To była prawdziwa ludzka postać… a przynajmniej zaklęcie, wyjątkowo udane, które rzuciłeś w jej kierunku, nie dało ci podstaw aby myśleć, że jest inaczej. Ale to nie było normalne – to wcale nie była rzeczywistość, prawda? Cokolwiek się z wami działo wykraczało poza to, jak pojmowaliście świat i powoli czuliście, jak kobieca sylwetka leżąca w oddali próbuje grać na waszych emocjach.
„Zawróćcie” mówiła do was szeptem, który słyszeliście tak, jakby znajdowała się tuż przy was. „Nie pozwólcie mu na to” przeplatane z „odejdźcie stąd” dudniło w waszych uszach i próbowało grać na resztkach dobra, nieprzeżartych przez czarną magią. Z tego też powodu najsłabiej z waszej trójki słyszał je Theon. Czarny Pan szedł do przodu dość spokojnym krokiem. Nie wyglądało na to, że cokolwiek słyszał, bo nawet nie rozglądał się na boki – mógł też po prostu te głosy ignorować.
Otoczenie, w jakim się znaleźliście, reagowało na niego wrogo, odkąd tylko postawił pierwszy krok na przepięknej polanie, którą razem przemierzaliście. Tam, gdzie Czarny Pan postawił nogę, tam umierały trawa i kwiaty wokół. Ptaki przesiadujące na drzewach momentalnie przestały zanosić się trelem, kiedy przeszedł obok. Strumień płynął spokojniej, jakby wystraszył się samej jego obecności. Pozostawiał za sobą szaro-brązowy ślad wszystkiego, co obumierało od jego obecności. Podobny, lecz zdecydowanie nie tak intensywny ślad pozostawiał po sobie również Yaxley – kilka pożółkłych źdźbeł, zwiędnięty kwiat, pszczoła, która leciała obok i nagle spadła obok twojego buta, umierając w locie.
- Zatrzymajcie się – rzekła tajemnicza postać, kiedy Czarny Pan zbliżył się do niej na tyle, abyście i wy (o ile kroczyliście za nim) mogli dostrzec, że kobieta ta posiadała rogi i kopyta. Leżała na tym drewnie dosyć bezwładnie, porośnięta mchem i przysypana piachem, jakby nie mogła się ruszyć. – To jest moje ostatnie słowo, zawróćcie – powiedziała, a następnie westchnęła – nie poddam się bez walki.
Spomiędzy otaczających was drzew wyłoniły się sylwetki trzech tajemniczych stworzeń. Porośnięte korą i futrem istoty poruszające się na czterech łapach nie były czymś, co znał którykolwiek z was, nawet mimo obszernej wiedzy o otaczającym was świecie. Jasnym stało się, że jeżeli spróbujecie iść do przodu lub wykonać jakikolwiek ruch, istoty te was zaatakują. Lord Voldemort pozostawał tym niewzruszony.
- A więc przyszedł twój koniec – odparł, unosząc swoją różdżkę do góry.
„Zawróćcie” mówiła do was szeptem, który słyszeliście tak, jakby znajdowała się tuż przy was. „Nie pozwólcie mu na to” przeplatane z „odejdźcie stąd” dudniło w waszych uszach i próbowało grać na resztkach dobra, nieprzeżartych przez czarną magią. Z tego też powodu najsłabiej z waszej trójki słyszał je Theon. Czarny Pan szedł do przodu dość spokojnym krokiem. Nie wyglądało na to, że cokolwiek słyszał, bo nawet nie rozglądał się na boki – mógł też po prostu te głosy ignorować.
Otoczenie, w jakim się znaleźliście, reagowało na niego wrogo, odkąd tylko postawił pierwszy krok na przepięknej polanie, którą razem przemierzaliście. Tam, gdzie Czarny Pan postawił nogę, tam umierały trawa i kwiaty wokół. Ptaki przesiadujące na drzewach momentalnie przestały zanosić się trelem, kiedy przeszedł obok. Strumień płynął spokojniej, jakby wystraszył się samej jego obecności. Pozostawiał za sobą szaro-brązowy ślad wszystkiego, co obumierało od jego obecności. Podobny, lecz zdecydowanie nie tak intensywny ślad pozostawiał po sobie również Yaxley – kilka pożółkłych źdźbeł, zwiędnięty kwiat, pszczoła, która leciała obok i nagle spadła obok twojego buta, umierając w locie.
- Zatrzymajcie się – rzekła tajemnicza postać, kiedy Czarny Pan zbliżył się do niej na tyle, abyście i wy (o ile kroczyliście za nim) mogli dostrzec, że kobieta ta posiadała rogi i kopyta. Leżała na tym drewnie dosyć bezwładnie, porośnięta mchem i przysypana piachem, jakby nie mogła się ruszyć. – To jest moje ostatnie słowo, zawróćcie – powiedziała, a następnie westchnęła – nie poddam się bez walki.
Spomiędzy otaczających was drzew wyłoniły się sylwetki trzech tajemniczych stworzeń. Porośnięte korą i futrem istoty poruszające się na czterech łapach nie były czymś, co znał którykolwiek z was, nawet mimo obszernej wiedzy o otaczającym was świecie. Jasnym stało się, że jeżeli spróbujecie iść do przodu lub wykonać jakikolwiek ruch, istoty te was zaatakują. Lord Voldemort pozostawał tym niewzruszony.
- A więc przyszedł twój koniec – odparł, unosząc swoją różdżkę do góry.
15.04