16.04.2023, 22:19 ✶
Na dobrą sprawę, przynajmniej w oczach Ulyssesa, Cathal mógł właściwie powiedzieć cokolwiek a i tak nie zabrzmiałby głupio lub jak wariat. Młody Rookwood stawiał go sobie za niedościgniony wzór do naśladowania i bardzo poważnie traktował wszystko co ten mówił i robił.
Z największą przyjemnością oddalił się od okupowanej przez zapłakanego ducha łazienki. A najbardziej cieszyło go właśnie to, że nie musiał już wsłuchiwać się w jej rozdzierające zawodzenie i hałasy, które wydawała wylewająca się z kranów woda. Pochłonięty pragnieniem schowania się gdzieś, nie zauważył, że Cathal zdecydował się jednak pomóc Marcie i posłał do łazienki zaklęcie, które przynajmniej częściowo zatarło drażniące ją napisy a Leta (również za pomocą magii) zakręciła kurki.
Celowo nie rozglądał się po pustej klasie, ale od razu skupił uwagę na towarzyszących mu osobach. Słuchał ich, w sumie nie wiedząc co powinien myśleć o całej sprawie. I jemu wydawało się, że jeśli tylko Jęcząca Marta nie umarła przypadkiem (albo nie popełniła samobójstwa – opijając się eliksirem nasennym) to musiał ją ktoś zamordować. Ale czy dziedzic Slytherina naprawdę polowałby akurat na nią? Na płaczliwą i histeryczną mugolaczkę? Musiałaby mu naprawdę zaleźć za skórę, gdyby zdecydował się posłać za nią grozę czającą się w jakiejś tajemnej komnacie. No i czy wtedy nie ryzykowałby zbyt wiele dla zabicia takiej… takiej przeciętnej uczennicy? Co właściwie mógłby osiągnąć zamordowaniem jej? Poza postawieniem na nogi połowy Ministerstwa Magii? Dla Ulyssesa to nie miało większego sensu.
Zmarszczył brwi.
- Gdyby to rzeczywiście był Dziedzic Slytherina, który wypuścił drzemiącą w środku grozę, to czy nie powinien… - młody Rookwood zająknął się nieco. - …kontynuować swojego dzieła? – Zamordowanie jednej czternastolatki nie miało większego sensu. No chyba, że Marta byłaby jakaś szczególna, ale patrząc na nią i na jej zachowanie, Ulysses mógł najwyżej uznać, że była szczególnie męcząca. – Pająki mają oczy. Zazwyczaj od sześciu do ośmiu. Zdarzają się nawet takie, których oczy mogą wydawać się przy odpowiednim oświetleniu żółte – poprawił odruchowo Letę. – Ale żółte oczy częściej są spotykane u gadów, np. krokodyli. Lub u płazów, w tym węży. Albo u ssaków. Niektóre koty mają żółte oczy. - Może więc rozwiązanie zagadkowej śmierci ducha było o wiele prostsze i Martę wystraszył jakiś kot?
Chrząknął. A potem jakby dotarła do niego cała nielojalność, którą właśnie przejawił wobec Shafiqa, bo dodał:
- W Hogwarcie z pewnością ukryte jest wiele sekretnych komnat. Slytherin mógł być o tyle sprytniejszy od reszty, że tych należących do niego jeszcze nie odnaleziono.
Z największą przyjemnością oddalił się od okupowanej przez zapłakanego ducha łazienki. A najbardziej cieszyło go właśnie to, że nie musiał już wsłuchiwać się w jej rozdzierające zawodzenie i hałasy, które wydawała wylewająca się z kranów woda. Pochłonięty pragnieniem schowania się gdzieś, nie zauważył, że Cathal zdecydował się jednak pomóc Marcie i posłał do łazienki zaklęcie, które przynajmniej częściowo zatarło drażniące ją napisy a Leta (również za pomocą magii) zakręciła kurki.
Celowo nie rozglądał się po pustej klasie, ale od razu skupił uwagę na towarzyszących mu osobach. Słuchał ich, w sumie nie wiedząc co powinien myśleć o całej sprawie. I jemu wydawało się, że jeśli tylko Jęcząca Marta nie umarła przypadkiem (albo nie popełniła samobójstwa – opijając się eliksirem nasennym) to musiał ją ktoś zamordować. Ale czy dziedzic Slytherina naprawdę polowałby akurat na nią? Na płaczliwą i histeryczną mugolaczkę? Musiałaby mu naprawdę zaleźć za skórę, gdyby zdecydował się posłać za nią grozę czającą się w jakiejś tajemnej komnacie. No i czy wtedy nie ryzykowałby zbyt wiele dla zabicia takiej… takiej przeciętnej uczennicy? Co właściwie mógłby osiągnąć zamordowaniem jej? Poza postawieniem na nogi połowy Ministerstwa Magii? Dla Ulyssesa to nie miało większego sensu.
Zmarszczył brwi.
- Gdyby to rzeczywiście był Dziedzic Slytherina, który wypuścił drzemiącą w środku grozę, to czy nie powinien… - młody Rookwood zająknął się nieco. - …kontynuować swojego dzieła? – Zamordowanie jednej czternastolatki nie miało większego sensu. No chyba, że Marta byłaby jakaś szczególna, ale patrząc na nią i na jej zachowanie, Ulysses mógł najwyżej uznać, że była szczególnie męcząca. – Pająki mają oczy. Zazwyczaj od sześciu do ośmiu. Zdarzają się nawet takie, których oczy mogą wydawać się przy odpowiednim oświetleniu żółte – poprawił odruchowo Letę. – Ale żółte oczy częściej są spotykane u gadów, np. krokodyli. Lub u płazów, w tym węży. Albo u ssaków. Niektóre koty mają żółte oczy. - Może więc rozwiązanie zagadkowej śmierci ducha było o wiele prostsze i Martę wystraszył jakiś kot?
Chrząknął. A potem jakby dotarła do niego cała nielojalność, którą właśnie przejawił wobec Shafiqa, bo dodał:
- W Hogwarcie z pewnością ukryte jest wiele sekretnych komnat. Slytherin mógł być o tyle sprytniejszy od reszty, że tych należących do niego jeszcze nie odnaleziono.