14.04.2023, 19:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2023, 19:45 przez Brenna Longbottom.)
Longbottomów ciężko by było podejrzewać o związki ze śmierciożercami. Pewnie jeżeli trafiliby na listę dostarczoną Jamilowi, to głównie dlatego, że większość członków rodziny nosiła mundury i mogła go aresztować. Anwar jako przejezdny miał pełne prawo nie wiedzieć o tym rodzie nic – ani, że jest czystej krwi, ani jakie ma wpływy, ani nawet, że część jego członków uchodzi za wyjątkowo majętnych. (Zwłaszcza że rozczochrana, nieumalowana i ubrana w nijakie, bure ubrania Brenna nie wyglądała ani na bogatą, ani na wpływową.)
Brenna przestąpiła próg i rozejrzała się po mieszkaniu. „Skromne” i „zabałaganione” były dość łagodnymi określeniami, jakich można było wobec niego użyć. Brenna jednak, choć wychowana w luksusowej posiadłości Longbottomów, bywała w różnych miejscach w związku ze swoją pracą.
Tu przynajmniej nie było wszędzie potłuczonych butelek po alkoholu, substancji narkotycznych i żadnych ciał.
Cokolwiek myślała o wnętrzu, nie uwidoczniło się na jej twarzy. Minę kobieta zachowała po prostu uprzejmą.
- W takim razie wystarczy Brenna – powiedziała, skoro zażyczył sobie, aby zwracać się do niego po imieniu. – Sebastian Macmillan, jak rozumiem twój kuzyn, otrzymał od nas zlecenie na… pewne egzorcyzmy. Dość skomplikowanej natury. Potrzebuje do asysty kogoś, kto również ma związki z drugą stroną, najlepiej wywoływacza, który pomoże mu otworzyć drogę do limbo. Polecił ciebie.
Nell miała sporo racji w swoim podsumowaniu. Brenna jednak nieco redukowała ilość wypowiadanych słów, bo jakby nie było: znalazła się z zupełnie obcą sobie osobą, którą chciała zatrudnić do sprawy skomplikowanej i delikatnej. Nie zarzucała więc Jamila taką powodzią zdań, jak większość ludzi i nawet nieco wycięła swoje zwykłe „dodatki”.
Niektórzy byli tym zdziwieni, ale Brenna naprawdę umiała być rzeczowa.
Po prostu zwykle nie miała na to najmniejszej ochoty.
- Nie będę ukrywać, zlecenie należy do trudnych i nie możemy wykluczyć, że będzie ryzykowne. Chodzi o kilka duchów, które zmarły w nietypowych okolicznościach – podjęła, przekrzywiając lekko głowę i przypatrując się mu z pewnym namysłem, może trochę oceniająco. – Wymaga także pełnej dyskrecji. W umowie znajduje się klauzula poufności i jej naruszenie będzie traktowane jako utrudnianie śledztwa Brygady – ostrzegła. Przy okazji wyjaśniło się, dlaczego nie podawała mu pełnych szczegółów, skoro na razie niczego nie podpisał, a Brygada nie życzyła sobie plotek ani opowieści w prasie. – Za to jest płatne według podwójnej, standardowej ministerialnej stawki.
Jeśli trzeba by było, Brenna była gotowa nawet dorzucić brakującą sumę z własnej kieszeni. Musieli w jakiś sposób uwolnić duchy tkwiące w tej cholernej czaszce.
- Życzysz sobie spojrzeć na umowę?
Bo tak, oczywiście, miała ją już przygotowaną. Tak na wszelki wypadek.
Brenna przestąpiła próg i rozejrzała się po mieszkaniu. „Skromne” i „zabałaganione” były dość łagodnymi określeniami, jakich można było wobec niego użyć. Brenna jednak, choć wychowana w luksusowej posiadłości Longbottomów, bywała w różnych miejscach w związku ze swoją pracą.
Tu przynajmniej nie było wszędzie potłuczonych butelek po alkoholu, substancji narkotycznych i żadnych ciał.
Cokolwiek myślała o wnętrzu, nie uwidoczniło się na jej twarzy. Minę kobieta zachowała po prostu uprzejmą.
- W takim razie wystarczy Brenna – powiedziała, skoro zażyczył sobie, aby zwracać się do niego po imieniu. – Sebastian Macmillan, jak rozumiem twój kuzyn, otrzymał od nas zlecenie na… pewne egzorcyzmy. Dość skomplikowanej natury. Potrzebuje do asysty kogoś, kto również ma związki z drugą stroną, najlepiej wywoływacza, który pomoże mu otworzyć drogę do limbo. Polecił ciebie.
Nell miała sporo racji w swoim podsumowaniu. Brenna jednak nieco redukowała ilość wypowiadanych słów, bo jakby nie było: znalazła się z zupełnie obcą sobie osobą, którą chciała zatrudnić do sprawy skomplikowanej i delikatnej. Nie zarzucała więc Jamila taką powodzią zdań, jak większość ludzi i nawet nieco wycięła swoje zwykłe „dodatki”.
Niektórzy byli tym zdziwieni, ale Brenna naprawdę umiała być rzeczowa.
Po prostu zwykle nie miała na to najmniejszej ochoty.
- Nie będę ukrywać, zlecenie należy do trudnych i nie możemy wykluczyć, że będzie ryzykowne. Chodzi o kilka duchów, które zmarły w nietypowych okolicznościach – podjęła, przekrzywiając lekko głowę i przypatrując się mu z pewnym namysłem, może trochę oceniająco. – Wymaga także pełnej dyskrecji. W umowie znajduje się klauzula poufności i jej naruszenie będzie traktowane jako utrudnianie śledztwa Brygady – ostrzegła. Przy okazji wyjaśniło się, dlaczego nie podawała mu pełnych szczegółów, skoro na razie niczego nie podpisał, a Brygada nie życzyła sobie plotek ani opowieści w prasie. – Za to jest płatne według podwójnej, standardowej ministerialnej stawki.
Jeśli trzeba by było, Brenna była gotowa nawet dorzucić brakującą sumę z własnej kieszeni. Musieli w jakiś sposób uwolnić duchy tkwiące w tej cholernej czaszce.
- Życzysz sobie spojrzeć na umowę?
Bo tak, oczywiście, miała ją już przygotowaną. Tak na wszelki wypadek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.