10.04.2023, 23:29 ✶
Ulysses nie kontynuował już tematu wyglądu Eunice. Czuł się z nim zbyt niezręcznie, niemal boleśnie świadomy, że w jej przypadku nie potrafił należycie wyrazić tego, co chodziło mu po głowie.
Zamiast tego uniósł głowę by przyjrzeć się poszarzałemu od kurzu sufitowi. Mimowolnie rejestrował rysujące się na nim pęknięcia i aż nazbyt brudny żyrandol. Czy dobrze widział i brakowało mu jednego przęsła? Nieważne, panna Malfoy z pewnością wymieni go na lepszy model.
Posłał jej poważne, nieco smutne spojrzenie. Dobrą chwilę obserwował, tylko milcząc, bardziej skupiając się na tym, jak właściwie się poruszała, niż na słowach, które wypowiadała. Był mężczyzną, widział że była piękna, nawet jeśli nie interesował się nią w ten sposób, w który mężczyźni mogli interesować się kobietami.
Kiwnął głową.
- Dziękuję – odpowiedział cicho, ciągle tak samo poważnym głosem, matowym głosem. Jednocześnie poczuł ulgę, że właściwie sama podjęła decyzję, że nie musiał jej ani zachęcać, ani namawiać. Eunice mała sporo własnej wolnej woli. Dużo więcej od niego samego. – Myślę, że zostanie to docenione – dodał nieco głośniej, ale nie na tyle by podnieść znacząco głos.
Ulysses nie lubił krzyczeć. W ogóle nie znosił hałasu. Przez to może nawet trochę bardziej lubił jasnowłosą, bo nie kojarzyła mu się ani z wrzaskiem, ani z histerią. Była tego całkowitym przeciwieństwem: chłodna, opanowana, rozsądna.
Kiwnął głową.
- Skoro możesz sobie pozwolić na pełen remont, ten całościowy będzie chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem – zgodził się od razu. – Po pierwsze, będziesz miała problem z głowy. Po drugie, nie brak ci pieniędzy. Po trzecie… - tu urwał na moment, jakby nie był do końca przekonany, czy naprawdę powinien powiedzieć to co przeszło mu przez myśl. – Wydaje mi się, że dobrze wiesz, co chciałabyś tu zmienić i jak mają wyglądać wnętrza – dodał po chwili.
A skoro miała i wizję, i możliwości, i miejsce w którym mogła przeczekać remont, młody Rookwood nie widział powodu, by nie załatwiła całej sprawy za jednym zamachem.
- Gdybyś potrzebowała towarzystwa przy wyborze draperii lub czegoś podobnego… - uniósł ręce i gestem wskazał na siebie. Mogła na niego liczyć. Przynajmniej w tej kwestii. – A teraz, jeśli już podjęłaś ostateczną decyzję – bo przecież ją podjęłaś – to może, by ją uczcić pójdziemy na jakiś obiad? – zaproponował.
Mieli w końcu dwa sukcesy (a może i trzy) do odświętowania. Po pierwsze: wybrała dom. Po drugie: bez szkody przeszła przez rozwód. Po trzecie: śmierciożercy zyskali właśnie kogoś, kto miał im pomóc w utrzymaniu zapasów z eliksirów.
Zamiast tego uniósł głowę by przyjrzeć się poszarzałemu od kurzu sufitowi. Mimowolnie rejestrował rysujące się na nim pęknięcia i aż nazbyt brudny żyrandol. Czy dobrze widział i brakowało mu jednego przęsła? Nieważne, panna Malfoy z pewnością wymieni go na lepszy model.
Posłał jej poważne, nieco smutne spojrzenie. Dobrą chwilę obserwował, tylko milcząc, bardziej skupiając się na tym, jak właściwie się poruszała, niż na słowach, które wypowiadała. Był mężczyzną, widział że była piękna, nawet jeśli nie interesował się nią w ten sposób, w który mężczyźni mogli interesować się kobietami.
Kiwnął głową.
- Dziękuję – odpowiedział cicho, ciągle tak samo poważnym głosem, matowym głosem. Jednocześnie poczuł ulgę, że właściwie sama podjęła decyzję, że nie musiał jej ani zachęcać, ani namawiać. Eunice mała sporo własnej wolnej woli. Dużo więcej od niego samego. – Myślę, że zostanie to docenione – dodał nieco głośniej, ale nie na tyle by podnieść znacząco głos.
Ulysses nie lubił krzyczeć. W ogóle nie znosił hałasu. Przez to może nawet trochę bardziej lubił jasnowłosą, bo nie kojarzyła mu się ani z wrzaskiem, ani z histerią. Była tego całkowitym przeciwieństwem: chłodna, opanowana, rozsądna.
Kiwnął głową.
- Skoro możesz sobie pozwolić na pełen remont, ten całościowy będzie chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem – zgodził się od razu. – Po pierwsze, będziesz miała problem z głowy. Po drugie, nie brak ci pieniędzy. Po trzecie… - tu urwał na moment, jakby nie był do końca przekonany, czy naprawdę powinien powiedzieć to co przeszło mu przez myśl. – Wydaje mi się, że dobrze wiesz, co chciałabyś tu zmienić i jak mają wyglądać wnętrza – dodał po chwili.
A skoro miała i wizję, i możliwości, i miejsce w którym mogła przeczekać remont, młody Rookwood nie widział powodu, by nie załatwiła całej sprawy za jednym zamachem.
- Gdybyś potrzebowała towarzystwa przy wyborze draperii lub czegoś podobnego… - uniósł ręce i gestem wskazał na siebie. Mogła na niego liczyć. Przynajmniej w tej kwestii. – A teraz, jeśli już podjęłaś ostateczną decyzję – bo przecież ją podjęłaś – to może, by ją uczcić pójdziemy na jakiś obiad? – zaproponował.
Mieli w końcu dwa sukcesy (a może i trzy) do odświętowania. Po pierwsze: wybrała dom. Po drugie: bez szkody przeszła przez rozwód. Po trzecie: śmierciożercy zyskali właśnie kogoś, kto miał im pomóc w utrzymaniu zapasów z eliksirów.