Zastanawiał się czy powinien z nią skończyć tu i teraz czy jednak odpuścić i pozwolić jej żyć z myślą, że jej życie jest na celowniku. Że Borginowie nie zapomnieli i co ważniejsze, nie mają zamiaru zapomnieć, dopóki nie wytną w pień całego dziedzictwa Susanne. A takim bez dwóch zdania była jej córka.
Pomimo swojego gniewu, który w nim narastał z każdym kolejnym zdaniem, cios nie nadszedł. Nie oznaczało to jednak, że gotowa do ataku pięść, która była przed momentem w górze, miała zniknąć. Tym bardziej, że przynosiła zamierzone efekty i w razie czego mogła służyć jako szybkie wymierzenie - długo wyczekiwanej - sprawiedliwości. Sprawiedliwości według rodziny Borginów.
Jako, że nie odnalazł żadnego celu na którym mógłby wyładować swoją frustrację, uderzył pięścią w wewnętrzną część swojej drugiej wyprostowanej dłoni, wydając charakterystyczny dźwięk plaśnięcia. Stanley przyglądał się jak stojąca przed nim, jeszcze chwilę temu pewna siebie, dziewczyna kuli się. Zaczął jeździć dłonią po swoich kostkach jakby rozgrzewał ją przed walką.
- Pacjenci mogą poczekać. Tak jak my czekaliśmy - przyznał - Zapewniam, że Twoi podopieczni nie będą musieli czekać, aż tak długo… - nie mieli przecież całego dnia dla siebie. Trochę tego żałował. Wtedy miałby wystarczająco dużo czasu, aby rozważyć wszystkie możliwości. A może i nawet wezwać kogoś ze starszyzny, aby byli świadkami tego majestatycznego momentu.
- Każdego zaczyna się szukać prędzej czy później jak znika. Kwestią jest tylko to, kiedy się taką osobę odnajdzie. Czasem po krótkiej chwili, a czasem po… - zamilkł na chwilę, aby jej się przyjrzeć w celu wydedukowania ile Menodora może mieć lat - 20 latach? - przekręcił głową z lekkim zainteresowaniem. Uniósł też swoją brew. Nie oczekiwał odpowiedzi, ponieważ ta i tak by raczej nie nadeszła. Liczył raczej na jakikolwiek gest, który mógłby potwierdzić jego teorię. W końcu Crawley nie wyglądała jakby była starsza niż te 20, a może 22 lata.
- Pytanie jest tylko jedno. W jakim stanie się odnajdzie taką osobę - zrobił pół kroku w jej kierunku, nie zaprzestając jednak swojego treningu. Teraz jednak zaczął kręcić kółka pięścią po dłoni - Żywą i zdrową… Czy martwą i pocięta? - zaczął się powoli uspokajać. Dostrzegł też tę jedną łzę, która spłynęła po jej policzku. Może to ona miała na niego taki wpływ? Może tak naprawdę nie chciał robić jej krzywdy, a tylko ją solidnie przestraszyć? - To w jakim stanie Cię znajdą zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Jeżeli będziesz grzeczna i nie będziesz sprawiać problemów to nic Ci się nie powinno stać - i tutaj należałoby by podkreślić nie powinno, ponieważ Stanley nie miał jeszcze pojęcia co z nią zrobi.
- Odważna jesteś, że zdecydowałaś się na staż w Mungu. Że też nikt tu na Ciebie wcześniej nie wpadł. A nas… Trochę się tutaj kręci - przyznał. W końcu to tutaj przybywali czarodzieje po pomoc medyczną - Długo tu już praktykujesz? - zapytał. Ciekawiło go ile Borginów do tej pory ją minęło. Najgorsze w tym wszystkim był fakt, że zapewne przechodzili obok niej lub nawet siedzieli tuż obok, a jej po prostu nie rozpoznali - Moi kuzyni muszą być naprawdę ślepi, że do tej pory pozwolili Ci tutaj przebywać… A starsi mówili tyle razy, aby przetrzepać ten szpital od stóp do głów. Od piwnicy po strych… - ciężko westchnął. Na rodzinnych spotkaniach zapewniano, że żaden z “uciekinierów” nie skrył się w św. Mungu. A jak widać, prawda okazała się całkowicie inna.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972