14.04.2023, 20:19 ✶
Brak Longbottomów na liście Cathala dla Jamila był jedynie równoznaczny z tym, że nie mieli nic wspólnego ze Śmierciożercami, ani – niestety – z hazardem, więc rozmowa, a tym bardziej praca z Brenną raczej nie mogła być groźna w tym kontekście. Anwar zdecydowanie nie spodziewał się, że będzie współpracował ze stróżami prawa, ale skoro zamieszany był w to jego kuzyn, mógł pomóc chociażby przez koneksje z nieznaną mu dotąd stroną rodziny. O Longbottomach nie słyszał jednak nic, nawet od swojej matki, bo ta nie miała z nimi zbytniej styczności w swoich latach młodości. W kobiecie przed sobą widział jedynie mundurową, która swoim wyglądem starała się zatuszować to, jaką karierę rozwijała.
- Czyli Sebastian też będzie brał w tym bezpośrednio udział? – upewnił się i wskazał Brennie jedno z krzeseł przy blacie, który przed chwilą uprzątnął zaklęciem. Sam zajął drugie, identyczne. – Jeśli tak, nie dziwię się, że polecił mnie. Pracowaliśmy już ze sobą i mój kuzyn wie, na ile mnie stać w kwestii tego, czego będzie potrzebował.
W tym wypadku akurat nie koloryzował, bo podczas wykopalisk wiele razy udowodnił, że jest w stanie przywołać potrzebne zjawy. Zresztą, jako członkowie rodziny Trelawney, obydwaj byli wyjątkowo mocno związani ze światem umarłych, o czym Brenna zdawała się wiedzieć, przynajmniej w przypadku Macmillana, skoro wspomniała o limbie.
Egipcjanin powinien być mniej ufny w stosunku do obcej sobie urzędniczki, jednak wizja pieniędzy zbyt mocno wpływała na jego osąd. Ufał też Sebastianowi na tyle, by wiedzieć, że nie wkopałby go podstępem w jakąś niezręczną dla nich wszystkich sytuację. Jeśli Jamil pakował się w kłopoty, to tak na dobrą sprawę pakowała się w nie cała ekipa, łącznie z konsultantami.
- Z klauzulami poufności mam do czynienia na co dzień, tym akurat nie musisz się martwić. Nie chcę się też narażać Ministerstwu Magii, niespecjalnie widzi mi się deportacja do Egiptu – uznał, kiwając się nieco na krześle, bo atmosfera stawała się zbyt poważna jak na jego preferencje. Trudne i ryzykowne zlecenie? Chciałby powiedzieć, że to bułka z masłem, ale lepiej nie wychylać się zbyt wcześnie. Longbottom nie opowiedziała mu przecież jeszcze żadnych szczegółów. Podwójna stawka, o której wspomniała, nastawiła go jednak jeszcze bardziej pozytywnie. Mogłoby w tym momencie grozić utratą palców, a i tak pewnie by się zdecydował… Chociaż nie, wróć. Palce były mu akurat potrzebne w magii bezróżdżkowej, przynajmniej przy bardziej skomplikowanych urokach.
- Pokaż tę umowę – powiedział po tym, jak pokiwał entuzjastycznie głową, może nawet zbyt entuzjastycznie. Brenna mogła stwierdził, że postradał zmysły. Jednak skoro pracował z Nell, to czy cokolwiek mogło ją zdziwić?
Wziął od kobiety przygotowane przez nią papiery, przeglądając je z uwagą, jak gdyby szukał jakiegoś haczyka.
- Zapewnicie mi wszystkie potrzebne materiały? – dopytał znad umowy, chociaż odpowiedź akurat mógł przewidzieć. Lepiej jednak dmuchać na zimne.
- Czyli Sebastian też będzie brał w tym bezpośrednio udział? – upewnił się i wskazał Brennie jedno z krzeseł przy blacie, który przed chwilą uprzątnął zaklęciem. Sam zajął drugie, identyczne. – Jeśli tak, nie dziwię się, że polecił mnie. Pracowaliśmy już ze sobą i mój kuzyn wie, na ile mnie stać w kwestii tego, czego będzie potrzebował.
W tym wypadku akurat nie koloryzował, bo podczas wykopalisk wiele razy udowodnił, że jest w stanie przywołać potrzebne zjawy. Zresztą, jako członkowie rodziny Trelawney, obydwaj byli wyjątkowo mocno związani ze światem umarłych, o czym Brenna zdawała się wiedzieć, przynajmniej w przypadku Macmillana, skoro wspomniała o limbie.
Egipcjanin powinien być mniej ufny w stosunku do obcej sobie urzędniczki, jednak wizja pieniędzy zbyt mocno wpływała na jego osąd. Ufał też Sebastianowi na tyle, by wiedzieć, że nie wkopałby go podstępem w jakąś niezręczną dla nich wszystkich sytuację. Jeśli Jamil pakował się w kłopoty, to tak na dobrą sprawę pakowała się w nie cała ekipa, łącznie z konsultantami.
- Z klauzulami poufności mam do czynienia na co dzień, tym akurat nie musisz się martwić. Nie chcę się też narażać Ministerstwu Magii, niespecjalnie widzi mi się deportacja do Egiptu – uznał, kiwając się nieco na krześle, bo atmosfera stawała się zbyt poważna jak na jego preferencje. Trudne i ryzykowne zlecenie? Chciałby powiedzieć, że to bułka z masłem, ale lepiej nie wychylać się zbyt wcześnie. Longbottom nie opowiedziała mu przecież jeszcze żadnych szczegółów. Podwójna stawka, o której wspomniała, nastawiła go jednak jeszcze bardziej pozytywnie. Mogłoby w tym momencie grozić utratą palców, a i tak pewnie by się zdecydował… Chociaż nie, wróć. Palce były mu akurat potrzebne w magii bezróżdżkowej, przynajmniej przy bardziej skomplikowanych urokach.
- Pokaż tę umowę – powiedział po tym, jak pokiwał entuzjastycznie głową, może nawet zbyt entuzjastycznie. Brenna mogła stwierdził, że postradał zmysły. Jednak skoro pracował z Nell, to czy cokolwiek mogło ją zdziwić?
Wziął od kobiety przygotowane przez nią papiery, przeglądając je z uwagą, jak gdyby szukał jakiegoś haczyka.
- Zapewnicie mi wszystkie potrzebne materiały? – dopytał znad umowy, chociaż odpowiedź akurat mógł przewidzieć. Lepiej jednak dmuchać na zimne.