17.04.2023, 19:31 ✶
Ale i tak zachowujecie się jak banda rozkapryszonych bachorów, skomentowała w myślach Salome, gdy mężczyzna sprzeczał się z zrzędzącą, ciemnowłosą kobietą, która coraz bardziej działała pani Delacour na nerwy. Jednocześnie wydawała się jednak dość łatwym celem, jeśli chodziło o prowokację i zaczepki, a te w jakiś sposób dawały jej odrobinę przewagi. Im dłużej oni czepiali się siebie nawzajem, tym więcej ona miała czasu na opracowanie planu ucieczki. I ewentualne zdjęcie więzów, choć jeśli magia rzeczywiście szwankowała, powinny same zniknąć. Czas działał tutaj na jej korzyść. Ciało ich znajomego niekoniecznie. Nie czuła się w nim zbyt dobrze, choć próbowała się do niego przyzwyczaić. Nie chodziło tylko o płeć, czy niedogodne towarzystwo. Coś było nie tak, jak się spodziewała, ale nie potrafiła tego nazwać… Tym bardziej dokładnie określić.
Nie skomentowała domniemań na temat daty jej śmierci, przeczuwając, że to mogłoby im w jakiś sposób pomoc, a nie potrzebowała kolejnych zawirowań w swoim planie.
- Dziwię się, że wciąż nie zamknęli ich tobie – mruknęła do Lety, gdy ta zaczęła jej grozić. Drażniła ją, ale robienie na złość sprawiało też dziwną satysfakcję. Łatwy cel, w przeciwieństwie do ignorujących ją mężczyzn. O ile rosły blondyn wcześniej z nią rozmawiał, nawet po francusku, tak ten drugi nie uraczył jej ani jednym słowem. Tak jakby znajdowała się pod jakimś kloszem i niby nie mogła dosłyszeć jego słów, choć doskonale wiedziała, że mówił o niej.
- Nie wypada ignorować damy w towarzystwie – zwróciła się do Sebastiana, choć z francuskim akcentem w głosie Jamila musiało brzmieć to nad wyraz komicznie. Część twarzy wciąż bolała ją po uderzeniu w policzek, a więzy drapały ręce. – Zrób to, Nell. Niech nie dręczy nas dłużej tym smrodem – ciągnęła dalej, tym razem odwracając wzrok na najmłodszą z towarzystwa. Mogłaby rozpętać między nimi wojnę, nawet nie byłoby to zbyt trudne. Leta postanowiła jednak zniknąć w łazience, niwecząc jej plany i zostawiając ją w ograniczonym towarzystwie. – Ja nie dostanę wody? – prychnęła jeszcze, patrząc na nowoprzybyłego mężczyznę, który zatapiał usta w jakiejś wystawnej czarce. Zero szacunku do pięknych naczyń! To ona powinna trzymać je w dłoni i pić dobre wino.
Przy kolejnych słowach zgromiła niższego mężczyznę wzrokiem, niespecjalnie zadowolona z propozycji uciszenia jej przed… właściwie czym? W międzyczasie wróciła ciemnowłosa kobieta, rozsiewając nieco mniejszą woń śmietnikowego odoru.
- Czy ty zamierzasz mnie wypędzić?! – wrzasnęła, wierzgając na kanapie, by ponownie spróbować uwolnić się z więzów. Musiała odzyskać różdżkę, nawet jeśli ostatecznie nie należała do niej. Działała, bo przecież udało jej się spetryfikować tę Nell, a więc nadawała się na broń. – Nawet się nie waż! Tyle czasu czekałam, żeby tu wrócić! Żeby znów spotkać Gellerta!
Złość buzowała w niej bardziej niż chęć pozostania w tym przeklętym ciele. Szlag by ich wszystkich trafił! Powinna była uciec w chwili, gdy tylko zdjęli ją z rynny. Próba rozeznania się w terenie mogła poczekać na bezpieczniejsze miejsce. Zwłaszcza że i tak niczego się nie dowiedziała.
- Wy przebrzydłe kundle, zemszczę się na was - dodała po francusku, przez co tylko blondyn mógł ją zrozumieć.
Nie skomentowała domniemań na temat daty jej śmierci, przeczuwając, że to mogłoby im w jakiś sposób pomoc, a nie potrzebowała kolejnych zawirowań w swoim planie.
- Dziwię się, że wciąż nie zamknęli ich tobie – mruknęła do Lety, gdy ta zaczęła jej grozić. Drażniła ją, ale robienie na złość sprawiało też dziwną satysfakcję. Łatwy cel, w przeciwieństwie do ignorujących ją mężczyzn. O ile rosły blondyn wcześniej z nią rozmawiał, nawet po francusku, tak ten drugi nie uraczył jej ani jednym słowem. Tak jakby znajdowała się pod jakimś kloszem i niby nie mogła dosłyszeć jego słów, choć doskonale wiedziała, że mówił o niej.
- Nie wypada ignorować damy w towarzystwie – zwróciła się do Sebastiana, choć z francuskim akcentem w głosie Jamila musiało brzmieć to nad wyraz komicznie. Część twarzy wciąż bolała ją po uderzeniu w policzek, a więzy drapały ręce. – Zrób to, Nell. Niech nie dręczy nas dłużej tym smrodem – ciągnęła dalej, tym razem odwracając wzrok na najmłodszą z towarzystwa. Mogłaby rozpętać między nimi wojnę, nawet nie byłoby to zbyt trudne. Leta postanowiła jednak zniknąć w łazience, niwecząc jej plany i zostawiając ją w ograniczonym towarzystwie. – Ja nie dostanę wody? – prychnęła jeszcze, patrząc na nowoprzybyłego mężczyznę, który zatapiał usta w jakiejś wystawnej czarce. Zero szacunku do pięknych naczyń! To ona powinna trzymać je w dłoni i pić dobre wino.
Przy kolejnych słowach zgromiła niższego mężczyznę wzrokiem, niespecjalnie zadowolona z propozycji uciszenia jej przed… właściwie czym? W międzyczasie wróciła ciemnowłosa kobieta, rozsiewając nieco mniejszą woń śmietnikowego odoru.
- Czy ty zamierzasz mnie wypędzić?! – wrzasnęła, wierzgając na kanapie, by ponownie spróbować uwolnić się z więzów. Musiała odzyskać różdżkę, nawet jeśli ostatecznie nie należała do niej. Działała, bo przecież udało jej się spetryfikować tę Nell, a więc nadawała się na broń. – Nawet się nie waż! Tyle czasu czekałam, żeby tu wrócić! Żeby znów spotkać Gellerta!
Złość buzowała w niej bardziej niż chęć pozostania w tym przeklętym ciele. Szlag by ich wszystkich trafił! Powinna była uciec w chwili, gdy tylko zdjęli ją z rynny. Próba rozeznania się w terenie mogła poczekać na bezpieczniejsze miejsce. Zwłaszcza że i tak niczego się nie dowiedziała.
- Wy przebrzydłe kundle, zemszczę się na was - dodała po francusku, przez co tylko blondyn mógł ją zrozumieć.