12.04.2023, 17:44 ✶
- Ale moje włosy też kiedyś posiwieją i będą wyglądać podobnie jak te igły. Białe, bez blasku, byle jakie – stwierdził niezadowolony. Wygląd był jedną z rzeczy, z których był zadowolony z siebie. Okrutny świat, nie dosyć, że odebrał mu go w teraźniejszości, to jeszcze planował powtórzyć swoją sztuczkę w przyszłości. Jego mina jeszcze bardziej zbledła, gdy uświadomił sobie coś jeszcze.
- Chyba że na starość wyłysieje. Oby nie! To byłby dopiero koszmar! - Już wolałby nosić kaktusa na głowie do końca życia. Albo spaść z miotły. Nawet nie umiał wyobrazić sobie samego siebie bez włosów – tak bardzo byłby w swoim mniemaniu szpetny, tak tragiczna idea była dla niego. Liczył też na to, że kaktus po swoim odejściu nie zostawi łysego placka na czubku głowy.
Wizja uratowania swojego życia i uzdrowienia podbudowała go. Gotów był powiedzieć i zrobić wszystko, by pozbyć się problemu, więc kilka skromnych warunków Greengrass zaakceptował bez mrugnięcia okiem. Uśmiechnął się lekko i nieśmiało i przyłożył dłonie do serca w geście oznaczającym szczerość i otwartość.
- Przysięgam, że dam z siebie wszystko, by był szczęśliwy. Dam mu imię, będzie moim najlepszym przyjacielem, będę śpiewał jego ulubione piosenki i brał na spacery… - zapewnił i kiwnął entuzjastycznie głową - No i nie zapomnę go też podlewać! - dodał po przypomnieniu sobie, że to właśnie przez zignorowanie tej czynności rozpoczęły się problemy, przez które skończył ze zniszczoną głową. Przymknął oczy w niecierpliwym oczekiwaniu. Zacisnął zęby. Spodziewał się, że operacja będzie boleć, ale gotów był to znieść, byleby odzyskać swój normalny wygląd.
- Możesz wziąć ten szampon, znajdę sobie inny. Tylko będziesz musiała z nim uważać, żebyś nie rozwścieczyła przypadkiem jakiegoś ducha. Najlepiej będzie go wyrzucić, by duch kaktusa przestał się niepokoić – Stresował się tym, czy Mackenzie na pewno sobie poradzi no i jak bardzo bolesne to będzie, więc po prostu zaczął gadać o byle czym, by skupić się na czym innym.
- Chyba że na starość wyłysieje. Oby nie! To byłby dopiero koszmar! - Już wolałby nosić kaktusa na głowie do końca życia. Albo spaść z miotły. Nawet nie umiał wyobrazić sobie samego siebie bez włosów – tak bardzo byłby w swoim mniemaniu szpetny, tak tragiczna idea była dla niego. Liczył też na to, że kaktus po swoim odejściu nie zostawi łysego placka na czubku głowy.
Wizja uratowania swojego życia i uzdrowienia podbudowała go. Gotów był powiedzieć i zrobić wszystko, by pozbyć się problemu, więc kilka skromnych warunków Greengrass zaakceptował bez mrugnięcia okiem. Uśmiechnął się lekko i nieśmiało i przyłożył dłonie do serca w geście oznaczającym szczerość i otwartość.
- Przysięgam, że dam z siebie wszystko, by był szczęśliwy. Dam mu imię, będzie moim najlepszym przyjacielem, będę śpiewał jego ulubione piosenki i brał na spacery… - zapewnił i kiwnął entuzjastycznie głową - No i nie zapomnę go też podlewać! - dodał po przypomnieniu sobie, że to właśnie przez zignorowanie tej czynności rozpoczęły się problemy, przez które skończył ze zniszczoną głową. Przymknął oczy w niecierpliwym oczekiwaniu. Zacisnął zęby. Spodziewał się, że operacja będzie boleć, ale gotów był to znieść, byleby odzyskać swój normalny wygląd.
- Możesz wziąć ten szampon, znajdę sobie inny. Tylko będziesz musiała z nim uważać, żebyś nie rozwścieczyła przypadkiem jakiegoś ducha. Najlepiej będzie go wyrzucić, by duch kaktusa przestał się niepokoić – Stresował się tym, czy Mackenzie na pewno sobie poradzi no i jak bardzo bolesne to będzie, więc po prostu zaczął gadać o byle czym, by skupić się na czym innym.