18.04.2023, 23:02 ✶
Oderwał się od blatu, ściskając nos palcami obu dłoni. Piekło w pizdu, ale z tymi załzawionymi oczami i tak się uśmiechał. Ukontentowany wzrok skierował na twarz Yaxley - mogła oglądać, jak w przeciągu kilkunastu sekund jego źrenice rozszerzają się dwukrotnie.
Czuł, jak euforia rozlewa się po jego ciele. Czuł, jak wchodzi w nadświetlną. Strzępki ostatnich wypowiedzi łowczyni błądziły po jego umyśle, aktualnie był w nim niezły kocioł. Stracił wątek, nie potrafił go znaleźć i dobrą chwilę trwał w ciszy, w samozadowoleniu, ledwo stojąc na nogach. Nareszcie, kurwa, nie był zmęczony.
Powoli wracał do rzeczywistości, powoli składał wspomnienia z ostatnich kilku minut do kupy. Słuchał od nowa suchego sprawozdania Geraldine z dzisiejszego dnia, choć ona już dawno przestała mówić. Czas się rozmywał, przestawał mieć znaczenie; chwila trwała wiecznie, ten wieczór nigdy się nie skończy...
Ah, dawno nie był w lesie. Na samo wspomnienie Serbii poczuł znajomy zapach górskich borów i to poczuł go naprawdę, jakby właśnie tam był. Jakby nigdy nie wrócił. Jakby, kurwa, dalej był szczęśliwy.
Uśmiechnął się błogo do blondynki, drżącymi rękoma usypując kolejną kreskę.
- Ohh... Moglibyśmy iść do lasu. Razem iść do lasu - Żeby się ruchać. Nie, nie żeby się ruchać. - Nie żeby się...
To była długość węgorza odpowiednia dla fety, nie dla pazurka. Smoczy granulat kopał znacznie mocniej. Musiał się skupić i zachowywać jak człowiek. Zacisnął powieki, wytężając umysł.
- Mmmmasz tu kreskę, zobacz. - Wskazał na znacznie krótszą działkę, która zalegała właśnie na mosiężnej tacce. - I jaką sprawę? Masz?
Czuł, jak euforia rozlewa się po jego ciele. Czuł, jak wchodzi w nadświetlną. Strzępki ostatnich wypowiedzi łowczyni błądziły po jego umyśle, aktualnie był w nim niezły kocioł. Stracił wątek, nie potrafił go znaleźć i dobrą chwilę trwał w ciszy, w samozadowoleniu, ledwo stojąc na nogach. Nareszcie, kurwa, nie był zmęczony.
Powoli wracał do rzeczywistości, powoli składał wspomnienia z ostatnich kilku minut do kupy. Słuchał od nowa suchego sprawozdania Geraldine z dzisiejszego dnia, choć ona już dawno przestała mówić. Czas się rozmywał, przestawał mieć znaczenie; chwila trwała wiecznie, ten wieczór nigdy się nie skończy...
Ah, dawno nie był w lesie. Na samo wspomnienie Serbii poczuł znajomy zapach górskich borów i to poczuł go naprawdę, jakby właśnie tam był. Jakby nigdy nie wrócił. Jakby, kurwa, dalej był szczęśliwy.
Uśmiechnął się błogo do blondynki, drżącymi rękoma usypując kolejną kreskę.
- Ohh... Moglibyśmy iść do lasu. Razem iść do lasu - Żeby się ruchać. Nie, nie żeby się ruchać. - Nie żeby się...
To była długość węgorza odpowiednia dla fety, nie dla pazurka. Smoczy granulat kopał znacznie mocniej. Musiał się skupić i zachowywać jak człowiek. Zacisnął powieki, wytężając umysł.
- Mmmmasz tu kreskę, zobacz. - Wskazał na znacznie krótszą działkę, która zalegała właśnie na mosiężnej tacce. - I jaką sprawę? Masz?