11.04.2023, 22:43 ✶
Objęła Brennę mocno, nie wahając się nawet przez moment pod wpływem tego niespodziewanego gestu. Longbottom była dla niej jak rodzina, nawet jeśli nie wiązały ich ze sobą więzy krwi. To z nią czuła się bezpiecznie, a ich relacja w pewien sposób utwierdzała Dorę w przekonaniu, że czasem od relacji, które otrzymywało się wraz z przyjściem na świat, ważniejsze były te, które zdobywało się samemu. Crawley kochała Brennę niczym siostrę i prawda była taka, że w tym momencie nie prosiła jej tylko o to, by pozwoliła jej walczyć za ojca, czy jej faktyczne rodzeństwo, a także o nią. Nie chciała, by Longbottom tak po prostu, bezinteresownie poświęcała się dla niej, kiedy ona siedziała w czterech ścianach jej posiadłości. Chciała być użyteczna, ale chciała też własnoręcznie wywrzeć jakąkolwiek różnicę.
Uśmiechnęła się do niej lekko, kiedy wreszcie rozplątały się z uścisku, kontrastując w ten sposób z jej powagą. Rozumiała jej obawy i pokiwała na nie głową z pokorą, bo i czemu miała mieć coś przeciwko temu, by stać się lepszą. A może gorszą, skoro Brenna obiecała jej, że szkolenie będzie właśnie gorsze?
- Stoi - kiwnęła zamaszyście głową, uśmiechając się do niej znowu, ale już nie delikatnie, a o wiele szerzej i jakby w nieco rozbawiony sposób. Prawda jednak była taka, że była zwyczajnie podekscytowana nowymi perspektywami, jakie właśnie się przed nią malowały. Może nigdy nie określiłaby siebie jako wojowniczki, a przynajmniej nie tej uciekającej się do siły fizycznej lub niszczycielskiej, ale nie zmieniało to faktu, że była to ścieżka, którą zwyczajnie musiała w tym momencie podążyć.
Odsunęła się nieco od Brenny, mimowolnie oglądając się przez ramię, w kierunku drzwi, jakby sprawdzając czy wciąż są same i czy ta rozmowa faktycznie należy tylko do nich. To nie tak, że chciała trzymać przed kimś tajemnice, ale raczej chciała im odjąć nieco z barków.
- Mam tylko prośbę, czy... czy mogłabyś na razie nie mówić mojemu tacie? - zapytała, spoglądając na nią nieco nieśmiało. - A przynajmniej nie o tej części, że chcę walczyć nieco... aktywniej. Nie chcę, żeby się niepotrzebnie martwił. Nie bardziej niż i tak to robi... Nie może zapomnieć co stało się z moją mamą. - nie mógł zapomnieć bólu. - Rozumiesz? - splotła palce, nieco niezręcznie. Kiedyś mu powie, ale nie teraz. Nie, kiedy i dla niej była to rewelacja. Jako też, że swoje obowiązki w kuchni uważała za tymczasowo zakończone, zaproponowała Brennie herbatę. W końcu herbata zawsze polepszała każdą sytuację, a po tak poważnej rozmowie wydawała się wręcz wymagana.
Uśmiechnęła się do niej lekko, kiedy wreszcie rozplątały się z uścisku, kontrastując w ten sposób z jej powagą. Rozumiała jej obawy i pokiwała na nie głową z pokorą, bo i czemu miała mieć coś przeciwko temu, by stać się lepszą. A może gorszą, skoro Brenna obiecała jej, że szkolenie będzie właśnie gorsze?
- Stoi - kiwnęła zamaszyście głową, uśmiechając się do niej znowu, ale już nie delikatnie, a o wiele szerzej i jakby w nieco rozbawiony sposób. Prawda jednak była taka, że była zwyczajnie podekscytowana nowymi perspektywami, jakie właśnie się przed nią malowały. Może nigdy nie określiłaby siebie jako wojowniczki, a przynajmniej nie tej uciekającej się do siły fizycznej lub niszczycielskiej, ale nie zmieniało to faktu, że była to ścieżka, którą zwyczajnie musiała w tym momencie podążyć.
Odsunęła się nieco od Brenny, mimowolnie oglądając się przez ramię, w kierunku drzwi, jakby sprawdzając czy wciąż są same i czy ta rozmowa faktycznie należy tylko do nich. To nie tak, że chciała trzymać przed kimś tajemnice, ale raczej chciała im odjąć nieco z barków.
- Mam tylko prośbę, czy... czy mogłabyś na razie nie mówić mojemu tacie? - zapytała, spoglądając na nią nieco nieśmiało. - A przynajmniej nie o tej części, że chcę walczyć nieco... aktywniej. Nie chcę, żeby się niepotrzebnie martwił. Nie bardziej niż i tak to robi... Nie może zapomnieć co stało się z moją mamą. - nie mógł zapomnieć bólu. - Rozumiesz? - splotła palce, nieco niezręcznie. Kiedyś mu powie, ale nie teraz. Nie, kiedy i dla niej była to rewelacja. Jako też, że swoje obowiązki w kuchni uważała za tymczasowo zakończone, zaproponowała Brennie herbatę. W końcu herbata zawsze polepszała każdą sytuację, a po tak poważnej rozmowie wydawała się wręcz wymagana.
Koniec sesji
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.