17.04.2023, 10:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.04.2023, 10:41 przez Brenna Longbottom.)
- Erik, nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale stos listów dostała też ode mnie Mavelle. Która mieszkała w sąsiednim dormitorium – roześmiała się Brenna. Ba, Bones dostawała nawet więcej wiadomości od nich, ponieważ od chwili, kiedy Brenna nauczyła się tworzyć z liścików fruwające samolociki, mogła męczyć ludzi będących dość blisko geograficznie nie tylko słowem, a i pismem. Dzięki temu Mavelle mogła dostawać na przykład dziesięć krótkich wiadomości dziennie. Z kolei do domu zazwyczaj panna Longbottom wysyłała paczkę listów raz na trzy, cztery dni, aby nie przemęczać swojej sowy.
Co wcale nie oznaczało, że nie tęskniła za domem. Z jednej strony kochała Hogwart i szkolnych znajomych, z drugiej brakowało jej domu, rodziców, brata i innych członków rodziny. Niemniej świadomość tego, że pójdzie do szkoły z internatem, towarzyszyła jej od zawsze, więc łatwiej było to znieść.
- To magia Potterów – poinformowała Brenna, uśmiechając się z rozbawieniem. – Następnym razem powiedz, że doceniasz ich komplement, i rodzina ze strony matki będzie niewątpliwie dumna, ale przy takich okazjach wolisz, aby skupili się, co jest w twojej głowie, nie na głowie – pouczyła go z powagą. Tak, to mniej więcej w tym okresie zaczęła wykształcać w sobie pewne umiejętności, na przykład „jak dbać o dobrą opinię mojego brata”.
Chwilę później jednak skupiła się na innej umiejętności, mianowicie „jak spróbować pobić mojego brata”.
Jego atak był udany, to trzeba przyznać – zdołała go zablokować i zepchnąć jego miecz po krawędzi własnego, by nie pozwolić mu na zepchnięcie ją w tył. Erik był niestety silniejszy i w efekcie Brenna musiała cofnąć się o pół kroku. Nie wyszło mu jednak aż tak dobrze, jakby sobie życzył i nie uniemożliwił jej także kontrataku. Gdy już zdołała puścić jego miecz bokiem – zaatakowała ponownie własnym, celując w jego rękę. Tym razem jednak, ze względu na zachwianie równowagi, nie był to najbardziej umiejętny atak na świecie.
Sparowanie ataku (wynik Erika minimalnie lepszy, więc uznaję, że nie wyszło mu tak, jak chciał, ale cofnęła się o pół kroku)
Kontratak
Co wcale nie oznaczało, że nie tęskniła za domem. Z jednej strony kochała Hogwart i szkolnych znajomych, z drugiej brakowało jej domu, rodziców, brata i innych członków rodziny. Niemniej świadomość tego, że pójdzie do szkoły z internatem, towarzyszyła jej od zawsze, więc łatwiej było to znieść.
- To magia Potterów – poinformowała Brenna, uśmiechając się z rozbawieniem. – Następnym razem powiedz, że doceniasz ich komplement, i rodzina ze strony matki będzie niewątpliwie dumna, ale przy takich okazjach wolisz, aby skupili się, co jest w twojej głowie, nie na głowie – pouczyła go z powagą. Tak, to mniej więcej w tym okresie zaczęła wykształcać w sobie pewne umiejętności, na przykład „jak dbać o dobrą opinię mojego brata”.
Chwilę później jednak skupiła się na innej umiejętności, mianowicie „jak spróbować pobić mojego brata”.
Jego atak był udany, to trzeba przyznać – zdołała go zablokować i zepchnąć jego miecz po krawędzi własnego, by nie pozwolić mu na zepchnięcie ją w tył. Erik był niestety silniejszy i w efekcie Brenna musiała cofnąć się o pół kroku. Nie wyszło mu jednak aż tak dobrze, jakby sobie życzył i nie uniemożliwił jej także kontrataku. Gdy już zdołała puścić jego miecz bokiem – zaatakowała ponownie własnym, celując w jego rękę. Tym razem jednak, ze względu na zachwianie równowagi, nie był to najbardziej umiejętny atak na świecie.
Sparowanie ataku (wynik Erika minimalnie lepszy, więc uznaję, że nie wyszło mu tak, jak chciał, ale cofnęła się o pół kroku)
Rzut Z 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
Kontratak
Rzut Z 1d100 - 37
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.