ja… - zaczął i urwał. Znowu zabrakło mu właściwych słów. Znowu żałował, że natura nie obdarzyła go lepszym umysłem, może mniej pamiętliwym, ale za to bardziej prędkim, gotowym do ciętych ripost i szybkiego układania zdań w taki sposób, by odpowiadały temu, co kłębiło się w jego mózgu. – Czy naprawdę myślisz, że ja – podkreślił to słowo, nadając mu jeszcze cięższy wymiar niż całej reszcie wypowiadanych w tej chwili – że ja powinienem nie być bierny? – zapytał.
I już sam nie wiedział, czy pytał o siebie i o Danielle, czy tylko o siebie i o własne życie.
Wzdrygnął się, starając oczyścić umysł z niewygodnych myśli, które się w nim zalęgły. Temat spadających mugoli, choć straszny, był dużo prostszy do rozwiązania.
- Tak. Delikatna modyfikacja pamięci, wobec tego, kto go odnalazł. A potem przeniesienie ciała pod klify w Dover – opisał, z każdym kolejnym słowem mówiąc trochę ciszej, bo nie chciał by zostali podsłuchani. – Obok tego plotka. Nowa, niebezpieczna zabawa wśród bywalców barów.
Wyjaśnienia Alanny nie zadowoliły Ulyssesa. Owszem, brzmiały mądrze, ale przecież czystokrwiści powinni być bezpieczni. O to walczył jego ojciec i ku temu zmierzał Czarny Pan (przynajmniej w teorii). Chyba, że wcale nie walczyli o czystokrwistych a jedynie o przejęcie władzy i kontroli nad Czarodziejskim Światem. I rzeczywiście byli tylko pionkami w rękach Czarnego Pana.
- Nie wiem – rzucił wreszcie, podnosząc się z ławki, na której siedział. – Jako czarodzieje, powinniśmy dbać o siebie nawzajem - w jego głosie pobrzmiewał upór.
A jednak jej słowa zabrzmiały dość gorzko. I złowróżebnie.
Tylko jak to było między nim a Danielle? I czy w ogóle cokolwiek między nimi było? Zależało mu na niej, ale czy jej zależało na nim? Chyba nie. Nie bardziej niż na innych znajomych. Była miła dla wszystkich w jednakowy sposób. Nie powinien doszukiwać się w jej gestach tego, czego tam nie było. No i była półkrwi. Ojciec nigdy nie zaakceptowałby kogoś półkrwi.
- Ja… - zaczął i urwał. Znowu zabrakło mu właściwych słów. Znowu żałował, że natura nie obdarzyła go lepszym umysłem, może mniej pamiętliwym, ale za to bardziej prędkim, gotowym do ciętych ripost i szybkiego układania zdań w taki sposób, by odpowiadały temu, co kłębiło się w jego mózgu. – Czy naprawdę myślisz, że ja – podkreślił to słowo, nadając mu jeszcze cięższy wymiar niż całej reszcie wypowiadanych w tej chwili – że ja powinienem nie być bierny? – zapytał.
I już sam nie wiedział, czy pytał o siebie i o Danielle, czy tylko o siebie i o własne życie.
Wzdrygnął się, starając oczyścić umysł z niewygodnych myśli, które się w nim zalęgły. Temat spadających mugoli, choć straszny, był dużo prostszy do rozwiązania.
- Tak. Delikatna modyfikacja pamięci, wobec tego, kto go odnalazł. A potem przeniesienie ciała pod klify w Dover – opisał, z każdym kolejnym słowem mówiąc trochę ciszej, bo nie chciał by zostali podsłuchani. – Obok tego plotka. Nowa, niebezpieczna zabawa wśród bywalców barów.
Wyjaśnienia Alanny nie zadowoliły Ulyssesa. Owszem, brzmiały mądrze, ale przecież czystokrwiści powinni być bezpieczni. O to walczył jego ojciec i ku temu zmierzał Czarny Pan (przynajmniej w teorii). Chyba, że wcale nie walczyli o czystokrwistych a jedynie o przejęcie władzy i kontroli nad Czarodziejskim Światem. I rzeczywiście byli tylko pionkami w rękach Czarnego Pana.
- Nie wiem – rzucił wreszcie, podnosząc się z ławki, na której siedział. – Jako czarodzieje, powinniśmy dbać o siebie nawzajem - w jego głosie pobrzmiewał upór.