11.04.2023, 01:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.04.2023, 01:42 przez William Lestrange.)
Od zawsze analizował wszystko i wszystkich. Nie robiło mu różnicy czy ktoś był jego ojcem, kuzynką, żoną, sklepikarzem u którego odbiera zapasy do eliksirów, wszystkich traktował równo pod tym względem i pod wieloma innymi - nie wszystkimi, ale większością. Bogaty czy biedny, czarodziej krwi czystej czy mugolak, wszyscy byli dla niego na tym samym poziomie, nie potrafiłby kogoś obrazić lub niesamowicie lubić, tylko ze względu na jego pochodzenie bądź ilość galeonów w sakiewce. Były do dla niego bardzo niezrozumiałe meandry zachowań i myśli, które zawsze sprowadzał do jednej konkluzji: ten, kto chce poróżnić dwie grupy musi mieć w tym jakiś zysk.
Ale co to właściwie miało znaczyć, 'zysk'?
Nie był pewien. Musiał nad tym pomyśleć.
- Nie, po prostu ożywia mnie ten temat - rzucił naprawdę okropnym żartem bez głębszego zastanowienia. Zorientował się, że ludzie lubią, gdy wtrąca się takie w pogawędkach, że wywołują uśmiech, nawet jeżeli nie szczery, to zbliżają rozmówców do siebie w przedziwnym zabiegu, w którym wypowiedziane słowa nie mają absolutnie żadnego celu, ale czynią cuda. Nie zamierzał brnąć dalej w ten temat, uznając, że rzucony żart zapobiegnie kolejnym pytaniom.
Zarejestrował drżenie głosu kuzyna, chociaż nie dał po sobie poznać, że przygląda mu się uważniej niż wcześniej. O Perseusu, na tym etapie życia, wiedział jedno - ten często kierował się kwestiami, jakie Williamowi wydawały się całkowicie obce, nielogiczne. Po tylu latach w społeczeństwie zdążył się zorientować, że najmniej zrozumiałą częścią człowieczeństwa są dla niego emocje i uczucia, założył więc że to one odgrywały w funkcjonowaniu Blacka dość dużą rolę, nawet jeżeli ten miał swoje sposoby, aby w niektórych sytuacjach to maskować. Osoby kierujące się emocjami miały jedną, wspólną cechę - rzadko spoglądali ponad własny krąg, rozumiejąc doświadczenia jedyne znane swoim życiorysom. Perseus był terapeutą, ale Lestrange zakładał, że w gabinecie używał raczej wyuczonych metod, bo przecież, cokolwiek innego byłoby niezgodne z profesją lekarza jakiegokolwiek, nieprawdaż? Leczenie umysłu miało swoje formułki, tak samo jak przywracanie kolana czy nadgarstka do ponownego, zdrowego funkcjonowania.
- To wtedy nie kwestia trupa, a tego co żywi mają na swoim sumieniu bądź jak sobie z tym radzą - wzruszył lekko ramionami - Po co obwiniać zmarłych, jeżeli nie są wskrzeszeni, na co się wtedy złościć? Na rozsypany proch? Na wieko trumny? Nonsens i marnowanie energii - logicznie jak najbardziej, emocjonalnie niekoniecznie. Aczkolwiek, jak było wspomniane wyżej, William Lestrange nie jest, nie był i raczej nie będzie, najbardziej wyczulonym na emocjonalność i jej pojmowanie typem.
- Myślę, ze to dość dobre założenie - przyznał - W jakiś sposób się z nim zgadzam, ale nie całkowicie, bo nie uważam, abyśmy wiedzieli odpowiednio dużo, na tym etapie rozwoju uzdrowicielstwa, na temat nerwów spajajacych umysł i tego jak przeróżne czynniki wpływają na nie w łonie matki. Dochodzi też kwestia przepływu magii, jej energia działa, często nie tak, jak nam się wydaje - musieli wziać pod uwagę wiele czynników i William już dawno je sobie wypisał, jeszcze zanim przyszło mu stworzyć eliksir na Nocne Mary, gdy siedział przy biurku we Francji i chciał dokonać kompletnie czegoś innego. Odsunął myśli o kamieniu filozoficznym na bok, nie on był teraz tematem.
- Voldemort też był kiedyś dzieckiem - mruknął, trochę bardziej do siebie, niż do rozmówcy - Może jakby ktoś nie pomyślał, że wygląda niewinnie to teraz faktyczni niewinni nie byliby zagrożeni - to była bardzo luźna myśl, podparta logiką i chęcią rozwiązania sytuacji, w której jednostka staje się, bądź rodzi, nienawistna i wrogo nastawiona do reszty społeczeństwa.
Zaraz jednak zamrugał, marszcząc brwi. Spojrzał na Perseusa jakby ten postradał wszystkie zmysły.
- A jakie niby mugolacy maja przywileje? To ty w tym społeczeństwie jesteś uprzywilejowany, czy ja - odparł neutralnie, z widocznym niezrozumieniem do stwierdzenia drugiego mężczyzny. Aż kompletnie zignorował dalszą część zdania o rozlewie krwi oraz Ministerstwie.
Ale co to właściwie miało znaczyć, 'zysk'?
Nie był pewien. Musiał nad tym pomyśleć.
- Nie, po prostu ożywia mnie ten temat - rzucił naprawdę okropnym żartem bez głębszego zastanowienia. Zorientował się, że ludzie lubią, gdy wtrąca się takie w pogawędkach, że wywołują uśmiech, nawet jeżeli nie szczery, to zbliżają rozmówców do siebie w przedziwnym zabiegu, w którym wypowiedziane słowa nie mają absolutnie żadnego celu, ale czynią cuda. Nie zamierzał brnąć dalej w ten temat, uznając, że rzucony żart zapobiegnie kolejnym pytaniom.
Zarejestrował drżenie głosu kuzyna, chociaż nie dał po sobie poznać, że przygląda mu się uważniej niż wcześniej. O Perseusu, na tym etapie życia, wiedział jedno - ten często kierował się kwestiami, jakie Williamowi wydawały się całkowicie obce, nielogiczne. Po tylu latach w społeczeństwie zdążył się zorientować, że najmniej zrozumiałą częścią człowieczeństwa są dla niego emocje i uczucia, założył więc że to one odgrywały w funkcjonowaniu Blacka dość dużą rolę, nawet jeżeli ten miał swoje sposoby, aby w niektórych sytuacjach to maskować. Osoby kierujące się emocjami miały jedną, wspólną cechę - rzadko spoglądali ponad własny krąg, rozumiejąc doświadczenia jedyne znane swoim życiorysom. Perseus był terapeutą, ale Lestrange zakładał, że w gabinecie używał raczej wyuczonych metod, bo przecież, cokolwiek innego byłoby niezgodne z profesją lekarza jakiegokolwiek, nieprawdaż? Leczenie umysłu miało swoje formułki, tak samo jak przywracanie kolana czy nadgarstka do ponownego, zdrowego funkcjonowania.
- To wtedy nie kwestia trupa, a tego co żywi mają na swoim sumieniu bądź jak sobie z tym radzą - wzruszył lekko ramionami - Po co obwiniać zmarłych, jeżeli nie są wskrzeszeni, na co się wtedy złościć? Na rozsypany proch? Na wieko trumny? Nonsens i marnowanie energii - logicznie jak najbardziej, emocjonalnie niekoniecznie. Aczkolwiek, jak było wspomniane wyżej, William Lestrange nie jest, nie był i raczej nie będzie, najbardziej wyczulonym na emocjonalność i jej pojmowanie typem.
- Myślę, ze to dość dobre założenie - przyznał - W jakiś sposób się z nim zgadzam, ale nie całkowicie, bo nie uważam, abyśmy wiedzieli odpowiednio dużo, na tym etapie rozwoju uzdrowicielstwa, na temat nerwów spajajacych umysł i tego jak przeróżne czynniki wpływają na nie w łonie matki. Dochodzi też kwestia przepływu magii, jej energia działa, często nie tak, jak nam się wydaje - musieli wziać pod uwagę wiele czynników i William już dawno je sobie wypisał, jeszcze zanim przyszło mu stworzyć eliksir na Nocne Mary, gdy siedział przy biurku we Francji i chciał dokonać kompletnie czegoś innego. Odsunął myśli o kamieniu filozoficznym na bok, nie on był teraz tematem.
- Voldemort też był kiedyś dzieckiem - mruknął, trochę bardziej do siebie, niż do rozmówcy - Może jakby ktoś nie pomyślał, że wygląda niewinnie to teraz faktyczni niewinni nie byliby zagrożeni - to była bardzo luźna myśl, podparta logiką i chęcią rozwiązania sytuacji, w której jednostka staje się, bądź rodzi, nienawistna i wrogo nastawiona do reszty społeczeństwa.
Zaraz jednak zamrugał, marszcząc brwi. Spojrzał na Perseusa jakby ten postradał wszystkie zmysły.
- A jakie niby mugolacy maja przywileje? To ty w tym społeczeństwie jesteś uprzywilejowany, czy ja - odparł neutralnie, z widocznym niezrozumieniem do stwierdzenia drugiego mężczyzny. Aż kompletnie zignorował dalszą część zdania o rozlewie krwi oraz Ministerstwie.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated