Ich nowa sąsiadka od razu zaplusowała tym, że odważyła się podejść. Niby taki mały gest, a jednak bardzo dobrze oceniany. Hjalmar cieszył się, że w końcu będzie mógł się do kogoś odezwać. A takie spotkanie to zawsze dobra wymówka, aby sobie trochę odpocząć.
- Bardzo miło mi poznać - uścisnął jej dłoń pomimo faktu, że jego własna była trochę ubrudzona. Jednak czy można było się czegoś innego spodziewać? - Co prawda to prawda. To byłaby dosyć słaba kryjówka. I lekko komiczna w dodatku - przyznał rację swojej rozmówczyni. Może gdyby sprowadzili się w lato albo na początku jesieni to taka miejscówka miałaby większą rację bytu.
- Dobrze wiedzieć. Postaram się zapamiętać - zapewnił Brennę. Nie do końca był jednak pewien o którym domostwie mówiła. “Za wzgórzem” mogło być wszędzie. Nie dopytywał jednak. W swoim czasie na pewno się dowie o czym dokładnie mu dzisiaj mówiła. Zawsze istniał najgorszy przypadek - kiedyś jak ich zaproszą, a Nordgersimowie nie będą wiedzieli gdzie mają się udać, któryś z sąsiadów po nich po prostu wyjdzie. Daleko przecież nie było.
- To za chwilę nagotuję wody - odpowiedział kiedy usłyszał życzenie swojego gościa - No to widzi pani. Zupełnie jak w kuźni. Tu też stosy ale narzędzi. I też wykluwa się coś nowego. Może nie życie ale nowa forma metali - ruszył do środka. Skoro już nadarzyła się okazja to pokaże pierwszej osobie co udało im się do tej pory zrobić. Nie było tego co prawda za dużo ale zawsze coś. Aby osiągnąć świetność tego miejsca będą potrzebowali jeszcze kilku dni, może tygodni - ale małymi kroczkami do celu i zrobią tu najprawdziwszy warsztat, którego nie powstydziłby się żaden fachowiec.
- Nie trzeba było. Na prawdę. To my powinniśmy urządzić jakąś kolację i Was wszystkich pozapraszać - podrapał się nerwowo po szyi. Poczuł się lekko nieswojo? Nie do końca wiedział jak ma na to zareagować - Ale dziękuje bardzo. W swoim imieniu oraz mojego ojca - ukłonił się lekko - Zapewniam, że jak na następną wizytę będzie tutaj już gdzie usiąść bez konieczności robienia prowizorki - dodał, a następnie odsunął kilka skrzynki, które stały obok stołu.
Następnie zrobił szybko miejsce przy nim - zgarnął kilka narzędzi na bok, by chwilę później przetrzeć blat swoją ścierką. Podsunął też Brennie mały zydelek - To prawda. Mamy zamiar otworzyć taki mały, rodzinny warsztat. Szeroko pojęte usługi z dziedziny kowalstwa i nie tylko - odpowiedział - Kucie, naprawy, renowację, pieczętowanie, jubilerstwo… Czego tylko dusza zapragnie - nalał wody do czajnika, a następnie wsypał garstkę drobnego węgla do metalowego pojemnika, który podpalił przy wykorzystaniu jakiegoś kawałka jesionu czy czegoś takiego. Wprawne oko, które obcuje ze sztuką magiczną na co dzień, na pewno rozpozna w tym różdżkę. Chwilę później postawił tam imbryczek, który zaczął się powoli gotować - Tutaj będzie główne palenisko - wskazał dłonią na wielki piec - Czeka, aż przybędzie Dagur i jako mistrz tego cechu, rozpali go po raz pierwszy. Ot taka tradycja nasza mała - uchylił rąbka tajemnicy przed Brenną. Nie była to jednak informacja, która nie mógł się podzielić.
- Słodzi pani? - zapytał. Wolał zawczasu wiedzieć czy musi szukać cukru w tym całym rozgardiaszu - Proszę się poczęstować - powiedział, wyciągając dobroci jakie przed chwilą zostały przyniesione przez brunetkę.