Nie miał oporu, aby zająć się swoją naglącą potrzebą oderwania od rzeczywistości przy niej. Takie spotkania powinny zbliżać, wiedziała jednak, że czasem głód jest zbyt silny, aby powstrzymać się od nakarmienia go przy nic nieznaczących osobach. Nałóg był czymś, co nie pozwalało nad sobą panować, nie liczyło się nic więcej, jedynie zaspokojenie go. Wydawało jej się, że Ollivander przekroczył już granicę, którą była skłonność, musiało to już być coś silniejszego, bardziej uzależniającego, chociaż może błędnie go oceniła?
Dostrzegła moment, w którym substancja zaczęła na niego działać. Jego źrenice szybko się rozszerzyły, a i on sam nagle nabrał nieco blasku. Jakby ta krótka chwila odmieniła jego podejście.
Zamilkła na moment, nie chciała mu przeszkadzać, czekała, aż wróci. Stamtąd gdzie się udał przed chwilą. Wiedziała, że zaraz znowu będzie tutaj z nią. Znała to uczucie, choć ona sama była bardzo ostrożna, miała świadomość, że wystarczy jeden mały krok za daleko i może nie wrócić z tej ścieżki.
Nadeszła ta chwila, był z nią znowu, albo i nie. Obserwowała mężczyznę uważnie. Widziała, że usypuje kolejną kreskę. - Razem do lasu. - Powtórzyła po nim, widziała, że jest nieco nieobecny, najwyraźniej jeszcze nie do końca pozbierał myśli. Czegoś jej nie mówił, nie chciał powiedzieć. - Nie, żeby co. - Skoro już zaczął, lepiej niech skończy, nie znosiła niedopowiedzeń.
Czy powinna? Może nie. Propozycja była dość atrakcyjna. Przydałoby się jej na moment zapomnieć, odlecieć, szczególnie, gdy rzeczywistość była dosyć szara. Nic się nie powinno stać, gdyby ten jeden raz pozwoliła sobie skorzystać. Zdrowy rozsądek chyba ją opuścił. Zbliżyła się do niego, do tej srebrnej tacki. Miała pewność, że towar jest czysty, w końcu to ona była dostawcą, może nie było to wcale takie głupie. Sięgnęła po mugolski banknot, którego wcześniej używał. Poprawiła zawinięcie, nim nachyliła się jeszcze nad tacą posłała krótkie spojrzenie mężczyźnie. Po chwili już wciągała kreskę - szybko, wystarczył jeden głęboki oddech, przykryła przy tym lewą dziurkę palcem. Przymknęła oczy, czekała na moment, w którym ją to uderzy. Wiedziała czego się spodziewać. Nie trwało to długo, poczuła to praktycznie od razu. Chwilowe otępienie wymieszane z nienaturalną euforią. Mimo, że nie była to taka dawka, jaką raczył się mężczyzna dla niej była wystarczająca. Otworzyła oczy, były jednak nieco zmrużone, źrenice się rozszerzyły. Przeniosła wzrok na Mellvyna. Próbowała zrozumieć o czym właściwie do niej mówi.
- Sprawę, sprawę mam. Tak. Była. Sprawa była. - Próbowała się skupić na tym, co chwilę wcześniej miała mu do powiedzenia, szło jej to jednak średnio. Starała się zebrać myśli. - Spać. Spać nie mogę, wiesz. - Chyba o to jej chodziło. Kanapa, która na samym początku wydawała jej się być nieco wątpliwym miejscem teraz ją zainteresowała. Ruszyła w jej stronę, zamierzała na niej usiąść.