Z sukcesem odgoniłam ptaki, które za chwilę najpewniej powrócą na swoje miejsce. Musiałam się więc spieszyć. Nie obracając się nawet, tyłem wróciłam do swojego stanowiska, a przynajmniej spróbowałam.
Zdążyłam zauważyć, że ktoś przechodził tuż za mną. Zrobiłam unik, by nie doszło do zderzenia. Nie wiedziałam, że owa osoba poradziła sobie z tym znacznie lepiej niż ja, wręcz nie było problemu z tej strony. Ale ja, król niezręczności, zakręciłam się i wpadłam na sztalugę przewracając ją.
Jestem osobą spokojną, unikającą obcych ludzi. Sztaluga nie wydawała się zepsuć, ciężko powiedzieć co z obrazkiem całującym teraz trawę. Rzuciłam nienawistne spojrzenie w stronę sprawcy zamieszania (tak, ja byłam niewinna), a gdy zdałam sobie sprawę, że to najprawdopodobniej mój rówieśnik, dałam upust emocjom.
— Ślepy jesteś!?
Podniosłam się wraz ze sztalugą, a następnie chwyciłam za kartkę. Nic się nie stało. W końcu to akwarele. Same farbki upadły gdzieś, woda się wylała, również pędzel poszybował gdzieś w trawę. Ale zwykłe accio załatwi sprawę.
— Kolorowa koleżanko!? Czy kolega ma z tym jakiś problem!?
Oczywiście brytyjski dżentelmen nie miał żadnych szans z polskim dresem.