14.04.2023, 18:46 ✶
Nokturn przypominał nieco biedniejsze dzielnice Kairu, zwłaszcza te, w których stacjonowali czarnoksiężnicy, z którymi Jamil miał pod górkę. Nic więc dziwnego, że niespecjalnie zwracał uwagę na wszelkie uprzedzenia zawarte w liście od Eden Lestrange, nim ta wynajęła mu mieszkanie. Przywykł do tego, że nawet w mieszkaniu musiał zachowywać czujność, ale wiedział też, że nie spędzi w nim zbyt wiele czasu, gdy zaczną się już prace, o których mówił Cathal. Tania nora w centrum Londynu nie robiła mu więc większej różnicy. Zwłaszcza że w najbliższym czasie to Elliott miał mu opłacić czynsz, a nie Shafiq z jego własnej wypłaty, co pozwalało zwrócić szefowi większą część długu, niż mógł sobie na to pozwolić normalnie.
Znów nudził się niemiłosiernie, choć perspektywa spędzenia dnia w Dziurawym Kotle nużyła go jeszcze bardziej. Pomimo zawarcia nowych znajomości, większość czarodziejów była w tych godzinach zajęta swoją pracą. A zwiedzanie na własną rękę… Cóż, w przypadku Jamila mogło się to wiązać z kolejnymi kłopotami, więc chociaż raz słuchał Lety i Cathala i chociaż przez krótką, naprawdę krótką chwilę trzymał się od problemów z daleka.
Pukanie do drzwi w pierwszej chwili sprawiło, że zastanowił się dwa razy, nim postanowił podnieść się z kanapy, by otworzyć. A co, jeśli to znów ta natrętna czarownica próbująca mu opchnąć amulety na dobre życie? Mimo że klątwołamacz z niego żaden, nawet on czuł z daleka, że coś w nich śmierdziało. Nie dosłownie, oczywiście. Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że przecież spodziewał się gościa. Swoją drogą to właśnie list od tej brygadzistki, znajomej Sebastiana, podrzucał w kierunku sufitu po tym, jak zwinął go w kulkę. Czy tak powinno się postępować z ministerialnymi wiadomościami? Zresztą, czy to ważne?
- Wystarczy Jamil – mruknął ściszonym głosem, gdy tylko stanął naprzeciw młodej kobiety i zaraz odsunął się na bok, by wpuścić ją do środka. Tak jak i ona, nie chciał zbytnio zwracać na siebie uwagi.
W mieszkaniu panował chaos w postaci porozrzucanych ubrań i papierów. Na stoliku kawowym ułożony został domek z kart, który trzymał się wyłącznie za sprawą magii. Stojąca przy nim kanapa była przykryta rozmemłaną pościelą i choć mieszkanie miało osobną sypialnię, Jamil wolał spać w salonie. Łóżko nie było zbyt wygodne, już podłoga zdawała się przyjaźniejsza. Na blacie kuchni połączonej z salonem również walały się talerze, które machnięciem ręki posłał do zlewu. Z lekkim brzękiem wylądowały tam, zanurzając się w wodzie.
- Czego dokładnie oczekuje ode mnie Ministerstwo? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany całą sprawą, skoro jego własny kuzyn polecił go brygadzistce. W dodatku Longbottom nie widniało na liście od Cathala, więc raczej spotkanie z kobietą nie wróżyło kłopotów, o których mówił jego szef. Zwłaszcza, że gdy zapytał Nell o Brennę (tak, zrobił dokładnie to samo, co i ona), dowiedział się tylko, że zawsze była trochę pokręcona i zanadto gadatliwa.
Znów nudził się niemiłosiernie, choć perspektywa spędzenia dnia w Dziurawym Kotle nużyła go jeszcze bardziej. Pomimo zawarcia nowych znajomości, większość czarodziejów była w tych godzinach zajęta swoją pracą. A zwiedzanie na własną rękę… Cóż, w przypadku Jamila mogło się to wiązać z kolejnymi kłopotami, więc chociaż raz słuchał Lety i Cathala i chociaż przez krótką, naprawdę krótką chwilę trzymał się od problemów z daleka.
Pukanie do drzwi w pierwszej chwili sprawiło, że zastanowił się dwa razy, nim postanowił podnieść się z kanapy, by otworzyć. A co, jeśli to znów ta natrętna czarownica próbująca mu opchnąć amulety na dobre życie? Mimo że klątwołamacz z niego żaden, nawet on czuł z daleka, że coś w nich śmierdziało. Nie dosłownie, oczywiście. Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że przecież spodziewał się gościa. Swoją drogą to właśnie list od tej brygadzistki, znajomej Sebastiana, podrzucał w kierunku sufitu po tym, jak zwinął go w kulkę. Czy tak powinno się postępować z ministerialnymi wiadomościami? Zresztą, czy to ważne?
- Wystarczy Jamil – mruknął ściszonym głosem, gdy tylko stanął naprzeciw młodej kobiety i zaraz odsunął się na bok, by wpuścić ją do środka. Tak jak i ona, nie chciał zbytnio zwracać na siebie uwagi.
W mieszkaniu panował chaos w postaci porozrzucanych ubrań i papierów. Na stoliku kawowym ułożony został domek z kart, który trzymał się wyłącznie za sprawą magii. Stojąca przy nim kanapa była przykryta rozmemłaną pościelą i choć mieszkanie miało osobną sypialnię, Jamil wolał spać w salonie. Łóżko nie było zbyt wygodne, już podłoga zdawała się przyjaźniejsza. Na blacie kuchni połączonej z salonem również walały się talerze, które machnięciem ręki posłał do zlewu. Z lekkim brzękiem wylądowały tam, zanurzając się w wodzie.
- Czego dokładnie oczekuje ode mnie Ministerstwo? – zapytał, wyraźnie zaintrygowany całą sprawą, skoro jego własny kuzyn polecił go brygadzistce. W dodatku Longbottom nie widniało na liście od Cathala, więc raczej spotkanie z kobietą nie wróżyło kłopotów, o których mówił jego szef. Zwłaszcza, że gdy zapytał Nell o Brennę (tak, zrobił dokładnie to samo, co i ona), dowiedział się tylko, że zawsze była trochę pokręcona i zanadto gadatliwa.