Znów usłyszałam głos. Inny niż głos chłopaka, który też nie otwierał ust w tym momencie. Rozejrzałam się, ale byliśmy sami. Skąd ten głos!? Może gdzieś wokół nas lata jakiś duch?
I o co chodzi z tym byciem niewidomym!? Już chciałam odpowiedzieć Dellianowi, że przecież widzę jak się ewidentnie gapi, ale gdy zawiesiłam na nim wzrok dłużej niż ułamek sekundy, coś zaczęło mi się w głowie układać.
Tajemnicze głosy, koci przewodnicy, fiksowanie na wzroku. A na twarzy Delliana dostrzegłam brakujący fragment układanki.
Narkoman.
Powoli zaczęłam pakować swoje rzeczy do plecaka. Starałam się to robić swobodnie, by nie wzbudzić w nim czasem agresji. Nie miałam do czynienia z narkomanami, ale wiedziałam, że mogli być gwałtowni i nieprzewidywalni. Schowałam pędzel, zamknęłam pudło z farbami, zakręciłam słoiczek z wodą. Kartkę wsunęłam do teczki. Zostało złożyć sztalugę, wziąć ją pod pachę i oddalić się. Nie mogłam dłużej tu zostać. Miałam tylko nadzieję, że te głosy nie pojawiły się w mojej głowie pod wpływem przypadkowego kontaktu z jakimiś narkotykami.