17.04.2023, 00:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2023, 00:37 przez Brenna Longbottom.)
- Oczywiście, że tak - powiedziała Brenna absolutnie nieświadoma, co chodzi bratu po głowie. Przecież nie pozwoliłaby robić Norze (albo Cedricowi i wielu innym osobom) czegokolwiek niebezpiecznego! Nie utworzyła żadnego gangu - po prostu wlokła różne osoby w różne miejsca, dostosowując rodzaj wyjść i zajęć do tego, z kim miała do czynienia... - Pewnie, że o nich dbam! Każdego częstuję czekoladowymi żabami, i pożyczam im książki, i upewniam się, że niczego nie potrzebują - odparła z pewnym oburzeniem, bo jak Erik mógł w ogóle sugerować, że nie dbałaby o rodzinę oraz przyjaciół!
Miała kontakty z pierwszakami. Była w końcu prefektem - do dziś zakładała, że profesorka po prostu na ślepo uderzyła różdżką w listę dziewcząt z ich rocznika. I do obowiązków w pewnych sprawach podchodziła poważnie, na przykład prowadzała wszystkich z pierwszego roku do klas, tłumaczyła, jak dostać się do Wielkiej Sali oraz wycierała im nosy, kiedy płakali z tęsknoty za rodzinami.
Ale ich nie demoralizowała.
Za wolno biegali, aby wciągać ich w wycieczki do Zakazanego Lasu i tym podobne.
- Erik, to chwyt poniżej pasa - parsknęła Brenna, oskarżycielsko celując w niego mieczem. Znała swojego brata aż za dobrze, aby nie wiedzieć, że czasem uciekał się do takich podłych, podłych sztuczek, jak powiedzenie po prostu prawdy. - Ja za wami też. Troszeczkę - przyznała. Rok temu ubył Erik, teraz Mavelle. Na całe szczęście, pozostawała jeszcze cała ta masa ludzi, których Brenna musiała dopadać o losowych porach dnia i nocy, by przypadkiem nie poczuli się bezpieczni od jej skromnej osoby. Cud, że znajdowała czas na naukę. (Chociaż właściwie, często po prostu ciągnęła kogoś, by pouczył się z nią, zwłaszcza praktyki.)
- Poważnie? – zdumiała się na słowa o tym, że był czerwony jak burak. – Ale czemu? Masz świetną fryzurę. Jesteś w połowie Potterem – przypomniała mu. Nie widziała w takim komplemencie absolutnie nic złego, przywykła, że rodzinka ze strony Potterów dość często omawia stan włosów, używane perfumy oraz środki do twarzy. – Nawet JA mam włosy we wspaniałym stanie i w ogóle, a twoje jeszcze nie sterczą na wszystkie strony świata i zwykle nie masz w nich liści, pajęczyn, gałęzi i tak dalej.
Zaraz jednak Brenna zaprzestała gadania widząc, że Erik także przerobił swoją szpadę na drewniany miecz. Skłoniła się mu, nieco teatralnie, a gdy ten zaatakował - spróbowała wywinąć się spod ciosu. Udało się o włos, miecz musnął leciutko jej ramię, za to Brenna zyskała okazję do wyprowadzenia pięknego kontrataku.
Miała kontakty z pierwszakami. Była w końcu prefektem - do dziś zakładała, że profesorka po prostu na ślepo uderzyła różdżką w listę dziewcząt z ich rocznika. I do obowiązków w pewnych sprawach podchodziła poważnie, na przykład prowadzała wszystkich z pierwszego roku do klas, tłumaczyła, jak dostać się do Wielkiej Sali oraz wycierała im nosy, kiedy płakali z tęsknoty za rodzinami.
Ale ich nie demoralizowała.
Za wolno biegali, aby wciągać ich w wycieczki do Zakazanego Lasu i tym podobne.
- Erik, to chwyt poniżej pasa - parsknęła Brenna, oskarżycielsko celując w niego mieczem. Znała swojego brata aż za dobrze, aby nie wiedzieć, że czasem uciekał się do takich podłych, podłych sztuczek, jak powiedzenie po prostu prawdy. - Ja za wami też. Troszeczkę - przyznała. Rok temu ubył Erik, teraz Mavelle. Na całe szczęście, pozostawała jeszcze cała ta masa ludzi, których Brenna musiała dopadać o losowych porach dnia i nocy, by przypadkiem nie poczuli się bezpieczni od jej skromnej osoby. Cud, że znajdowała czas na naukę. (Chociaż właściwie, często po prostu ciągnęła kogoś, by pouczył się z nią, zwłaszcza praktyki.)
- Poważnie? – zdumiała się na słowa o tym, że był czerwony jak burak. – Ale czemu? Masz świetną fryzurę. Jesteś w połowie Potterem – przypomniała mu. Nie widziała w takim komplemencie absolutnie nic złego, przywykła, że rodzinka ze strony Potterów dość często omawia stan włosów, używane perfumy oraz środki do twarzy. – Nawet JA mam włosy we wspaniałym stanie i w ogóle, a twoje jeszcze nie sterczą na wszystkie strony świata i zwykle nie masz w nich liści, pajęczyn, gałęzi i tak dalej.
Zaraz jednak Brenna zaprzestała gadania widząc, że Erik także przerobił swoją szpadę na drewniany miecz. Skłoniła się mu, nieco teatralnie, a gdy ten zaatakował - spróbowała wywinąć się spod ciosu. Udało się o włos, miecz musnął leciutko jej ramię, za to Brenna zyskała okazję do wyprowadzenia pięknego kontrataku.
Rzut Z 1d100 - 39
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.