Przeklął siarczyście pod nosem, gdy zaklęcie petryfikujące zostało zanegowane poprzez zaklęcie rozpraszające ich przeciwnika. Wszystko musiało iść jak po grudzie. Jak zwykle. Przynajmniej wydostali stąd czarownicę. Nawet jeśli nie zdołali zaleczyć ran, które otrzymała, to przynajmniej przenieśli ją w miejsce, gdzie nie toczyło się aktywne starcie. Przynajmniej jeszcze nie. Niestety, wysoce rozwinięte zdolności z dziedziny magii rozpraszania nie były jedynym asem, jaki Śmierciożerca trzymał w rękawie.
Erik momentalnie cofnął się o kilka kroków na widok przedziwnej cienistej chmury formującej się nad ich głowami. Ziarna niepokoju, które wyhodował w swoim umyśle, zdawały się teraz rozkwitać, sprawiając, że aż pobladł. Serce zaczęło mu szybciej być, a palce trząść. Ten ostatni efekt czarnej magii starał się zwalczyć, zaciskając mocniej palce na różdżce, czując, jak drewno jarzębiny delikatnie się wygięło pod siłą nacisku. Czy w ogóle mieli szanse z czymś takim? Rozejrzał się gorączkowo na prawo i lewo. Wokół panował chaos. Może lepiej by było po prostu umknąć i...
— Maledis — mruknął pod nosem, gdy pojedyncza inteligentna myśl przeniknęła przez całun paniki. Chwycił Charlesa za przedramię. — To Maledis! To c-coś d-działa jak anty-patronus! — Potrzebował pomocy, jeśli mieli się tego pozbyć, zanim ich oponent się pozbiera i ponownie zwróci przeciwko nim. — Umiesz rzucać patronusa, prawda? Szczęśliwe wspomnienie i tak dalej?
Może nie były to najlepsze warunki do tego, aby sięgać po najprzyjemniejsze wspomnienia z dawnych lat, ale jeśli mieli zlikwidować zakończenie płynącego z tego czarnomagicznego czaru, to musieli się przemóc. Przez chwilę Erik zastanawiał się jeszcze, czy ich wróg nie wykorzysta okazji, jednak w tym momencie do akcji wkroczyła Heather, odpychając go w tył. W momencie, gdy kapłan zaczął płonąć, Erik stał odwrócony do niego plecami i starał się skupić.
Drżącą dłonią wycelował w mroczną chmurę, wypowiadając formułkę zaklęcia Expecto Patronum, skupiając się na drogich mu ludziach: Brennie, Norze, Mabel, Mave, Danielle, Elliotcie i wielu innych, o których bezpieczeństwo się martwił. Nieśli ze sobą masę pozytywnych wspomnień, ale czy to wystarczy? Jeśli mu się udało, planował posłać srebrnobiałego golden retrievera prosto ku Maledisowi.
— Cholera, niech ktoś go uga — krzyknął jeszcze, gdy poczuł ciepło za swoimi plecami i się odwrócił. Kapłanem zajęła się jednak Heather i z tego, co widział, udało jej się rzucić wręcz wybitne zaklęcie.
Sukces!
Akcja nieudana
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞