16.04.2023, 13:53 ✶
Skinął tylko głową na potwierdzenie, że rozumie sytuację. Jamil nie wiedział o tym, że Brenna wahała się w kwestii doboru współpracowników w tej sprawie, więc nie mógł też zastanawiać się nad tym, jak postąpiłby na jej miejscu, choć on sam nie przywiązywał chyba większej wagi do tego, czy dana osoba była mu obcą, pod warunkiem że znała się na rzeczy. To też często wprowadzało go w Egipcie w spore kłopoty, zwłaszcza na wykopaliskach, na których pracował przed poznaniem Cathala. Teraz jednak zbyt mocno zależało mu na tym, by pozostać w Anglii, aby jakkolwiek ryzykował. A skoro jego własny kuzyn nasłał na niego Brennę Longbottom, ponieważ potrzebował go do pomocy, nie miał chyba powodów do zmartwień. Prawda?
- Za wcześnie na urlop u rodziców, skoro jeszcze nawet nie zacząłem pracy – rzucił kolejnym żartem na rozluźnienie sytuacji, bo deportacja wiązała się dla niego tak naprawdę z utratą wszystkie, włącznie z życiem. W ogóle musiałby dopytać Letę, czy mogli go odesłać z powrotem do Kairu, jeśli jego matka była tutejsza. Za nic nie ogarniał tej brytyjskiej biurokracji.
- Wielbłąd i skarabeusze raczej nie będę potrzebne – odparł, nie odrywając wzroku od umowy i już miał dopytać, czy mógłby dostać skorpiona, bo narodził mu się w głowie chytry plan nastraszenia Nell za kilka tabliczek czekolady i paczkę kardamonu, gdy dotarł do punktu informującego o tym, że wszystkie materiały musiały być zwrócone po zakończeniu zlecenia. A niechby to sfinks wszystko strzelił. Z drugiej strony, patrząc na wysokość wynagrodzenia, obłowi się na tyle, że nie będzie potrzebował Bagshot do zdobycia rodzimych przypraw. Angielskie jedzenie było okropnie mdłe i bez wyrazu.
Wysokość kary z jednej strony go przeraziła, z drugiej… ze wszystkiego dało się jakoś wybrnąć. Nie zamierzał jednak wynosić żadnych informacji poza zaangażowaną w realizację tego zlecenia grupę. O ile Brenny nie znał i nie wiedział, na ile można jej ufać, tak Sebastiana nie potrafiłby zawieść. Zwłaszcza że załatwił mu dobrze płatne zlecenie w momencie, gdy wykopaliska się jeszcze nie zaczęły i przydałby mu się jakiś napływ gotówki.
Zsunął się z krzesła, doczytawszy umowę i zbliżył do zarzuconego przedmiotami stolika kawowego, by wygrzebać spomiędzy papierów pióro i atrament. Zaraz to wrócił do Brenny i podpisał papiery w wyznaczonym do tego miejscu. Akurat w kwestii tej umowy nie miał żadnych wątpliwości, była sporządzona w wyjątkowo nudny, urzędniczy sposób z dokładnym rozpisaniem każdego podpunktu. Gdy tylko nasuwało mu się jakieś pytanie, zaraz znajdował na nie odpowiedź trochę niżej.
- Dobra, to teraz możesz mi powiedzieć, w co takiego wkopał się Sebastian, że Ministerstwo Magii potrzebuje mojej pomocy – powiedział, opierając głowę na ręce, którą wsparł na blacie i spojrzał na Brennę z wesołym uśmiechem, który ukrywał jego zmartwienie sytuacją. Sprawa musiała być przecież poważna, skoro władze nakazywały mu podpisać papiery o poufności. Raczej nie chodziło o starożytne artefakty w stylu Cathala, które po prostu musieli ukrywać przed złodziejami i czarnoksiężnikami. Chyba że jednak Longbottom planowała go zaskoczyć?
- Za wcześnie na urlop u rodziców, skoro jeszcze nawet nie zacząłem pracy – rzucił kolejnym żartem na rozluźnienie sytuacji, bo deportacja wiązała się dla niego tak naprawdę z utratą wszystkie, włącznie z życiem. W ogóle musiałby dopytać Letę, czy mogli go odesłać z powrotem do Kairu, jeśli jego matka była tutejsza. Za nic nie ogarniał tej brytyjskiej biurokracji.
- Wielbłąd i skarabeusze raczej nie będę potrzebne – odparł, nie odrywając wzroku od umowy i już miał dopytać, czy mógłby dostać skorpiona, bo narodził mu się w głowie chytry plan nastraszenia Nell za kilka tabliczek czekolady i paczkę kardamonu, gdy dotarł do punktu informującego o tym, że wszystkie materiały musiały być zwrócone po zakończeniu zlecenia. A niechby to sfinks wszystko strzelił. Z drugiej strony, patrząc na wysokość wynagrodzenia, obłowi się na tyle, że nie będzie potrzebował Bagshot do zdobycia rodzimych przypraw. Angielskie jedzenie było okropnie mdłe i bez wyrazu.
Wysokość kary z jednej strony go przeraziła, z drugiej… ze wszystkiego dało się jakoś wybrnąć. Nie zamierzał jednak wynosić żadnych informacji poza zaangażowaną w realizację tego zlecenia grupę. O ile Brenny nie znał i nie wiedział, na ile można jej ufać, tak Sebastiana nie potrafiłby zawieść. Zwłaszcza że załatwił mu dobrze płatne zlecenie w momencie, gdy wykopaliska się jeszcze nie zaczęły i przydałby mu się jakiś napływ gotówki.
Zsunął się z krzesła, doczytawszy umowę i zbliżył do zarzuconego przedmiotami stolika kawowego, by wygrzebać spomiędzy papierów pióro i atrament. Zaraz to wrócił do Brenny i podpisał papiery w wyznaczonym do tego miejscu. Akurat w kwestii tej umowy nie miał żadnych wątpliwości, była sporządzona w wyjątkowo nudny, urzędniczy sposób z dokładnym rozpisaniem każdego podpunktu. Gdy tylko nasuwało mu się jakieś pytanie, zaraz znajdował na nie odpowiedź trochę niżej.
- Dobra, to teraz możesz mi powiedzieć, w co takiego wkopał się Sebastian, że Ministerstwo Magii potrzebuje mojej pomocy – powiedział, opierając głowę na ręce, którą wsparł na blacie i spojrzał na Brennę z wesołym uśmiechem, który ukrywał jego zmartwienie sytuacją. Sprawa musiała być przecież poważna, skoro władze nakazywały mu podpisać papiery o poufności. Raczej nie chodziło o starożytne artefakty w stylu Cathala, które po prostu musieli ukrywać przed złodziejami i czarnoksiężnikami. Chyba że jednak Longbottom planowała go zaskoczyć?