Czuł satysfakcję, że przez jego komentarz Elliottowi zabrakło słów. Poniekąd był to dowód, że potrafił mu dotrzymać kroku w tej rozmowie, pomimo jaką dwuznaczności podszyte było praktycznie każde wypowiedziane przez nich słowo. Szybko jednak dano mu znać, że chwilowa niepewność Malfoya nie oznaczała spadku formy, gdyż odpowiedział mu równie elokwentnie. Wtedy to Erikowi zabrakło języka w gębie i przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywał się w blondyna, tonąc w błękicie jego oczu. Miał dosłownie pustkę w głowie i nie wiedział, jak na to odpowiedzieć. Cholera. Ta noc zdecydowanie nie sprzyjało prowadzeniu podniosłych dyskusji, wysiłkowi fizycznemu i jeszcze dbaniu o bezpieczeństwo sabatu. To było za dużo, nawet jak na Longbottoma.
— I zaufania — dodał niespodziewanie, dodając w końcu dwa do dwóch, gdy gdzieś z tyłu głowy rozbrzmiało mu echo ich rozmowy w gabinecie w Ministerstwie Magii. — Chyba jesteśmy na dobrej drodze ku temu, aby osiągnąć całkiem... zrównoważoną... równowagę.
Zmarszczył brwi, niezadowolony z tego, że nie potrafił znaleźć lepszych słów, odzwierciedlających jego przemyślenia.
— Majowy pal — wtrącił usłużnie, interpretując pauzę w wypowiedzi blondyna jako problem ze znalezieniem odpowiedniego słowa. — Poza tym, zasługujesz na to, aby ci się odwdzięczyć. Raczej nie wszyscy dostają wianek, który wyszedł spod palców Elliota Malfoya. — Uśmiechnął się pod nosem, wbijając na chwilę wzrok w ziemię. Wprawdzie wręczył mu go wraz z Norą, jednak ciężko było nie docenić tego gestu. Poniekąd świadczył o swego rodzaju... swobodzie, jaka pojawiła się w ich relacji. — Jak sobie teraz o tym myślę, to pewnie będzie cię ciężej zadowolić, niż moją chrześnicę. Obietnica hipogryfa na siedemnaste urodziny raczej nie zadziała w twoim wypadku.
Chociaż... Elliott w końcu przyjął ostatnio pod strzechy swojej stajni skrzydlatego konia, którego wyratowali. Wprawdzie obiecał już pomoc w przywróceniu zwierzęcia do zdrowia, kontaktując Malfoya z panną Rowle, jednak może mógł spróbować zrobić więcej? Albo znaleźć jeszcze jednego eksperta, tak na wszelki wypadek? W ten sposób mógłby nieco zmniejszyć dług. Z drugiej strony, czy naprawdę tego chciał? Na razie Elliott nie zdawał się naciskać, a jego towarzystwo nad wyraz mu odpowiadało, więc może powinien pójść w zupełnie innym kierunku... I jeszcze bardziej się zadłużyć?
— Odnoszę wrażenie, że ta sytuacja nadzwyczaj ci się podoba — stwierdził nieco oskarżycielskim tonem, chociaż jego twarz wyraźnie wskazywała, że nie mówi tego w złej wierze. Wręcz przeciwnie na jego tańczył nieco figlarny uśmieszek, jakby chciał celowo podpuścić Elliotta. — Parę długów, trochę większy wpływ na mnie i od razu władza uderzyła do głowy, co? — Zacmokał cicho. — W środku nocy? Mógłbyś mieć kłopoty z wyjściem przed wschodem słońca.
Nawet nie mrugnął, wypowiadając te słowa, po raz kolejny dając dowód temu, że ciężko mu wyłapać wieloznaczność własnych słów. W końcu nie chodziło mu wcale o to, że nie pozwoliłby mężczyźnie wyjść. Po prostu, jeśli wypadłby do posiadłości Longbottomów niespodziewanie i to pod osłoną nocy, to nie można było z góry zakładać, że tak łatwo by ją opuścił. Bądź co bądź, budynek był obłożony całą masą magicznych zaklęć zabezpieczających w tym nad wyraz przydatnym czarem pozwalającym na zablokowanie drogi ucieczki potencjalnym gościom. Erik zmarszczył brwi. W gruncie rzeczy nie mógł sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni wykorzystali ten efekt obronny w praktyce. W każdym razie byłoby to nieco komiczne, gdyby przez zupełny przypadek zamknąłby przyjaciela w rezydencji do rana.
— Zazwyczaj nie noszę takiej biżuterii — przyznał, odnosząc się raczej do samego typu ozdoby niż jej tandetności. — Chyba będę musiał zrobić wyjątek.
Widząc, że Elliott ewidentnie nie radzi sobie z zapięciem bransolety, postanowił mu pomóc. Przesunął palcami dłoni po nadgarstku, dotykając elementów biżuterii, zahaczając niby przypadkiem o opuszki palców blondyna. Erik przesunął je w odpowiednie miejsce, ułatwiając tym samym zaobrączkowanie samego siebie w bazarową ozdobę. Może faktycznie przyniesie mi to szczęście, pomyślał, zamierając na moment. Tej nocy przydałby mu się łut szczęścia.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞