Borgin nawet nie zwrócił uwagi, że ktoś przechodził czy nawet ukłonił się na przywitanie. Był zbyt przejęty faktem, że jego atlas mógł wpaść w niepowołane ręce czyli takie, które nie były jego własnymi.
Nie mylił się. Postawił dobrą diagnozę - to była Cynthia. Dziewczyna z którą współpracą była istną przyjemnością. W końcu raporty wypełnione pod jej okiem były zawsze na czas, a najczęściej nawet dużo przed czasem, czego nie można było powiedzieć o Stanleyu i jego kolegach z działu - oni zawsze oddawali dokumenty w ostatniej chwili i to w ilościach hurtowych. Co więcej należało dodać to fakt, że miała bardziej "ludzkie" nastawienie w porównaniu do swojej przełożonej, Lycoris, którą też zdążył już poznać. Chociaż czy można oceniać kogoś w skali "bycia człowiekiem" jeżeli na co dzień obcuje z trupami?
Informacja jaką otrzymał od niej, lekko zbiła go z tropu. Jeżeli ten stażysta wracał do niego z jakimiś aktami, czy to oznaczało, że ma tam też jego zgubę? A może wysłała swojego podwładnego aby go zajął, a ona w tym czasie wykorzysta kupiony jej czas na doniesienie na niego? Te jak i wiele innych myśli krążyło teraz w jego głowie. Nie dawały mu spokoju, atakowały ponownie z każdą kolejną sekundą mimo próby odrzucenia ich.
- Minęliśmy się? - powtórzył, a głowę pochylił lekki w lewo z ciekawością. Ujrzał co jego koleżanka trzymała w dłoniach. Tę okładkę rozpoznałby wszędzie i o każdej porze dnia czy nocy. Nie było mowy o pomyłce - Tak... Pewnie tak było... - stwierdził wypowiadając słowa powoli. Chwilę później zaczął rozglądać się po pomieszczeniu aby upewnić się, że nikogo więcej w nim nie ma. Zwrócił również uwagę na to czy drzwi były zamknięte.
Zostali tutaj we dwójkę. Nie było żadnej innej żywej duszy - Nie będzie świadków. Stał tak przez dłuższą chwilę, przyglądając się Cynthii. Starał się za wszelką cenę wyczytać jej intencje. Zrozumieć co będzie próbowała zrobić albo to co już zrobiła.
Przewidywał najgorsze, dlatego jego prawa ręka mimowolnie powędrowała pod pelerynę. Wolał mieć swoją różdżkę w gotowości, niż dać się zaskoczyć. Ruszył powolnym krokiem w jej stronę. W tym pomieszczeniu było tak cicho, że jedyny dźwięk jaki dało się usłyszeć to podeszwy butów Stanleya, które stąpały po podłodze.
Prawda była taka, że nie chciał jej zrobić krzywdy. Był jednak gotowy stanąć w obronie własnej gdyby coś poszło nie po jego myśli - chciał przecież tylko odzyskać swoją własność.
- Nie chodzi mi raczej o raporty… - zatrzymał się kilka kroków przed nią, a następnie utkwił swój wzrok w trzymanej przez nią książce dając jej do zrozumienia co go tu sprowadza. Cynthia raczej nie potrzebowała jakiegoś dodatkowego wytłumaczenia aby zrozumieć, czym zawdzięcza sobie jego wizytę w swoich skromnych progach - Zostawiłem tutaj przypadkiem pewną książkę… Może ją widziałaś? - przeniósł swój wzrok z atlasu na dziewczynę. To było pytanie retoryczne - w końcu trzymała ją w dłoniach. A raczej wątpliwe było to, że ktokolwiek trzymałby tutaj jakiś atlas grzybów.
Podparł się lewą dłonią, która do tej pory była wolna. Prawa zaś nadal była schowana pod wierzchnią częścią munduru - Zapytam wprost. Bez zbędnego owijania w bawełnę - zaczął temat. Stanley potrzebował się dowiedzieć ilu potencjalnych czytelników miało jego dzieło. Taka informacja pozwoliłaby mu na oszacowanie jak wielkie ma w teraz kłopoty - Kto ją przeglądał? - zabrzmiał śmiertelnie poważne. Zapewne gdyby miał jakiś uśmiech na twarzy to ten zniknąłby w momencie wypowiedzenia tych słów - tak się jednak nie stało, ponieważ minę miał czysto grobową. Nie było tutaj miejsca na żarty - w tej chwili ważyły się jego losy.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972