18.04.2023, 00:34 ✶
- Nie, nie, nie. To wyszłoby zaraz na „uprzywilejowanie pewnych rodzin”. Poza tym jest kilka szkolnych sów, z których mogę skorzystać. A co do odpowiedzi, babcia byłaby zachwycona, ale obawiam się, że zaraz podniosłyby się głosy, że wykorzystujesz poważne okazje i zbrodnie dla zarobku – odparła z taką powagą, jakby faktycznie wierzyła, że Erik mógłby powiedzieć coś takiego podczas konferencji. (Chociaż nie sądziła, by to zrobił, na taki żart pozwoliłby sobie raczej tylko w określonych warunkach.)
Erik i Brenna nie pojedynkowali się po raz pierwszy, drugi, dziesiąty, a nawet pięćdziesiąty. Znali swoje mocne i słabe strony, pewne zagrywki, jedno z nich polegało na sile, drugie na zręczności, więc i owszem, ich walki były zwykle wyrównane – choć przynajmniej do zeszłego roku najczęściej to większy Erik miał przewagi.
Najwyraźniej jednak doświadczenie Brenny wzrastało, ewentualnie panicz Longbottom miał dziś pecha. Musiał nie spodziewać się, że siostra zaatakuje tak szybko, bo chociaż atak był dość niezgrabny, sięgnął celu bez większego problemu, a jeszcze potem, nim Brenna zdążyła ucieszyć się tym sukcesem, spróbował umknąć dalej i…
…rozległ się trzask.
- O ja cię– wymamrotała Brenna, a uśmiech zamarł jej na ustach. Opuściła miecz. A potem go rzuciła na ziemię i czym prędzej skoczyła ku różdżce. – Nie ruszaj się! Nawet nie drgnij! Jak wejdziesz na kawałki i je jeszcze bardziej połamiesz, to nic z tym nie zrobimy i mama zamorduje nas oboje! W bardzo, bardzo okrutny sposób!
Obawiała się w duchu, że nawet mimo tego, może się okazać, że przy takich zniszczeniach jej zaklęcie nie będzie dostatecznie trwałe. Ale musiała przynajmniej spróbować. Prawda?
- Reparo! – Wskazała różdżką na wazę. Wzięła się za to sama, bo akurat transmutacja zawsze szła jej lepiej niż Erikowi – miała w sobie ewidentnie trochę więcej z Potterów niż on (choćby skłonność do wpadania w kłopoty), a i przyłożyła się mocno, pragnąc zostać animagiem. Wykonała ruch nadgarstkiem i odłamki wazy znów się połączyły…
…ale Brenna miała wrażenie, że wzór był odrobinę nierówny. Poza tym co, jeżeli za parę dni to znowu się rozpadnie?
- Dobra, robimy tak – zadecydowała. – Codziennie odnawiam zaklęcie, a w międzyczasie wyciągam kieszonkowe, ty pensję, i szukamy po antykwariatach podobnej wazy, żeby ją odkupić. Albo piękniejszej, żeby przyznać, że tę stłukliśmy i od razu wręczyć mamie nową – oświadczyła. Cóż. Miewała w sobie czasem coś i ze Ślizgona…
Uniosła wzrok na brata, przypominając sobie, że on właściwie zawsze był Gryfonem z krwi i kości.
- Chyba, że chcesz przyznać to mamie dzisiaj i pokornie przyjmiemy gromy, jakie spadną na nasze głowy. Ale przypominam, że ja zaraz wracam do szkoły, a ty tu z nią zostaniesz i będziesz o tym słuchać aż do Yule…
Erik i Brenna nie pojedynkowali się po raz pierwszy, drugi, dziesiąty, a nawet pięćdziesiąty. Znali swoje mocne i słabe strony, pewne zagrywki, jedno z nich polegało na sile, drugie na zręczności, więc i owszem, ich walki były zwykle wyrównane – choć przynajmniej do zeszłego roku najczęściej to większy Erik miał przewagi.
Najwyraźniej jednak doświadczenie Brenny wzrastało, ewentualnie panicz Longbottom miał dziś pecha. Musiał nie spodziewać się, że siostra zaatakuje tak szybko, bo chociaż atak był dość niezgrabny, sięgnął celu bez większego problemu, a jeszcze potem, nim Brenna zdążyła ucieszyć się tym sukcesem, spróbował umknąć dalej i…
…rozległ się trzask.
- O ja cię– wymamrotała Brenna, a uśmiech zamarł jej na ustach. Opuściła miecz. A potem go rzuciła na ziemię i czym prędzej skoczyła ku różdżce. – Nie ruszaj się! Nawet nie drgnij! Jak wejdziesz na kawałki i je jeszcze bardziej połamiesz, to nic z tym nie zrobimy i mama zamorduje nas oboje! W bardzo, bardzo okrutny sposób!
Obawiała się w duchu, że nawet mimo tego, może się okazać, że przy takich zniszczeniach jej zaklęcie nie będzie dostatecznie trwałe. Ale musiała przynajmniej spróbować. Prawda?
- Reparo! – Wskazała różdżką na wazę. Wzięła się za to sama, bo akurat transmutacja zawsze szła jej lepiej niż Erikowi – miała w sobie ewidentnie trochę więcej z Potterów niż on (choćby skłonność do wpadania w kłopoty), a i przyłożyła się mocno, pragnąc zostać animagiem. Wykonała ruch nadgarstkiem i odłamki wazy znów się połączyły…
…ale Brenna miała wrażenie, że wzór był odrobinę nierówny. Poza tym co, jeżeli za parę dni to znowu się rozpadnie?
- Dobra, robimy tak – zadecydowała. – Codziennie odnawiam zaklęcie, a w międzyczasie wyciągam kieszonkowe, ty pensję, i szukamy po antykwariatach podobnej wazy, żeby ją odkupić. Albo piękniejszej, żeby przyznać, że tę stłukliśmy i od razu wręczyć mamie nową – oświadczyła. Cóż. Miewała w sobie czasem coś i ze Ślizgona…
Uniosła wzrok na brata, przypominając sobie, że on właściwie zawsze był Gryfonem z krwi i kości.
- Chyba, że chcesz przyznać to mamie dzisiaj i pokornie przyjmiemy gromy, jakie spadną na nasze głowy. Ale przypominam, że ja zaraz wracam do szkoły, a ty tu z nią zostaniesz i będziesz o tym słuchać aż do Yule…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.