14.04.2023, 20:41 ✶
Bell miauknął ze zdenerwowaniem, obserwując całą tę sytuację.
- Nie pobiegnę – odparł, przechodząc obok nogi Delliana. – Nie pobiegnę, Delly, bo ta sytuacja mi się nie podoba, miau! Ale przejdę się tam, bo jestem twoimi oczami, więc poczekaj tu, gdzie ONA w ciebie nie wbiegnie.
Nie słyszałeś tego, jak twój kot znika, ale mogłeś domyślić się, że na puszystych łapkach poruszał się po tych terenach niemal bezszelestnie.
Zoja wciąż biegła i biegła, ile sił w nogach. I wcale nie przeszkadzało jej to, że ktokolwiek z was zabiegł jej drogę. Po prostu skręcała, uciekała w innym kierunku. Jej aura była mlecznobiała. Taka, jaką spotyka się u dzieci.
Na moment zatrzymała się przez Brenną. Kręciła głową na boki, że nie. Uniosła ręce w obronnym geście.
- Ty mene ne rozumiyesh! – Krzyczała wciąż. – Vy ne mozhete meni dopomohty! Bizhy, ryatuysya!
I nawet znajdując się blisko, świadoma tego, że nie chcecie jej skrzywdzić, uspokojona zaklęciem, wcale nie chciała z wami współpracować. Biegła, sypała w was piaskiem, rozglądając się na boki, jakby czegoś szukała, jakby uciekała przed wszystkim, co tylko mogła dostrzec pomiędzy drzewami, ale również przed wami. Coś przy tym upuściła. Czerwona, wymięta koperta upadła na trawę, Zoja nie zdecydowała się jednak po nią cofnąć.
- Nie pobiegnę – odparł, przechodząc obok nogi Delliana. – Nie pobiegnę, Delly, bo ta sytuacja mi się nie podoba, miau! Ale przejdę się tam, bo jestem twoimi oczami, więc poczekaj tu, gdzie ONA w ciebie nie wbiegnie.
Nie słyszałeś tego, jak twój kot znika, ale mogłeś domyślić się, że na puszystych łapkach poruszał się po tych terenach niemal bezszelestnie.
Zoja wciąż biegła i biegła, ile sił w nogach. I wcale nie przeszkadzało jej to, że ktokolwiek z was zabiegł jej drogę. Po prostu skręcała, uciekała w innym kierunku. Jej aura była mlecznobiała. Taka, jaką spotyka się u dzieci.
Na moment zatrzymała się przez Brenną. Kręciła głową na boki, że nie. Uniosła ręce w obronnym geście.
- Ty mene ne rozumiyesh! – Krzyczała wciąż. – Vy ne mozhete meni dopomohty! Bizhy, ryatuysya!
I nawet znajdując się blisko, świadoma tego, że nie chcecie jej skrzywdzić, uspokojona zaklęciem, wcale nie chciała z wami współpracować. Biegła, sypała w was piaskiem, rozglądając się na boki, jakby czegoś szukała, jakby uciekała przed wszystkim, co tylko mogła dostrzec pomiędzy drzewami, ale również przed wami. Coś przy tym upuściła. Czerwona, wymięta koperta upadła na trawę, Zoja nie zdecydowała się jednak po nią cofnąć.