10.04.2023, 16:39 ✶
Tak właściwie to Patrick miał pewien problem z całym nieformalnym zeznaniem pana Carlingtona. Z jednej strony sporo wyjaśniało w sprawie śmierci Rosaline. Z drugiej… auror nie mógł się pozbyć myśli, że było grubymi nićmi szyte. Nie do końca wierzył by staruszek naprawdę tak dobrze pamiętał wydarzenia sprzed wielu, wielu lat. I o ile jeszcze jego opis balu z grubsza pokrywał się z wersję de Berkeleya, o tyle znikające pokojówki mogły znikać lata później albo na przestrzeni wielu lat. To mogło się łączyć, ale wcale nie musiało.
Tak jak Dionne i Dolores. Najprościej było założyć, że prowadziły do jednej i tej samej wampirzycy (a może nawet okazałoby się, że przed Dionne i Dolores, były jeszcze jakieś inne babki i prababki na literę D.). Ale równie prostym rozwiązaniem było, że Dolores i Dionne to dwie różne osoby a Carlington połączył je z kobietą, której szukali tylko przypadkiem i tylko przez to, że zapytali.
Obserwował oddalającego się staruszka i w pierwszej chwili, umknęło mu, że Brenna zapomniała portfela. W drugiej drgnął, sięgnął do kieszeni spodni z zamiarem wyjęcia własnej gotówki i zapłacenia za obiad, ale wyczuł, że i on zapomniał swojego.
- Jak żałośnie to zabrzmi, jeśli powiem, że swojego też zapomniałem? – zapytał, spoglądając przepraszającym wzrokiem na Brennę.
- No to są jakieś żarty – wymruczał kelner. – To już drugi raz w ciągu jednego miesiąca… - mówił, oddalając się, by wezwać na miejsce kogoś z Brygady Uderzeniowej.
- Głupia sprawa. – Steward westchnął pod nosem. – Musiałem zostawić portfel w biurze. Oddam ci za fondue i połowę za Carlingtona – obiecał. – Ale przynajmniej mamy jakiś trop. O ile on tego wszystkiego nie wymyślił naprędce. To jak? Masz czas na wizytę w Marunweem?
Pozostawało im poczekać aż na miejscu zjawi się jakiś przysłany tu brygadzista. Kilka minut później drzwi do restauracji otworzyły się i wszedł przez nie Sadwick. W ręku niósł marynarkę Brenny. Rozejrzał się po wnętrzu a potem ruszył w ich w stronę, jednocześnie uśmiechając się do Longbottom porozumiewawczo. Za nim dreptał wzburzony kelner.
- Zwrócę ci też za napiwek. Tylko daj mu przynajmniej dziesięć procent – wymruczał do swojej towarzyszki Patrick.
Tak jak Dionne i Dolores. Najprościej było założyć, że prowadziły do jednej i tej samej wampirzycy (a może nawet okazałoby się, że przed Dionne i Dolores, były jeszcze jakieś inne babki i prababki na literę D.). Ale równie prostym rozwiązaniem było, że Dolores i Dionne to dwie różne osoby a Carlington połączył je z kobietą, której szukali tylko przypadkiem i tylko przez to, że zapytali.
Obserwował oddalającego się staruszka i w pierwszej chwili, umknęło mu, że Brenna zapomniała portfela. W drugiej drgnął, sięgnął do kieszeni spodni z zamiarem wyjęcia własnej gotówki i zapłacenia za obiad, ale wyczuł, że i on zapomniał swojego.
- Jak żałośnie to zabrzmi, jeśli powiem, że swojego też zapomniałem? – zapytał, spoglądając przepraszającym wzrokiem na Brennę.
- No to są jakieś żarty – wymruczał kelner. – To już drugi raz w ciągu jednego miesiąca… - mówił, oddalając się, by wezwać na miejsce kogoś z Brygady Uderzeniowej.
- Głupia sprawa. – Steward westchnął pod nosem. – Musiałem zostawić portfel w biurze. Oddam ci za fondue i połowę za Carlingtona – obiecał. – Ale przynajmniej mamy jakiś trop. O ile on tego wszystkiego nie wymyślił naprędce. To jak? Masz czas na wizytę w Marunweem?
Pozostawało im poczekać aż na miejscu zjawi się jakiś przysłany tu brygadzista. Kilka minut później drzwi do restauracji otworzyły się i wszedł przez nie Sadwick. W ręku niósł marynarkę Brenny. Rozejrzał się po wnętrzu a potem ruszył w ich w stronę, jednocześnie uśmiechając się do Longbottom porozumiewawczo. Za nim dreptał wzburzony kelner.
- Zwrócę ci też za napiwek. Tylko daj mu przynajmniej dziesięć procent – wymruczał do swojej towarzyszki Patrick.