10.04.2023, 15:09 ✶
Moody jeszcze tego nie wiedział, ale nieugięta bezkompromisowość Eden była jedynie skrupulatnie dobraną maską. Nigdy o tym nie mówiła, bo było to ujmą na honorze, jak niską autonomię nad własnym życiem tak właściwie miała. Bezbłędnie udawała, że wszystkie wybory jej ojca były zgodne z jej wolą i lepiej skończyć nie mogła, licząc, że wielokrotnie powtórzone kłamstwo magicznie zmieni się w prawdę. Może nawet przez chwilę naprawdę sama w to wierzyła.
Eden nie potrafiła okazywać uczuć w sztampowy sposób, najprawdopodobniej dlatego, że przez całą swoją młodość tego nie doświadczyła. Prawdziwych intencji członków swojej rodziny zawsze musiała się doszukiwać, wyławiać je spomiędzy wierszy, odkopywać spod zwodniczych gestów. Pewnie stąd wzięło się u niej to ociekanie sarkazmem, gdy ktoś wprawiał ją w dobry humor, to dokuczanie, by wyrazić swoje zainteresowanie. Podobno kto się czubi, ten się lubi.
- Nie wiedziałam, że konkuruję z lokalnym cyrkiem, ubrałabym się stosowniej do okazji - zaśmiała się, rzucając okiem na swoją suknię balową. Zignorowała jego potknięcie - nawet powieka jej nie drgnęła, z grzeczności uznała, że do niczego nie doszło. Jedynie odruchowo chwyciła go mocniej, jakby gotowa do łapania go, gdyby miał stracić równowagę. W końcu Eden działała tak na mężczyzn i niejednokrotnie ich z niej wyprowadzała. - Niemniej dziękuję za uznanie. Mimo wszystko, najlepszym komplementem był twój uroczy śmiech. To rzadki okaz - przyznała z widoczną radością, cudem powstrzymując się od zawtórowania mu, próbując naśladować reakcję Alastora. Nie chciała sprawić wrażenia, że się z niego nabijała - w tym wypadku szczerze cieszyło ją, że poprawiła mu humor. Albo za dużo wypiła, albo miękła na starość.
- To ja bym już w ogóle tam nie szła, przecież to ciasto smakowało jak gąbka posmarowana masłem. - Wzdrygnęła się, wyraźnie zniesmaczona wspomnieniem smaku imprez pracowniczych. Obydwoje doskonale wiedzieli, że przychodziła tam tylko po to, żeby się z kogoś ponaśmiewać. Może trochę też dla niego.
- Wybacz, musiałam przegapić tę tonę zaproszeń od ciebie. Może twoja sowa dolatywała pod stary adres? - Zapytała z kpiną w głosie, choć obydwoje wiedzieli, że żadnych zaproszeń nie było. Tak naprawdę nie chciała mu czynić wyrzutów; sarkazmem chciała tylko przypomnieć, że cisza ostatnich lat była obustronna.
Miała już dorzucić, że mimo wszystko chętnie przyjdzie ocenić, jak bardzo spartaczył robotę, ale wtem muzyka dobiegła końca i Eden zorientowała się, że jej ciało zawisło nad podłogą, trzymane w objęciach Moody'ego. Zachichotała odruchowo i prawdopodobnie zalałaby się rumieńcem, gdyby już wcześniej nie była rumiana od kilku kieliszków wina. Wziął ją z zaskoczenia.
- Tylko mosty za sobą - odparła na pytanie dotyczące palenia. Podniosła się do pionu i skinęła głową w kierunku tarasu. - Ale dla ciebie mogę zostać biernym palaczem na kilka minut. Panowie przodem - rzuciła, uśmiechając się z przekąsem i oddychając nieco ciężej. Kondycja Eden zdecydowanie się pogorszyła przez ostatnie lata i ten taniec tylko to uwydatnił.
Eden nie potrafiła okazywać uczuć w sztampowy sposób, najprawdopodobniej dlatego, że przez całą swoją młodość tego nie doświadczyła. Prawdziwych intencji członków swojej rodziny zawsze musiała się doszukiwać, wyławiać je spomiędzy wierszy, odkopywać spod zwodniczych gestów. Pewnie stąd wzięło się u niej to ociekanie sarkazmem, gdy ktoś wprawiał ją w dobry humor, to dokuczanie, by wyrazić swoje zainteresowanie. Podobno kto się czubi, ten się lubi.
- Nie wiedziałam, że konkuruję z lokalnym cyrkiem, ubrałabym się stosowniej do okazji - zaśmiała się, rzucając okiem na swoją suknię balową. Zignorowała jego potknięcie - nawet powieka jej nie drgnęła, z grzeczności uznała, że do niczego nie doszło. Jedynie odruchowo chwyciła go mocniej, jakby gotowa do łapania go, gdyby miał stracić równowagę. W końcu Eden działała tak na mężczyzn i niejednokrotnie ich z niej wyprowadzała. - Niemniej dziękuję za uznanie. Mimo wszystko, najlepszym komplementem był twój uroczy śmiech. To rzadki okaz - przyznała z widoczną radością, cudem powstrzymując się od zawtórowania mu, próbując naśladować reakcję Alastora. Nie chciała sprawić wrażenia, że się z niego nabijała - w tym wypadku szczerze cieszyło ją, że poprawiła mu humor. Albo za dużo wypiła, albo miękła na starość.
- To ja bym już w ogóle tam nie szła, przecież to ciasto smakowało jak gąbka posmarowana masłem. - Wzdrygnęła się, wyraźnie zniesmaczona wspomnieniem smaku imprez pracowniczych. Obydwoje doskonale wiedzieli, że przychodziła tam tylko po to, żeby się z kogoś ponaśmiewać. Może trochę też dla niego.
- Wybacz, musiałam przegapić tę tonę zaproszeń od ciebie. Może twoja sowa dolatywała pod stary adres? - Zapytała z kpiną w głosie, choć obydwoje wiedzieli, że żadnych zaproszeń nie było. Tak naprawdę nie chciała mu czynić wyrzutów; sarkazmem chciała tylko przypomnieć, że cisza ostatnich lat była obustronna.
Miała już dorzucić, że mimo wszystko chętnie przyjdzie ocenić, jak bardzo spartaczył robotę, ale wtem muzyka dobiegła końca i Eden zorientowała się, że jej ciało zawisło nad podłogą, trzymane w objęciach Moody'ego. Zachichotała odruchowo i prawdopodobnie zalałaby się rumieńcem, gdyby już wcześniej nie była rumiana od kilku kieliszków wina. Wziął ją z zaskoczenia.
- Tylko mosty za sobą - odparła na pytanie dotyczące palenia. Podniosła się do pionu i skinęła głową w kierunku tarasu. - Ale dla ciebie mogę zostać biernym palaczem na kilka minut. Panowie przodem - rzuciła, uśmiechając się z przekąsem i oddychając nieco ciężej. Kondycja Eden zdecydowanie się pogorszyła przez ostatnie lata i ten taniec tylko to uwydatnił.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~