16.04.2023, 02:42 ✶
Słuchał odpowiedzi gospodarza, nie przerywając. Mimo że wszedł do środka, wciąż nie odstąpił zbyt daleko od drzwi. Nie ufał atmosferze tego miejsca i, chociaż bardzo chciał wierzyć w słowa ghoula coś w głowie podpowiadało, że musi być w tym jakiś haczyk.
A jeżeli nie, to... i tak lepiej być przezornym. Podejrzliwość Williama była zakorzeniona w jego krytycznym, akademickim myśleniu. Nie akceptował spraw takimi, jakimi były. Zawsze podważał ich sens czy prawdziwość, nawet jeżeli tylko w myślach.
Z jego twarzy nie dało się teraz wyczytać czy jest poruszony, zniesmaczony, zasmucony czy też przejęty. Owiał Perseusa i jego poczynania wzrokiem, ale sam nie wykonał żadnego ruchu, skupiając się na tonie wypowiedzi rozmówcy, jakby to z niego chciał wyciągnąć faktyczne informacje, a nie ze znaczenia słów.
Lestrange nie był dobry w odczytywaniu sygnałów, przynajmniej takich, do ktorych nie był przyzwyczajony, a wszystko to, czym prezentował sobą już-martwy-ale-wciąż-żyjący meżczyzna zdawało się chlebem powszednim. Zajmował się śmiercią nie od dziś, czytał wiele o stworzeniach, które mogą żyć nawet po tym, jak zostaną zabite - wampirach, ghoulach. Miał do czynienia z inferiusami i duchami, a nawet martwymi, którzy nie planowali powracać, chociaż z nimi to raczej na stole w prosektorium.
- Albo ktoś chce, abyś tak myślał - zwrócił się do Blacka tonem przesłodzonym, chociaż ta słodycz była zabójcza, sugerowała, aby kuzyn trzymał się na baczności i nie bagatelizował zagrożenia, tak jak zdarza mu się bagatelizować wszystko inne w życiu. William stłumił ochotę uśmiechnięcia się w nieprzyjemny sposób, bo oczy, które były na nim skupione należały do Grimes'a, a nie Perseusa.
- Nie chcesz tak istnieć, to znaczy, w tej chacie, czy żyć jako ghoul? - dopytał bez ogródek, bo stwierdzenie brzmiało dwuznacznie. Chciał klarownej odpowiedzi.
- Ghoule giną tylko przez uraz mózgu, Percy. Poza tym, nie wydaje ci się, że zanim kogoś uwolnisz powinieneś zapytać, czy ta osoba faktycznie chce być uwolniona? Skąd wiesz, że zerwanie tego łańcucha czy jakiekolwiek oswobodzenie zakutego nie spowoduje, że jego żona wróci tutaj i nas też rozgromi? - uniósł brwi - Ty chyba niezbyt dobrze sobie radzisz z rozzłoszczonymi żonami, z tego co Eden mówiła - dodał i chociaż nie miało to brzmieć jak przytyk, to definitywnie tak wybrzmiało.
Will zamrugał.
- I ja też. Podobno jestem w tym okropny - dopowiedział, coby trochę uratować sytuację, bo przecież nie miał niczego złego na myśli.
A jeżeli nie, to... i tak lepiej być przezornym. Podejrzliwość Williama była zakorzeniona w jego krytycznym, akademickim myśleniu. Nie akceptował spraw takimi, jakimi były. Zawsze podważał ich sens czy prawdziwość, nawet jeżeli tylko w myślach.
Z jego twarzy nie dało się teraz wyczytać czy jest poruszony, zniesmaczony, zasmucony czy też przejęty. Owiał Perseusa i jego poczynania wzrokiem, ale sam nie wykonał żadnego ruchu, skupiając się na tonie wypowiedzi rozmówcy, jakby to z niego chciał wyciągnąć faktyczne informacje, a nie ze znaczenia słów.
Lestrange nie był dobry w odczytywaniu sygnałów, przynajmniej takich, do ktorych nie był przyzwyczajony, a wszystko to, czym prezentował sobą już-martwy-ale-wciąż-żyjący meżczyzna zdawało się chlebem powszednim. Zajmował się śmiercią nie od dziś, czytał wiele o stworzeniach, które mogą żyć nawet po tym, jak zostaną zabite - wampirach, ghoulach. Miał do czynienia z inferiusami i duchami, a nawet martwymi, którzy nie planowali powracać, chociaż z nimi to raczej na stole w prosektorium.
- Albo ktoś chce, abyś tak myślał - zwrócił się do Blacka tonem przesłodzonym, chociaż ta słodycz była zabójcza, sugerowała, aby kuzyn trzymał się na baczności i nie bagatelizował zagrożenia, tak jak zdarza mu się bagatelizować wszystko inne w życiu. William stłumił ochotę uśmiechnięcia się w nieprzyjemny sposób, bo oczy, które były na nim skupione należały do Grimes'a, a nie Perseusa.
- Nie chcesz tak istnieć, to znaczy, w tej chacie, czy żyć jako ghoul? - dopytał bez ogródek, bo stwierdzenie brzmiało dwuznacznie. Chciał klarownej odpowiedzi.
- Ghoule giną tylko przez uraz mózgu, Percy. Poza tym, nie wydaje ci się, że zanim kogoś uwolnisz powinieneś zapytać, czy ta osoba faktycznie chce być uwolniona? Skąd wiesz, że zerwanie tego łańcucha czy jakiekolwiek oswobodzenie zakutego nie spowoduje, że jego żona wróci tutaj i nas też rozgromi? - uniósł brwi - Ty chyba niezbyt dobrze sobie radzisz z rozzłoszczonymi żonami, z tego co Eden mówiła - dodał i chociaż nie miało to brzmieć jak przytyk, to definitywnie tak wybrzmiało.
Will zamrugał.
- I ja też. Podobno jestem w tym okropny - dopowiedział, coby trochę uratować sytuację, bo przecież nie miał niczego złego na myśli.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated