09.04.2023, 09:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.04.2023, 09:03 przez Mackenzie Greengrass.)
- Przecież twoja broda będzie rosła w dół – odparła Mackenzie. To nawet nie tak, że próbowała się wymądrzać. Po prostu niezbyt pojmowała, dlaczego Theodore uznał, że kaktus na jego głowie będzie miał coś wspólnego z tym, jak będzie wyglądać jako starszy człowiek. Poza tym, że mógł się wtedy dorobić siwej głowy.
Biedny kaktus, pomyślała, kiedy dostrzegła, że jego korzenie oplatają głowę Lovegooda, próbując znaleźć zapewne w ten sposób wodę i składniki odżywcze. Oczywiście, że roślina nie miała szans przetrwać w takich warunkach. Greengrass obserwowała ją z zastanowieniem, delikatnie wodząc palcami pośród włosów, i szukając sposobu na odczepienie tej biednej roślinki od Theodora tak, aby żadnemu nie wyrządzić zbyt dużej krzywdy.
Tylko co dalej z kaktusem?
Milczała, kiedy opowiedział swoją historię. Jeśli skojarzyła, że to szampon był winny, na razie nie dała tego po sobie poznać. Nie od razu odpowiedziała też na pytanie, czy Lovegood przeżyje. Nie planowała celowo trzymać go w niepewności, po prostu rozważała, czy ma dość miejsca na jeszcze jedną roślinkę, i czy jeśli nie, to pozostawienie jej w rękach Lovegooda będzie humanitarne. Jej umysł pracował w tej chwili na wysokich obrotach – prawie tak, jak wtedy, gdy roztrząsała strategię kapitana i trenera, i szykowała się do tyrady ze wskazaniem błędów.
- Nie umiem rzucać avady, Theodore. Mogę tylko wziąć cię na miotłę i zrzucić z dużej wysokości – stwierdziła w roztargnieniu, ale potem wreszcie wpadła na odpowiedni pomysł. Obeszła krzesło, by pochylić się lekko i spojrzeć mu w oczy. – Przeżyjesz. Mogę go ostrożnie usunąć z twojej głowy – obiecała ze swoją zwykłą powagą, z jaką wygłaszała prawdę, kłamstwa, a także bywało, że nieliczne żarty. – Ale myślę, że możesz mieć rację. Może to był magiczny kaktus. Aby uniknąć jego zemsty i go udobruchać, przesadzimy tego kaktusa w doniczkę i będziesz musiał dobrze o niego dbać. Bo co, jeżeli umrze i będą mścić się na tobie dwa kaktusy? Na wszelki wypadek zabiorę też ten szampon. Skoro twierdzisz, że zwabił go ten zapach.
Greengrass nie była absolutnie głupia. Prawdopodobnie przynajmniej podejrzewała, że to wina szamponu. Bywała jednak bardzo uparta, a teraz postanowiła, że kaktus musi przeżyć. W celu jego ocalenia zdecydowała się więc wspiąć na wyżyny przebiegłości. Zresztą, była niemal pewna, że próba zrobienia tego, co zrobiłby każdy racjonalny człowiek – czyli wyjaśnienia chłopakowi, że to żadna zemsta kaktusów, a po prostu podejrzany specyfik, jaki wylał na głowę – spali na panewce. Mackenzie nie była szczególnie przekonująca, łatwiej więc było po prostu kiwnąć głową na jego historię, w którą i tak już wierzył i uzyskać przy okazji swój cel, jakim było ocalenie rośliny…
Biedny kaktus, pomyślała, kiedy dostrzegła, że jego korzenie oplatają głowę Lovegooda, próbując znaleźć zapewne w ten sposób wodę i składniki odżywcze. Oczywiście, że roślina nie miała szans przetrwać w takich warunkach. Greengrass obserwowała ją z zastanowieniem, delikatnie wodząc palcami pośród włosów, i szukając sposobu na odczepienie tej biednej roślinki od Theodora tak, aby żadnemu nie wyrządzić zbyt dużej krzywdy.
Tylko co dalej z kaktusem?
Milczała, kiedy opowiedział swoją historię. Jeśli skojarzyła, że to szampon był winny, na razie nie dała tego po sobie poznać. Nie od razu odpowiedziała też na pytanie, czy Lovegood przeżyje. Nie planowała celowo trzymać go w niepewności, po prostu rozważała, czy ma dość miejsca na jeszcze jedną roślinkę, i czy jeśli nie, to pozostawienie jej w rękach Lovegooda będzie humanitarne. Jej umysł pracował w tej chwili na wysokich obrotach – prawie tak, jak wtedy, gdy roztrząsała strategię kapitana i trenera, i szykowała się do tyrady ze wskazaniem błędów.
- Nie umiem rzucać avady, Theodore. Mogę tylko wziąć cię na miotłę i zrzucić z dużej wysokości – stwierdziła w roztargnieniu, ale potem wreszcie wpadła na odpowiedni pomysł. Obeszła krzesło, by pochylić się lekko i spojrzeć mu w oczy. – Przeżyjesz. Mogę go ostrożnie usunąć z twojej głowy – obiecała ze swoją zwykłą powagą, z jaką wygłaszała prawdę, kłamstwa, a także bywało, że nieliczne żarty. – Ale myślę, że możesz mieć rację. Może to był magiczny kaktus. Aby uniknąć jego zemsty i go udobruchać, przesadzimy tego kaktusa w doniczkę i będziesz musiał dobrze o niego dbać. Bo co, jeżeli umrze i będą mścić się na tobie dwa kaktusy? Na wszelki wypadek zabiorę też ten szampon. Skoro twierdzisz, że zwabił go ten zapach.
Greengrass nie była absolutnie głupia. Prawdopodobnie przynajmniej podejrzewała, że to wina szamponu. Bywała jednak bardzo uparta, a teraz postanowiła, że kaktus musi przeżyć. W celu jego ocalenia zdecydowała się więc wspiąć na wyżyny przebiegłości. Zresztą, była niemal pewna, że próba zrobienia tego, co zrobiłby każdy racjonalny człowiek – czyli wyjaśnienia chłopakowi, że to żadna zemsta kaktusów, a po prostu podejrzany specyfik, jaki wylał na głowę – spali na panewce. Mackenzie nie była szczególnie przekonująca, łatwiej więc było po prostu kiwnąć głową na jego historię, w którą i tak już wierzył i uzyskać przy okazji swój cel, jakim było ocalenie rośliny…