14.04.2023, 13:43 ✶
Salome Delacour w ciele Jamila niecierpliwiła się coraz bardziej. Nic więc dziwnego, że nie doceniała uroków mieszkania archeologa, choć w normalnych warunkach pewnie z chęcią przyjrzałaby się jego książkom, a już zwłaszcza wszystkim dziwnym przedmiotom sprowadzonym z podróży. Kto wie, co w sobie kryły i czy mogły być przydatne podczas dzielenia się ze światem jedyną słuszną prawdą o tym, jak powinno wyglądać społeczeństwo czarodziejów.
- Na litość Nostradama, wykąp się, bo nie pachniesz cynamonem – warknęła w kierunku Lety, która postanowiła wycofać się z pomysłu wyjścia do łazienki, którą wskazał jej blondwłosy mężczyzna (wciąż nie poznała jego imienia). Nie miała pojęcia, skąd wzięło jej się w głowie to porównanie do cynamonu, sama wspomniałaby prędzej róże. Może to jakaś sugestia ze strony prawowitego właściciela ciała? Zresztą, nieistotne. Utknęła tu z nimi, niezbyt skora do przebywania w tym miejscu, a już zwłaszcza w tym ciele. Musiałaby jednak znaleźć inną ofiarę, równie osłabioną przez magiczne rytuały, a jednocześnie podatną na działanie duchów.
- Nie zamierzasz nic powiedzieć, madame? – fuknęła po francusku w kierunku mężczyzny, oczywiście rzucając uwagę za jego monsieur. Zadała mu kilka pytań, a uprzejmość nakazywała na nie odpowiedzieć. Zdążyła się już jednak przekonać, że miała do czynienia z gburem. Wierzgnęła na kanapie, starając się choć trochę uwolnić z więzów, ale te wciąż były podtrzymywane przez magię.
Szanse na jej utrzymanie się w świecie żywych malały z każdą kolejną minutą i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Przeczuwała, że Nell nie zniknęła bez powodu, a gdy ta pojawiła się w drzwiach z jakimś mężczyzną, wróżyło to jedynie kłopoty dla samej Salome.
- Śmieciożercę?! – zdziwiła się, nie do końca dobrze usłyszawszy to słowo. – Jedyną osobą żywiącą się śmieciami w tym towarzystwie jest ona – dodała, już wyjątkowo rozeźlona i skinęła głową w kierunku Lety, która wciąż przeraźliwie cuchnęła i najwyraźniej naprawdę nie zamierzała pozbyć się tego odoru, którym przesiąkało całe mieszkanie. – Kim on jest? Co on robi?!
Zmrużyła oczy, wpatrując się w nowoprzybyłego, który sięgnął po różdżkę i mruczał coś pod nosem, chociaż żadne zaklęcie nie zostało rzucone. Przynajmniej takie, którego byłaby świadoma. Czyżby magia wciąż dla nich wszystkich szwankowała? Ha, tym lepiej dla niej! Uśmiechnęła się półgębkiem, choć ten uśmiech miał być zaraz starty z jej ust. Nell sprowadziła kolejnego wroga i przeczuwała to w kościach, chociaż sam mężczyzna musiał być kolejnym znajomym właściciela ciała, w którym gościła.
- Szklanka wody nie wystarczy, by pozbyć się tego smrodu - przyznała, gdy ten rzucił w przestrzeń pytanie.
- Na litość Nostradama, wykąp się, bo nie pachniesz cynamonem – warknęła w kierunku Lety, która postanowiła wycofać się z pomysłu wyjścia do łazienki, którą wskazał jej blondwłosy mężczyzna (wciąż nie poznała jego imienia). Nie miała pojęcia, skąd wzięło jej się w głowie to porównanie do cynamonu, sama wspomniałaby prędzej róże. Może to jakaś sugestia ze strony prawowitego właściciela ciała? Zresztą, nieistotne. Utknęła tu z nimi, niezbyt skora do przebywania w tym miejscu, a już zwłaszcza w tym ciele. Musiałaby jednak znaleźć inną ofiarę, równie osłabioną przez magiczne rytuały, a jednocześnie podatną na działanie duchów.
- Nie zamierzasz nic powiedzieć, madame? – fuknęła po francusku w kierunku mężczyzny, oczywiście rzucając uwagę za jego monsieur. Zadała mu kilka pytań, a uprzejmość nakazywała na nie odpowiedzieć. Zdążyła się już jednak przekonać, że miała do czynienia z gburem. Wierzgnęła na kanapie, starając się choć trochę uwolnić z więzów, ale te wciąż były podtrzymywane przez magię.
Szanse na jej utrzymanie się w świecie żywych malały z każdą kolejną minutą i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Przeczuwała, że Nell nie zniknęła bez powodu, a gdy ta pojawiła się w drzwiach z jakimś mężczyzną, wróżyło to jedynie kłopoty dla samej Salome.
- Śmieciożercę?! – zdziwiła się, nie do końca dobrze usłyszawszy to słowo. – Jedyną osobą żywiącą się śmieciami w tym towarzystwie jest ona – dodała, już wyjątkowo rozeźlona i skinęła głową w kierunku Lety, która wciąż przeraźliwie cuchnęła i najwyraźniej naprawdę nie zamierzała pozbyć się tego odoru, którym przesiąkało całe mieszkanie. – Kim on jest? Co on robi?!
Zmrużyła oczy, wpatrując się w nowoprzybyłego, który sięgnął po różdżkę i mruczał coś pod nosem, chociaż żadne zaklęcie nie zostało rzucone. Przynajmniej takie, którego byłaby świadoma. Czyżby magia wciąż dla nich wszystkich szwankowała? Ha, tym lepiej dla niej! Uśmiechnęła się półgębkiem, choć ten uśmiech miał być zaraz starty z jej ust. Nell sprowadziła kolejnego wroga i przeczuwała to w kościach, chociaż sam mężczyzna musiał być kolejnym znajomym właściciela ciała, w którym gościła.
- Szklanka wody nie wystarczy, by pozbyć się tego smrodu - przyznała, gdy ten rzucił w przestrzeń pytanie.