10.04.2023, 16:50 ✶
- Zabrzmi jak kolejny, zupełnie zwykły dzień mojego życia – skwitowała Brenna. – Nie mogę się doczekać. Stęskniłam się za okolicami Hogwartu – dodała, odnośnie jeziora Marunweem. Oczywiście, brała pod uwagę, że wszystko mogło być bredzeniem starcia (i planowała sprawdzić, co tylko się dało), ale nie darowałaby sobie, gdyby chociaż nie spróbowała tego sprawdzić.
Uśmiechnęła się tylko bardzo szeroko, kiedy w drzwiach stanął Sadwick. Tak się składało, że młody chłopak na szkoleniu był akurat pod opieką Brenny. I miał bardzo niepewną miną, gdy wchodził do środka, a jeszcze bardziej niepewną, kiedy z jednej strony podszedł kelner, by tłumaczyć, że chciano tutaj ich okraść i domaga się interwencji, a z drugiej Brenna, by zgarnąć swoją marynarkę i wyciągnął sakiewkę. Wysypała na dłoń galeony – ilość spora, bo zakładała, że po pierwsze, przyjdzie jej pokryć duży rachunek, po drugie, zamierzała jeszcze wieczorem zahaczyć o sklep.
- Dziękuję, Michael, skarbie, jesteś niezastąpiony, jutro dostaniesz za to ode mnie pudełko pączków. Bardzo proszę, to dla pana, przepraszamy za kłopot – oświadczyła, wpychając kelnerowi zapłatę za posiłek. I jakieś trzydzieści procent napiwku, w ramach zadośćuczynienia i przy okazji zamknięcia mu ust, by nie protestował, że absolutnie powinni zostać aresztowani i są oszustami (choć Patrickowi zamierzała powiedzieć, że dała dziesięć). Ten wydawał się tym na tyle zaskoczony, że nawet nie protestował, kiedy Brenna wróciła do Stewarda. – Za Carlingtona zapłacę, ja w końcu go tutaj ściągnęłam. Rozliczymy się jutro za fondue. Wiesz co? Muszę tutaj jeszcze wpaść, bo ten ser i mięso były absolutnie boskie. Ciekawe, czy uda mi się kogoś tu jeszcze porwać – paplała radośnie, czekając aż Patrick się zbierze. A potem na oczach zdziwionego kelnera zgarnęła Michaela pod rękę i cała trójka opuściła restaurację.
Czekała ich rychła wizyta w Marunweem tropem pewnej czarownicy…
Uśmiechnęła się tylko bardzo szeroko, kiedy w drzwiach stanął Sadwick. Tak się składało, że młody chłopak na szkoleniu był akurat pod opieką Brenny. I miał bardzo niepewną miną, gdy wchodził do środka, a jeszcze bardziej niepewną, kiedy z jednej strony podszedł kelner, by tłumaczyć, że chciano tutaj ich okraść i domaga się interwencji, a z drugiej Brenna, by zgarnąć swoją marynarkę i wyciągnął sakiewkę. Wysypała na dłoń galeony – ilość spora, bo zakładała, że po pierwsze, przyjdzie jej pokryć duży rachunek, po drugie, zamierzała jeszcze wieczorem zahaczyć o sklep.
- Dziękuję, Michael, skarbie, jesteś niezastąpiony, jutro dostaniesz za to ode mnie pudełko pączków. Bardzo proszę, to dla pana, przepraszamy za kłopot – oświadczyła, wpychając kelnerowi zapłatę za posiłek. I jakieś trzydzieści procent napiwku, w ramach zadośćuczynienia i przy okazji zamknięcia mu ust, by nie protestował, że absolutnie powinni zostać aresztowani i są oszustami (choć Patrickowi zamierzała powiedzieć, że dała dziesięć). Ten wydawał się tym na tyle zaskoczony, że nawet nie protestował, kiedy Brenna wróciła do Stewarda. – Za Carlingtona zapłacę, ja w końcu go tutaj ściągnęłam. Rozliczymy się jutro za fondue. Wiesz co? Muszę tutaj jeszcze wpaść, bo ten ser i mięso były absolutnie boskie. Ciekawe, czy uda mi się kogoś tu jeszcze porwać – paplała radośnie, czekając aż Patrick się zbierze. A potem na oczach zdziwionego kelnera zgarnęła Michaela pod rękę i cała trójka opuściła restaurację.
Czekała ich rychła wizyta w Marunweem tropem pewnej czarownicy…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.