17.04.2023, 17:43 ✶
Może jednak nie powinien był się zgadzać? Im więcej czytał na temat dusz przetrzymywanych na ziemi wbrew ich woli, tym bardziej przerażała go wizja spotkania się z duchami, które uwięziono w czaszce. Niekoniecznie musiały, ale po uwolnieniu mogły być bardziej mściwe, niżby wymagała tego sytuacja, biorąc ich za winowajców tego, co je spotkało. W historii zdarzały się takie przypadki, a nauczony pracą archeologiczną, sprawdzał wszystkie źródła, by nie okazało się, że ktoś zakłamywał fakty. Mieli się tym jednak zająć fachowcy, a ufał zarówno swoim, jak i Sebastiana umiejętnościom, więc nie było tu miejsca na jakiekolwiek zawahanie. Zresztą, duchy mogły to wyczuć, powodując kłopoty. A tych Jamilowi nie było trzeba do szczęścia.
Nie zmieniało to jednak faktu, ze się denerwował. Zwłaszcza że niespecjalnie mógł rozwiać swoje wątpliwości rozmową z kimś znajomym, bo powstrzymywała go klauzula poufności, którą podpisał, gdy odwiedziła go Brenna Longbottom. Kręcił się po salonie swojego mieszkania, tasując jedną ze swoich talii, byle tylko zająć czymś dłonie, ale zbyt mocno się trzęsły i gubił karty. Sprawdził chyba setki razy mieszanki kadzideł potrzebne do tego, by utrzymać taką ilość duchów w kręgu. Aż w końcu uznał, że to wszystko nie ma sensu i wyszedł na zewnątrz. Nokturn nie skłaniał do spacerów, więc wybrał Pokątną, przyglądając się kolorowym witrynom i przysłuchując rozmowom sklepikarzy. W jakiś sposób odwracało to jego uwagę od sprawy. Na wykopaliskach nigdy nie stresował się tak bardzo. Czy mógł mieć na to wpływ fakt, że miał współpracować z tutejszym Ministerstwem Magii? Przecież obiecał sobie, że będzie trzymał się od wszystkiego z daleka, skupiając wyłącznie na zleceniach Cathala. Sebastian należał jednak do ekipy, więc w gruncie rzeczy… chyba się tego trzymał?
Gdy nastała odpowiednia pora, skorzystał z kominka w Dziurawym Kotle, zaraz po starszej czarownicy, która pozostawiła po sobie tyle dymu, że zaniósł się kaszlem. Wylądował w ciemnym, chłodnym holu, a każdy jego krok odbijał się echem równie mocno, co głosy obecnej tu dwójki czarodziejów.
- Spóźniłem się? – zdziwił się, gdy tylko zbliżył się do swojego kuzyna i brygadzistki. – Dobry wieczór wszystkim – dodał, odwzajemniając uściski dłoni. – Czy tutaj zawsze jest tak mrocznie?
Rozejrzał się wokół, starając się nie powiedzieć na głos, że to miejsce wygląda równie strasznie, co jeden z grobowców, w którym raz utknął z Shafiqiem, Letą i Nell. Nie brzmiało to raczej zbyt pocieszająco, zwłaszcza w aktualnej sytuacji.
- Rendez vous z duchami? Podoba mi się to określenie – przyznał, posyłając Brennie szeroki uśmiech. – I tak, kadzidła zwłaszcza. Sprawdziłem wszystkie potrzebne mieszanki, więc nie powinno być żadnych niespodzianek – zapewnił ich o swoim przygotowaniu, nim ruszyli w drogę za Brenną. Niespecjalnie orientował się, dokąd w ogóle idą. A jednocześnie nie zwracał uwagi na drogę, dochodząc do wniosku, że i tak jej nie zapamięta w gąszczu korytarzy i schodów.
- Jeśli im głębiej, tym zimniej, to lepiej dla nas. Duchy wolą ciszę i chłód – zastanowił się na głos, choć miał nijakie pojęcie o budowie i funkcjonowaniu brytyjskiego Ministerstwa Magii. Brenna i auror, o którym wspominała we wcześniejszej rozmowie z nim, musieli jednak znać się na rzeczy i wiedzieć, co będzie najlepsze dla tego zlecenia.
Nie zmieniało to jednak faktu, ze się denerwował. Zwłaszcza że niespecjalnie mógł rozwiać swoje wątpliwości rozmową z kimś znajomym, bo powstrzymywała go klauzula poufności, którą podpisał, gdy odwiedziła go Brenna Longbottom. Kręcił się po salonie swojego mieszkania, tasując jedną ze swoich talii, byle tylko zająć czymś dłonie, ale zbyt mocno się trzęsły i gubił karty. Sprawdził chyba setki razy mieszanki kadzideł potrzebne do tego, by utrzymać taką ilość duchów w kręgu. Aż w końcu uznał, że to wszystko nie ma sensu i wyszedł na zewnątrz. Nokturn nie skłaniał do spacerów, więc wybrał Pokątną, przyglądając się kolorowym witrynom i przysłuchując rozmowom sklepikarzy. W jakiś sposób odwracało to jego uwagę od sprawy. Na wykopaliskach nigdy nie stresował się tak bardzo. Czy mógł mieć na to wpływ fakt, że miał współpracować z tutejszym Ministerstwem Magii? Przecież obiecał sobie, że będzie trzymał się od wszystkiego z daleka, skupiając wyłącznie na zleceniach Cathala. Sebastian należał jednak do ekipy, więc w gruncie rzeczy… chyba się tego trzymał?
Gdy nastała odpowiednia pora, skorzystał z kominka w Dziurawym Kotle, zaraz po starszej czarownicy, która pozostawiła po sobie tyle dymu, że zaniósł się kaszlem. Wylądował w ciemnym, chłodnym holu, a każdy jego krok odbijał się echem równie mocno, co głosy obecnej tu dwójki czarodziejów.
- Spóźniłem się? – zdziwił się, gdy tylko zbliżył się do swojego kuzyna i brygadzistki. – Dobry wieczór wszystkim – dodał, odwzajemniając uściski dłoni. – Czy tutaj zawsze jest tak mrocznie?
Rozejrzał się wokół, starając się nie powiedzieć na głos, że to miejsce wygląda równie strasznie, co jeden z grobowców, w którym raz utknął z Shafiqiem, Letą i Nell. Nie brzmiało to raczej zbyt pocieszająco, zwłaszcza w aktualnej sytuacji.
- Rendez vous z duchami? Podoba mi się to określenie – przyznał, posyłając Brennie szeroki uśmiech. – I tak, kadzidła zwłaszcza. Sprawdziłem wszystkie potrzebne mieszanki, więc nie powinno być żadnych niespodzianek – zapewnił ich o swoim przygotowaniu, nim ruszyli w drogę za Brenną. Niespecjalnie orientował się, dokąd w ogóle idą. A jednocześnie nie zwracał uwagi na drogę, dochodząc do wniosku, że i tak jej nie zapamięta w gąszczu korytarzy i schodów.
- Jeśli im głębiej, tym zimniej, to lepiej dla nas. Duchy wolą ciszę i chłód – zastanowił się na głos, choć miał nijakie pojęcie o budowie i funkcjonowaniu brytyjskiego Ministerstwa Magii. Brenna i auror, o którym wspominała we wcześniejszej rozmowie z nim, musieli jednak znać się na rzeczy i wiedzieć, co będzie najlepsze dla tego zlecenia.