Gerry obserwowała go uważnie. Kiedy wyciągnął różdżkę i rzucił ją na ladę przeniosła swoje spojrzenie na przedmiot. Potoczył się cicho, powinna się poczuć bezpieczniej. Właściwie było to niepotrzebne. Miała świadomość, że i bez tego gestu byłaby sobie w stanie z nim poradzić. Nawet jeśli próbowałby użyć zaklęć, to jej sprawność fizyczna zapewniała jej poczucie bezpieczeństwa. Wiedziała, że czasem szybki strzał pięścią był dużo lepszym wyjściem od czarowania.
- Nie wiem, czy się chwalisz, czy żalisz. - Skomentowała jeszcze tę informację o tym, że on tutaj mieszka. Zrozumiała aluzję. Dostrzegła też jego zmianę nastroju, jednak jakoś jej to nie ruszyło. Nie pojawiła się tutaj po to, aby się tym przejmować. Mieli dobić targu i tyle. - Mogę, ale wolę zapobiegać takim sytuacjom. - Wybieranie przemocy zostawiała mimo wszystko zawsze na koniec, wolała stosować inne metody przy wywiązywaniu się z umów.
- Ach, sprawdzasz autentyczność... - Trochę ją to ubodło, że mógł w ogóle wątpić jej rzetelność. Prawa powieka jej drgnęła, jednak nic na ten temat nie powiedziała na głos. Skoro jej nie ufał... to już jego strata.
Otworzyła dłoń, w której miała niewielką sakiewkę, spojrzała na nią, a po chwili przeniosła wzrok na mężczyznę. Niech mu będzie. - Ciasteczka? Nie wyglądasz na kogoś kto miałby ciastka. - Skomentowała jeszcze wyciągając w jego kierunku rękę, w której trzymała zawiniątko. Była pewna swojego towaru, w końcu sama go zdobyła, dla niej to jego sprawdzanie autentyczności było więc jedynie formalnością. - Herbaty nie lubię, chyba, że z wkładką. - Dodała jeszcze, wyglądał jej na takiego, co za kołnierz nie wylewa, powinien mieć gdzieś schowaną butelkę czegoś mocniejszego. - Cokolwiek brzmi dobrze. - Im szybciej jej zapłaci, tym prędzej będą mogli przejść do tej bardziej przyjemnej części. Nie do końca zależało jej na gotówce, miała inny pomysł, w jaki sposób mógłby jej się odwdzięczyć za dostarczony towar, ale o tym wspomni później.