16.04.2023, 16:08 ✶
- Już cię lubię – przyznał, mimo że nawet nie żartowała, dokładnie określając sprawcę wydarzenia. Zdawała się zupełnie inna od osób, do których towarzystwa przywykł – bardziej wylewna nawet pomimo dzielenia się z nim wyłącznie konkretami, a przede wszystkim mniej marudna. I nie groziła mu kopniakiem za jego własne żarty. Może współpraca z Ministerstwem Magii będzie bardziej przyjemna, niż mu się mogło kiedykolwiek wydawać? Od kairskich urzędników zwykle trzymał się z daleka, wiedząc, że załatwienie czegokolwiek graniczyło z cudem, a zazwyczaj i tak mieli gdzieś potrzeby swoich obywateli i to, że ktokolwiek bawił się niebezpieczną magią. Tu zdawali się baczyć nawet na zmarłych. Nie spotkał się z tym podejściem od czasu ukończenia Uagadou. W szkole oddawanie czci zmarłym było istotnym elementem wychowania. Ba, nawet w zamierzchłych czasach Egipcjanie zwracali uwagę na należyty pochówek. Teraz? Wrzuć ciało do rzeki, zostaw na pustyni i zapomnij, że kiedykolwiek znałeś człowieka. Nawet duch prześladujący go w toalecie zwracał na to uwagę.
- Mam nadzieję, że to możliwe, ale ufam zdolnościom Sebastiana w tej kwestii.
W uśmiechu Jamila zawierało się wszystko naraz, choć przede wszystkim chęć sprawdzenia siebie i swoich możliwości przy wsparciu innego Trelawneya. Taka okazja zdarzała się naprawdę rzadko. A bez ryzyka nie ma tak naprawdę żadnej zabawy. Czy powinien traktować to zlecenie jak grę? Bynajmniej. Ale właśnie w ten sposób to widział: niemalże jak zakład, którego wykonanie zapewni mu pieniądze. Znał siebie na tyle, by wiedzieć, że przy spotkaniu z duchami być może zaangażuje się aż nadto emocjonalnie. Zwykli ludzie, w przeciwieństwie do mrocznych kapłanów w grobowcach, zbyt łatwo go rozczulali. Na ten moment jednak w zdjęciu czaszki, umowie sporządzonej przez Ministerstwo i samej wizji egzorcyzmów i odprowadzania duchów w zaświaty widział jedynie wyzwanie i możliwość zyskania pieniędzy, którymi jednocześnie spłaci część długu, ale też nie będą one pod kontrolą Cathala. Jednak Brenna nie musiała o tym wiedzieć.
- Zrozumiano – odparł, ale zaraz zastanowił się nad kolejną sprawą. – Walczyłaś kiedyś z duchami, Brenno? Mamy w ogóle pewność, że to rzeczywiste dusze, a nie iluzja czarnoksiężnika, mająca znaleźć ofiary dla jego zaklęcia? – dopytywał, zdając sobie sprawę z tego, jak absurdalnie to brzmiało, ale wiedział też, do czego mogli być zdolni ludzie zbyt mocno zapatrzeni w magię nekromancji. Nieraz okoliczne kobiety wzywały jego matkę do dziwnych opętań dzieci, których źródła nie dało się w żaden sposób określić.
- W najbliższym czasie nie będę zbytnio zajęty, więc dostosuję się do was – przyznał, gdy przekazała mu informacje dotyczące planów kolejnego spotkania. – Na ten moment zero wątpliwości, ale jeśli coś mi się nasunie, to się odezwę.
Słaby był z niego gospodarz, skoro nie zaproponował gościowi chociaż szklanki wody, o herbacie nie mówiąc, ale przecież Brenna była tu służbowo. Zresztą, warunki mieszkaniowe Jamila nie nadawały się do miłych pogawędek przy kubku czegoś ciepłego. W takim wypadku zaproponowałby Dziurawy Kocioł. I chociaż planował pogrążyć się w kolejnej drzemce, gdy tylko odprowadził brygadzistkę do drzwi, nic nie mógł poradzić, że ciekawość aż nadto go zżerała. A przecież umowa poufności nie broniła mu przeglądać książek na własną rękę. Temat limba i więzienia dusz aż nadto go zainteresował, gdy tylko nadarzyła się okazja, by mieć z nim rzeczywiście do czynienia.
- Mam nadzieję, że to możliwe, ale ufam zdolnościom Sebastiana w tej kwestii.
W uśmiechu Jamila zawierało się wszystko naraz, choć przede wszystkim chęć sprawdzenia siebie i swoich możliwości przy wsparciu innego Trelawneya. Taka okazja zdarzała się naprawdę rzadko. A bez ryzyka nie ma tak naprawdę żadnej zabawy. Czy powinien traktować to zlecenie jak grę? Bynajmniej. Ale właśnie w ten sposób to widział: niemalże jak zakład, którego wykonanie zapewni mu pieniądze. Znał siebie na tyle, by wiedzieć, że przy spotkaniu z duchami być może zaangażuje się aż nadto emocjonalnie. Zwykli ludzie, w przeciwieństwie do mrocznych kapłanów w grobowcach, zbyt łatwo go rozczulali. Na ten moment jednak w zdjęciu czaszki, umowie sporządzonej przez Ministerstwo i samej wizji egzorcyzmów i odprowadzania duchów w zaświaty widział jedynie wyzwanie i możliwość zyskania pieniędzy, którymi jednocześnie spłaci część długu, ale też nie będą one pod kontrolą Cathala. Jednak Brenna nie musiała o tym wiedzieć.
- Zrozumiano – odparł, ale zaraz zastanowił się nad kolejną sprawą. – Walczyłaś kiedyś z duchami, Brenno? Mamy w ogóle pewność, że to rzeczywiste dusze, a nie iluzja czarnoksiężnika, mająca znaleźć ofiary dla jego zaklęcia? – dopytywał, zdając sobie sprawę z tego, jak absurdalnie to brzmiało, ale wiedział też, do czego mogli być zdolni ludzie zbyt mocno zapatrzeni w magię nekromancji. Nieraz okoliczne kobiety wzywały jego matkę do dziwnych opętań dzieci, których źródła nie dało się w żaden sposób określić.
- W najbliższym czasie nie będę zbytnio zajęty, więc dostosuję się do was – przyznał, gdy przekazała mu informacje dotyczące planów kolejnego spotkania. – Na ten moment zero wątpliwości, ale jeśli coś mi się nasunie, to się odezwę.
Słaby był z niego gospodarz, skoro nie zaproponował gościowi chociaż szklanki wody, o herbacie nie mówiąc, ale przecież Brenna była tu służbowo. Zresztą, warunki mieszkaniowe Jamila nie nadawały się do miłych pogawędek przy kubku czegoś ciepłego. W takim wypadku zaproponowałby Dziurawy Kocioł. I chociaż planował pogrążyć się w kolejnej drzemce, gdy tylko odprowadził brygadzistkę do drzwi, nic nie mógł poradzić, że ciekawość aż nadto go zżerała. A przecież umowa poufności nie broniła mu przeglądać książek na własną rękę. Temat limba i więzienia dusz aż nadto go zainteresował, gdy tylko nadarzyła się okazja, by mieć z nim rzeczywiście do czynienia.
Koniec sesji