Tak wylewne przeprosiny nie były adekwatne do zaistniałej sytuacji. Nie spotykał się z tym zbyt często, aby przypadkowa osoba w kawiarni chciała zapłacić mu za wyrządzone szkody tak małego kalibru. To mogło mieć odzwierciedlenie w jego wcześniejszych słowach, użytych do wyrażenia ubolewania nad stratą ostatniego kawałka jednego ze swoich ulubionych ciast i spostrzeżenia dotyczącego ubrudzonego buta, który wymagał jedynie czyszczenia. A to było coś, z czym się uwinie raz dwa.
— Przeprosiny przyjęte. To było przypadkowe, zdaję sobie z tego sprawę. To nie będzie konieczne, by Pan płacił za moje ciastka. Może oferując miejsce przy stoliku? Ktoś właśnie zajął stolik, przy którym chciałem usiąść. Przejście na "ty" również byłoby mile widziane — Przyjęcie przeprosin było kolejnym najprostszym sposobem na opanowanie sytuacji. Niewidomy czarodziej dzięki temu powinien szybciej przejść nad tym do porządku dziennego, gdyż tak naprawdę nie było powodem do panikowania. Pieniędzy miał pod dostatkiem. Jego budżet nie odczuje skutków tego incydentu.
Zaproponowana przez niego rekompensata mogła wydawać się niestandardowa. Nie musiał nawet kłamać, bo faktycznie dwie czarownice zawłaszczyły sobie upatrzony przez niego stolik. Sam mógł uchodzić za zbyt bezpośredniego w tym momencie. Było to jego zamiarem. Porzucenie oficjalnej formy postrzegał jako znacznie wygodniejsze. Niepełnosprawność tego czarodzieja nie wzbudziła w nim współczucia. Potrafił rozpoznać, gdy ktoś tego poszukiwał. Jeszcze nieznany mu z imienia mężczyzna nie wyglądał na kogoś, kto potrzebował tego rodzaju wsparcia ze strony obcych sobie ludzi.
— Philip Nott — Przedstawił się pełnymi personaliami, z promiennym uśmiechem, uwydatniającym dołeczki w jego policzkach. Może i ten czarodziej nie był w stanie go zobaczyć, ale musiał cokolwiek o nim słyszeć. Jest bardzo znaną osobistością i jeśli ktokolwiek o nim nie słyszał to najpewniej będzie to osoba żyjąca w całkowitej izolacji. Quidditch był ich sportem narodowym i rzadko spotykał czarodziejów niebędących zainteresowanych tą dyscypliną.
Jednym z czynników, dla których tak chętnie poznawał nowe osoby bez względu na ich płeć, była ich atrakcyjność fizyczna. Ollivander spełniał to kryterium. Wydawał się też być całkiem uroczy. W miejscu publicznym, takim jak klubokawiarnia, nie mógł zagrać w otwarte karty w kwestii podrywu kolejnego przystojnego czarodzieja. Zarówno kariera, jak i reputacja były dla niego bardzo ważne i dlatego zachowywał stosowną dyskrecję w kwestii swoich preferencji odnośnie płci osób, z którymi się umawia. Ujawnienie tego aspektu jego życia prywatnego mogłoby zaprzepaścić wszystko to, co osiągnął do tej pory.
— A jakie chciałeś zamówić? Zamierzam złożyć kolejne zamówienie. Ta kawa nie może się zmarnować — Zdecydował się o to zapytać z tego względu, że zamierzał zamówić inne słodkości i może dołożyć wybrane ciasto dla tego czarodzieja. — Dziękuję — Dodał, gdy jego towarzysz zgodził się przejąć od niego filiżankę z kawą. W pierwszej kolejności wytarł materiałową chusteczką dłonie i jednym machnięciem różdżki oczyścił swojego buta z pozostałości ciasta czekoladowego Delliana, po czym schował różdżkę. Posprzątanie reszty bałaganu pozostawił, która stanęła na wysokości zadania.