12.04.2023, 21:42 ✶
On wie jak zabijać i szukać ofiar…
Brenna nie była tego pewna. Po prawdzie nie rozumiała, dlaczego czarnoksiężnik wybrał taką, a nie inną metodę. Miała mnóstwo teorii, ale żadnych przesłanek, które mogłyby potwierdzić którąś z nich. Tylko wspomnienie jego śmiechu i ciał znikających w sadzawce.
- Jamil An… war? Brzmi… egzotycznie. Podaj kontakt do niego, proszę – mruknęła Brygadzistka, wyciągając z kieszeni notatnik. By bardzo nieładnie, bo lewą ręką, zapisać w nim rysikiem imię i nazwisko, a potem także jego adres. Nie miała nic przeciwko rozpoczęcia poszukiwań wywoływacza duchów od niego. Niestety, nie znała nikogo bardzo zaufanego, a skoro Sebastian ufał kuzynowi – swoją drogą, sława Trelawneyów też pomagała – Brenna była gotowa policzyć to na plus. Co, oczywiście, nie przeszkodzi jej w posłaniu wiadomości do egipskiego ministerstwa magii, sprawdzenia danych matki, ojca oraz zasięgnięcia opinii członków jego ekipy (teraz tego nie wiedziała, ale dwóch nawet znała).
Brenna zakładała właśnie, że Sebastian nie zdoła załatwić tego w jeden dzień. Miesiąc, dwa czy pół roku – nie robiło więc ogromnej różnicy, bo nie mogli przestać szukać czarnoksiężnika.
- Dziękuję za ekspertyzę, Sebastianie. Porozmawiam z Anwarem, a jeżeli on się nie zgodzi albo nie będzie odpowiedni, poszukam kogoś innego – obiecała Brenna, po czym zerknęła na Patricka, czekając, czy on ma jeszcze jakieś pytania do egzorcysty albo chce coś powiedzieć. Potem ukryła notatnik w kieszeni, wstała i pożegnała się z Macmillanem. Już za drzwiami zamierzała omówić z Patrickiem kwestię w miarę bezpiecznego „składowania” czaszki – miewał z takimi rzeczami do czynienia więcej niż ona, więc to było coś, z czym na pewno poradzi sobie lepiej…
Brenna nie była tego pewna. Po prawdzie nie rozumiała, dlaczego czarnoksiężnik wybrał taką, a nie inną metodę. Miała mnóstwo teorii, ale żadnych przesłanek, które mogłyby potwierdzić którąś z nich. Tylko wspomnienie jego śmiechu i ciał znikających w sadzawce.
- Jamil An… war? Brzmi… egzotycznie. Podaj kontakt do niego, proszę – mruknęła Brygadzistka, wyciągając z kieszeni notatnik. By bardzo nieładnie, bo lewą ręką, zapisać w nim rysikiem imię i nazwisko, a potem także jego adres. Nie miała nic przeciwko rozpoczęcia poszukiwań wywoływacza duchów od niego. Niestety, nie znała nikogo bardzo zaufanego, a skoro Sebastian ufał kuzynowi – swoją drogą, sława Trelawneyów też pomagała – Brenna była gotowa policzyć to na plus. Co, oczywiście, nie przeszkodzi jej w posłaniu wiadomości do egipskiego ministerstwa magii, sprawdzenia danych matki, ojca oraz zasięgnięcia opinii członków jego ekipy (teraz tego nie wiedziała, ale dwóch nawet znała).
Brenna zakładała właśnie, że Sebastian nie zdoła załatwić tego w jeden dzień. Miesiąc, dwa czy pół roku – nie robiło więc ogromnej różnicy, bo nie mogli przestać szukać czarnoksiężnika.
- Dziękuję za ekspertyzę, Sebastianie. Porozmawiam z Anwarem, a jeżeli on się nie zgodzi albo nie będzie odpowiedni, poszukam kogoś innego – obiecała Brenna, po czym zerknęła na Patricka, czekając, czy on ma jeszcze jakieś pytania do egzorcysty albo chce coś powiedzieć. Potem ukryła notatnik w kieszeni, wstała i pożegnała się z Macmillanem. Już za drzwiami zamierzała omówić z Patrickiem kwestię w miarę bezpiecznego „składowania” czaszki – miewał z takimi rzeczami do czynienia więcej niż ona, więc to było coś, z czym na pewno poradzi sobie lepiej…
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.