10.04.2023, 18:34 ✶
Ulysses zmarszczył brwi, gdy Marta znowu zapiszczała. Popatrzył na nią bez większego zrozumienia. Przecież Cathal w ogóle się z niej nie naśmiewał. Nikt się z niej nie naśmiewał. A przynajmniej nikt z ich trójki, nawet jeśli Leta wykazała się wyjątkowo niewielką dawką empatii.
- On po prostu zapytał – młody Rookwood wziął Shafiqa niezręcznie w obronę, ale dość cicho, jakby obawiał się, że za moment duch znowu go zakrzyczy.
Niewiele wiedział o samej Jęczącej Marcie poza tym, że była duchem uczennicy i najczęściej można ją było spotkać w toalecie. Ach, no i że była płaczliwa i łatwo można było ją urazić. Wszystko o czym wiedział, właśnie znajdowało swoje potwierdzenie w tym momencie.
Przestąpił z nogi na nogę, głęboko skonfundowany jej zachowaniem i przytłoczony nadmiarem bodźców.
- O taak! Naśmiewajcie się z Marty! Jęcząca Marta! Płaczliwa Marta! Krościasta Marta! Czterooka Marta! Marta mająca rodziców za mugoli! – zawołała ze złością. – Malujcie jej po drzwiach, bo jest duchem i nic nie czuje!
Ulysses bardzo chciał coś powiedzieć w tym momencie. Może ją jakoś pocieszyć albo wziąć całą trójkę w obronę, ale nie potrafił tego zrobić. Nie potrafił nawet zrozumieć w jaki sposób ona przeszła od histerii do spokojnego tonu i znowu histerii w zaledwie dwie minuty i siedem sekund. Jak w ogóle można było tak szybko przechodzić przez tak skrajne stany emocjonalne?
Ale też niewiele mogli zrobić, bo Marta – po tym jak skończyła krzyczeć, zaniosła się głośnym szlochem i pofrunęła do swojej łazienki. Kilka sekund później usłyszeli jak w środku odkręciły się wszystkie kurki i trysnęła z nich woda. Strumieniami zaczęła zalewać umywalki.
Młody Rookwood zamrugał, kompletnie zbity z pantałyku.
- Chodzi ci o uśpioną grozę? – zapytał cicho Shafiqa. – Chodźmy stąd. Niech sobie płacze. I tak nic nie poradzimy – poprosił.
A przynajmniej on nie potrafił nic zaradzić na tak szybko zmieniające się humory. I jak rozumiał wściekłość ducha na napisy na drzwiach (czy tam ścianach, nie wiedział, bo nie wszedł by sprawdzić), tak nie potrafił zrozumieć czemu ten spróbował obwinić winą za całą sprawę pierwsze przypadkowe osoby, które stanęły mu na drodze.
- Możemy wejść do jakiejś klasy czy coś – zauważył jeszcze.
I tam porozmawiać. Z daleka od damskiej toalety i od zawodzącej w niebogłosy Jęczącej Marty.
- On po prostu zapytał – młody Rookwood wziął Shafiqa niezręcznie w obronę, ale dość cicho, jakby obawiał się, że za moment duch znowu go zakrzyczy.
Niewiele wiedział o samej Jęczącej Marcie poza tym, że była duchem uczennicy i najczęściej można ją było spotkać w toalecie. Ach, no i że była płaczliwa i łatwo można było ją urazić. Wszystko o czym wiedział, właśnie znajdowało swoje potwierdzenie w tym momencie.
Przestąpił z nogi na nogę, głęboko skonfundowany jej zachowaniem i przytłoczony nadmiarem bodźców.
- O taak! Naśmiewajcie się z Marty! Jęcząca Marta! Płaczliwa Marta! Krościasta Marta! Czterooka Marta! Marta mająca rodziców za mugoli! – zawołała ze złością. – Malujcie jej po drzwiach, bo jest duchem i nic nie czuje!
Ulysses bardzo chciał coś powiedzieć w tym momencie. Może ją jakoś pocieszyć albo wziąć całą trójkę w obronę, ale nie potrafił tego zrobić. Nie potrafił nawet zrozumieć w jaki sposób ona przeszła od histerii do spokojnego tonu i znowu histerii w zaledwie dwie minuty i siedem sekund. Jak w ogóle można było tak szybko przechodzić przez tak skrajne stany emocjonalne?
Ale też niewiele mogli zrobić, bo Marta – po tym jak skończyła krzyczeć, zaniosła się głośnym szlochem i pofrunęła do swojej łazienki. Kilka sekund później usłyszeli jak w środku odkręciły się wszystkie kurki i trysnęła z nich woda. Strumieniami zaczęła zalewać umywalki.
Młody Rookwood zamrugał, kompletnie zbity z pantałyku.
- Chodzi ci o uśpioną grozę? – zapytał cicho Shafiqa. – Chodźmy stąd. Niech sobie płacze. I tak nic nie poradzimy – poprosił.
A przynajmniej on nie potrafił nic zaradzić na tak szybko zmieniające się humory. I jak rozumiał wściekłość ducha na napisy na drzwiach (czy tam ścianach, nie wiedział, bo nie wszedł by sprawdzić), tak nie potrafił zrozumieć czemu ten spróbował obwinić winą za całą sprawę pierwsze przypadkowe osoby, które stanęły mu na drodze.
- Możemy wejść do jakiejś klasy czy coś – zauważył jeszcze.
I tam porozmawiać. Z daleka od damskiej toalety i od zawodzącej w niebogłosy Jęczącej Marty.