14.04.2023, 20:39 ✶
- Nie ukrywam, to był czynnik decydujący. Skoro Sebastian chce ciebie, to ma pewnie ku temu powody i to ciebie powinien dostać – przyznała Brenna, siadając na wskazanym jej krześle. Sama prawdopodobnie szukałaby raczej wśród Anglików, i to najlepiej takich, z którymi Ministerstwo współpracowało wcześniej. Ale w ostatecznym rozrachunku to Sebastian miał uwolnić duchy. Brenna sama wolała współpracować z osobami, które znała i którym ufała, czemu z Macmillanem miałoby być inaczej? A wątpiła, czy poleciłby Jamila ze złych pobudek, skoro ostatecznie to, jak im pójdzie, miało zaważyć na opinii samego Sebastiana.
O Trelawneyach miała okazję to i owo słyszeć. Znała całkiem nieźle Idę, Astorię czy nawet Alastora, którzy mieli związki z tą rodziną. Nie rozumiała tego do końca i nie wnikała, bo po prawdzie – nie musiała. Wystarczyło jej wiedzieć, że Trelawneyowie widzą czasem nieco więcej niż inni.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy wspomniał o deportacji do Egiptu. Mimowolnie, bo gdyby nie trzymał języka za zębami… to cóż, Brenna była dostatecznie uparta, aby próbować mu to załatwić.
Skoro jednak miał już do czynienia z klauzulami…
- Na całe szczęście to akurat inny wydział, więc raczej nie będę załatwiała ci szybkiej wizyty w rodzinnych stronach – zapewniła. Pogróżki nie były stylem jej pracy.
Wyciągnęła z torby przygotowane papiery. Kontrakt był dość długi, standardowy dla ministerstwa, chociaż Jamil mógł nie być zaznajomiony z tutejszymi procedurami. Niemniej nie było w niej żadnego haczyka, poza tym, o którym Brenna już wspomniała – naruszenie klauzuli poufności wiązało się z karą finansową, wysokości wartości zlecenia i mogło zostać potraktowane jako utrudnianie śledztwa. Anwar nie musiał ukrywać, że zatrudniło go Ministerstwo, za to był zobowiązany do nieujawniania szczegółów sprawy osobom postronnym, ze szczególnym uwzględnieniem prasy.
Ot Brenna nie chciała, aby jutro w gazetach pisano o uwięzionych w czaszce ofiarach czarnoksiężnika. To mogłoby kogoś zaalarmować… albo zainspirować.
Pojawiły się wszelkie potrzebne informacje o wypłacie wynagrodzenia i ewentualnej rekompensacje, gdyby w toku zlecenia doszło do problemów z innych powodów niż uchybienie Jamila. Miał też możliwość wycofania się, jeżeli uzna zlecenie za niemożliwe w realizacji, co oczywiście jednak wiązało się z brakiem wynagrodzenia, wymagało uzasadnienia pisemnego i wciąż w razie wyniesienia informacji zastrzeżonych nakładałoby na niego karę finansową.
- Świece, zioła, jeśli będzie trzeba to i wielbłąda oraz worek skarabeuszy– odparła bez mrugnięcia okiem na pytanie odnośnie potrzebnych materiałów. Już nieco bardziej w „swoim” stylu wypowiedzi. – Punkt numer siedemnaście – dodała, nawet nie spoglądając na umowę. Nie miała absolutnej pamięci, ale te formularze już dawno wykuła na blachę.
O Trelawneyach miała okazję to i owo słyszeć. Znała całkiem nieźle Idę, Astorię czy nawet Alastora, którzy mieli związki z tą rodziną. Nie rozumiała tego do końca i nie wnikała, bo po prawdzie – nie musiała. Wystarczyło jej wiedzieć, że Trelawneyowie widzą czasem nieco więcej niż inni.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy wspomniał o deportacji do Egiptu. Mimowolnie, bo gdyby nie trzymał języka za zębami… to cóż, Brenna była dostatecznie uparta, aby próbować mu to załatwić.
Skoro jednak miał już do czynienia z klauzulami…
- Na całe szczęście to akurat inny wydział, więc raczej nie będę załatwiała ci szybkiej wizyty w rodzinnych stronach – zapewniła. Pogróżki nie były stylem jej pracy.
Wyciągnęła z torby przygotowane papiery. Kontrakt był dość długi, standardowy dla ministerstwa, chociaż Jamil mógł nie być zaznajomiony z tutejszymi procedurami. Niemniej nie było w niej żadnego haczyka, poza tym, o którym Brenna już wspomniała – naruszenie klauzuli poufności wiązało się z karą finansową, wysokości wartości zlecenia i mogło zostać potraktowane jako utrudnianie śledztwa. Anwar nie musiał ukrywać, że zatrudniło go Ministerstwo, za to był zobowiązany do nieujawniania szczegółów sprawy osobom postronnym, ze szczególnym uwzględnieniem prasy.
Ot Brenna nie chciała, aby jutro w gazetach pisano o uwięzionych w czaszce ofiarach czarnoksiężnika. To mogłoby kogoś zaalarmować… albo zainspirować.
Pojawiły się wszelkie potrzebne informacje o wypłacie wynagrodzenia i ewentualnej rekompensacje, gdyby w toku zlecenia doszło do problemów z innych powodów niż uchybienie Jamila. Miał też możliwość wycofania się, jeżeli uzna zlecenie za niemożliwe w realizacji, co oczywiście jednak wiązało się z brakiem wynagrodzenia, wymagało uzasadnienia pisemnego i wciąż w razie wyniesienia informacji zastrzeżonych nakładałoby na niego karę finansową.
- Świece, zioła, jeśli będzie trzeba to i wielbłąda oraz worek skarabeuszy– odparła bez mrugnięcia okiem na pytanie odnośnie potrzebnych materiałów. Już nieco bardziej w „swoim” stylu wypowiedzi. – Punkt numer siedemnaście – dodała, nawet nie spoglądając na umowę. Nie miała absolutnej pamięci, ale te formularze już dawno wykuła na blachę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.