16.04.2023, 00:19 ✶
Darcy bardzo lubił takie noce. Ciemność, ziąb szczypiący w nos i policzki, płatki śniegu wirujące w powietrzu. Panująca wokół cisza i pustka. Mdłe światło latarń. O tak, lubił takie noce… opisywać. Albo czytać o nich w książkach. Wtedy wszystko było piękniejsze. W takie noce działy się najcudowniejsze sceny, te miłosne i te pełne załamania oraz smutku. Ale przeżywać je osobiście? Sam, w przeciwieństwie do siostry, wcale nie był zachwycony. Marzł i myślał, że chociaż w swoim nowiutkim płaszczu wygląda bardzo dostojnie, to jednak ten jest trochę za lekki i nie chroni przed chłodem angielskiej zimy wystarczająco. Dwa razy omal nie wyrżnął na śliskim chodniku. (Na szczęście zdołał ustać: gdyby stało się inaczej, to na pewno ugodziłoby w jego dumę, nawet gdyby świadkiem tego wydarzenia była wyłącznie jego siostra.) Poza tym ostatniego miesiąca słyszało się to i owo o jakimś Voldemorcie i jego zwolennikach, więc nerwowo zerkał na boki. Ale poszedł za Daisy, ponieważ jego mała siostrzyczka zażyczyła sobie wieczornego spaceru, a Darcy lubił, kiedy Daisy była szczęśliwa i przecież nie puściłby jej samej w mrok.
Przynajmniej herbata była ciepła, pachniała wspaniale i gdy wziął łyk, zgodnie ze słowami Daisy, okazała się bardzo smaczny.
- Masz rację – zgodził się z nią. Robił to zresztą dość często. I nawet trochę się ożywił, zerkając na dekoracje jednej z kamienic, należącej do bogaczy. Przez okno dostrzegł ogromną choinkę, ustrojoną wspaniałymi bombkami. – Może powinniśmy taką samą wstawić do nas do domu? – zastanowił się głośno. Przez „wstawić” rozumiał „wysnuć historię Lockhartów”. Ich dom był absolutnie wspaniały, wypełniony magią i odgrywał ogromną rolę w tym, jak bardzo zapatrzony w siebie był panicz Lockhart.
- A poza tym może lodowisko na podłodze i… - zaczął, po czym urwał, a jego usta ułożyły się w literę „o”.
Co tutaj robił ten dzieciak?
To nie tak, że w magicznym świecie nie zdarzały się sieroty. Ale jednak, następowało to dość rzadko. Istniał zresztą dla nich sierociniec i to na całkiem przyzwoitym poziomie, ponieważ ci wszyscy bogacze lubili się chwalić darowiznami dla biednych sierotek – a przynajmniej tak postrzegał to Darcy. Czyżby rodzina zmuszała ją do żebrania? Albo wyrzuciła z domu? Nawet narcystycznemu Darcyemu robiło się przykro na… może nie na myśl, bo myśląc o takich rzeczach nie przejąłby się za bardzo, ale na widok. Wiedzieć, a widzieć, to jednak dwie różne rzeczy.
Kiedy jednak przyjrzał się dziecku nieco uważniej dostrzegł, że jej bladość nie wynika wcale z chłodu. I że jej ubrania wcale nie są bardzo wyblakłe i przyprószone śniegiem: one były na wpół przezroczyste. Płatki śniegu opadały przez nią, nie na nią. Jak w przypadku hogwarckich duchów. A chociaż z nimi miał sporo do czynienia i nigdy się ich nie bał, to atmosfera grudniowej nocy sprawiła, że po plecach panicza Darcyego przeszedł dreszcz. Pośpiesznie ruszył za Darcy, chcąc złapać ją za ramię.
- D…Daisy! – zawołał, chwytając siostrę, chcąc ją odciągnąć, chociaż przecież duchy nie mogły nic zrobić żywym… A przynajmniej tak mu się zdawało.
Zamarł w bezruchu, ze zdumieniem obserwując zapalaną zapałkę. Ogień zdawał się prawdziwy, nie widmowy i to sprawiło, że przez chwilę patrzył na niego jak zahipnotyzowany. Nieświadom, że w pewnym sensie było już za późno, aby mogli wyrwać się spod wpływu tego zagubionego ducha…
Przynajmniej herbata była ciepła, pachniała wspaniale i gdy wziął łyk, zgodnie ze słowami Daisy, okazała się bardzo smaczny.
- Masz rację – zgodził się z nią. Robił to zresztą dość często. I nawet trochę się ożywił, zerkając na dekoracje jednej z kamienic, należącej do bogaczy. Przez okno dostrzegł ogromną choinkę, ustrojoną wspaniałymi bombkami. – Może powinniśmy taką samą wstawić do nas do domu? – zastanowił się głośno. Przez „wstawić” rozumiał „wysnuć historię Lockhartów”. Ich dom był absolutnie wspaniały, wypełniony magią i odgrywał ogromną rolę w tym, jak bardzo zapatrzony w siebie był panicz Lockhart.
- A poza tym może lodowisko na podłodze i… - zaczął, po czym urwał, a jego usta ułożyły się w literę „o”.
Co tutaj robił ten dzieciak?
To nie tak, że w magicznym świecie nie zdarzały się sieroty. Ale jednak, następowało to dość rzadko. Istniał zresztą dla nich sierociniec i to na całkiem przyzwoitym poziomie, ponieważ ci wszyscy bogacze lubili się chwalić darowiznami dla biednych sierotek – a przynajmniej tak postrzegał to Darcy. Czyżby rodzina zmuszała ją do żebrania? Albo wyrzuciła z domu? Nawet narcystycznemu Darcyemu robiło się przykro na… może nie na myśl, bo myśląc o takich rzeczach nie przejąłby się za bardzo, ale na widok. Wiedzieć, a widzieć, to jednak dwie różne rzeczy.
Kiedy jednak przyjrzał się dziecku nieco uważniej dostrzegł, że jej bladość nie wynika wcale z chłodu. I że jej ubrania wcale nie są bardzo wyblakłe i przyprószone śniegiem: one były na wpół przezroczyste. Płatki śniegu opadały przez nią, nie na nią. Jak w przypadku hogwarckich duchów. A chociaż z nimi miał sporo do czynienia i nigdy się ich nie bał, to atmosfera grudniowej nocy sprawiła, że po plecach panicza Darcyego przeszedł dreszcz. Pośpiesznie ruszył za Darcy, chcąc złapać ją za ramię.
- D…Daisy! – zawołał, chwytając siostrę, chcąc ją odciągnąć, chociaż przecież duchy nie mogły nic zrobić żywym… A przynajmniej tak mu się zdawało.
Zamarł w bezruchu, ze zdumieniem obserwując zapalaną zapałkę. Ogień zdawał się prawdziwy, nie widmowy i to sprawiło, że przez chwilę patrzył na niego jak zahipnotyzowany. Nieświadom, że w pewnym sensie było już za późno, aby mogli wyrwać się spod wpływu tego zagubionego ducha…