17.04.2023, 00:39 ✶
Och, zdecydowanie była świadoma tego flirtu i nie wstydziłaby się przyznać, że posuwała się do niego z czystą przyjemnością. Nie była jednak pewna, czy to, co robiła, było podszyte jedynie na nowo rozżarzoną sympatią do Moody'ego, czy również chęcią utarcia nosa mężowi, który niechybnie widział gdzieś z oddali, co wyprawia Eden? Chciała wierzyć, że kieruje nią ta pierwsza przesłanka, jednak nie mogła zaprzeczyć, że robienie ludziom na przekór weszło jej w krew i robiła to wręcz odruchowo.
Miała nadzieję, że naturalne instynkty ją zawiodły, bo Alastor nie zasługiwał na takie traktowanie. Nadzieja jednak nie była jej największą sojuszniczką.
- Wyszło mi, po prostu jesteś uparty jak osioł i przypłynąłeś do mnie wpław - odparła, krzywiąc się w pozornym niezadowoleniu. Po chwili jednak uśmiechnęła się jednym kącikiem ust. - Co jest niebywale głupie, ale jednocześnie bardzo w twoim stylu - podsumowała go bez pardonu, po czym strzeliła wierzchem zamkniętej pięści w jego ramię. Zdecydowanie zrobiła to za lekko, by poczuł ból, ale nie to miała na celu. Chciała pokazać, że czuje się w jego towarzystwie równie komfortowo, co kiedyś.
Zanim wszystko zepsuła swoją niewyparzoną gębą.
Ruszyła wraz z nim w kierunku tarasu, cały czas próbując wyrównać przyspieszony oddech. Chłodne marcowe powietrze przyjęła z ulgą. Była rozgrzana i zziajana, choć nie była pewna, ile zasługi w tym miał sam taniec, a ile konfliktujące ze sobą emocje i odurzenie alkoholowe. Podskórnie czuła, że tej nocy się przeziębi, jeśli zostanie na tarasie dłużej niż kilka chwil, ale miała to w tym momencie absolutnie gdzieś. Miała wrażenie, że dla szczerej rozmowy z Alastorem warto było się pochorować.
- O mnie się nie martw, królowej lodu ziąb niestraszny - zażartowała w odwecie, opierając się o barierkę swoimi łokciami. Przez moment stała tyłem do Alka, rozglądając się przed siebie. Na moment przymknęła oczy, pozwalając zimnemu powietrzu otulić całą jej twarz. Po chwili jednak odwróciła się, gdy zaproponował, że odda jej swoją marynarkę. Chciała posłać mu najbardziej zażenowane spojrzenie (choć wcale tak nie myślała), lecz ten zaskoczył ją przyjęciem bardzo swobodnej pozycji.
Parsknęła paskudnym śmiechem.
- A powinno ci być wstyd, Alastorze Moody - zaczęła, opierając się na barierce swoimi plecami. Rozłożyła ramiona na boki, chwytając się kurczowo balustrady i stając przed nim w pełnej krasie na tle księżyca. - Rozkładasz nogi już przed ślubem? - Zapytała, unosząc jedną brew; zadziorny wyraz twarzy jasno świadczył o tym, że próbowała go podpuścić. Ale do czego? Tego chyba nie wiedział nawet diabełek siedzący na jej lewym ramieniu.
Miała nadzieję, że naturalne instynkty ją zawiodły, bo Alastor nie zasługiwał na takie traktowanie. Nadzieja jednak nie była jej największą sojuszniczką.
- Wyszło mi, po prostu jesteś uparty jak osioł i przypłynąłeś do mnie wpław - odparła, krzywiąc się w pozornym niezadowoleniu. Po chwili jednak uśmiechnęła się jednym kącikiem ust. - Co jest niebywale głupie, ale jednocześnie bardzo w twoim stylu - podsumowała go bez pardonu, po czym strzeliła wierzchem zamkniętej pięści w jego ramię. Zdecydowanie zrobiła to za lekko, by poczuł ból, ale nie to miała na celu. Chciała pokazać, że czuje się w jego towarzystwie równie komfortowo, co kiedyś.
Zanim wszystko zepsuła swoją niewyparzoną gębą.
Ruszyła wraz z nim w kierunku tarasu, cały czas próbując wyrównać przyspieszony oddech. Chłodne marcowe powietrze przyjęła z ulgą. Była rozgrzana i zziajana, choć nie była pewna, ile zasługi w tym miał sam taniec, a ile konfliktujące ze sobą emocje i odurzenie alkoholowe. Podskórnie czuła, że tej nocy się przeziębi, jeśli zostanie na tarasie dłużej niż kilka chwil, ale miała to w tym momencie absolutnie gdzieś. Miała wrażenie, że dla szczerej rozmowy z Alastorem warto było się pochorować.
- O mnie się nie martw, królowej lodu ziąb niestraszny - zażartowała w odwecie, opierając się o barierkę swoimi łokciami. Przez moment stała tyłem do Alka, rozglądając się przed siebie. Na moment przymknęła oczy, pozwalając zimnemu powietrzu otulić całą jej twarz. Po chwili jednak odwróciła się, gdy zaproponował, że odda jej swoją marynarkę. Chciała posłać mu najbardziej zażenowane spojrzenie (choć wcale tak nie myślała), lecz ten zaskoczył ją przyjęciem bardzo swobodnej pozycji.
Parsknęła paskudnym śmiechem.
- A powinno ci być wstyd, Alastorze Moody - zaczęła, opierając się na barierce swoimi plecami. Rozłożyła ramiona na boki, chwytając się kurczowo balustrady i stając przed nim w pełnej krasie na tle księżyca. - Rozkładasz nogi już przed ślubem? - Zapytała, unosząc jedną brew; zadziorny wyraz twarzy jasno świadczył o tym, że próbowała go podpuścić. Ale do czego? Tego chyba nie wiedział nawet diabełek siedzący na jej lewym ramieniu.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~