Gerry miała trochę inaczej. Na Ślizgonów reagowała z dozą ostrożności. Nie ufała im, wiedziała, że to właśnie tam znajduje się najwięcej czarodziejów, którzy są gotowi za nic szykanować innych. Nie bez powodu jej brat znalazł się właśnie w tym domu. Większą część czasu spędzone w szkole to właśnie z nim się przepychała. Wyniosła to z domu, gdzie od małego rywalizowali ze sobą, nie zmieniło się to również gdy rozpoczęli swoją edukację. Szczególnie, że jedno i drugie grało w quidditcha, w przeciwnych drużynach - to samo się prosiło o niezdrowe konkurowanie.
Geraldine bardzo dobrze wiedziała o tym, jak ich rodzina jest widziana wśród innych czarodziejskich. Nie kryli się ze swoimi poglądami. Ona sama nieco odstawała, jednak nie odcięła się od nich - uważała, że zbyt wiele im zawdzięcza, żeby to wszystko stracić. Była to pewnie trochę hipokryzja, ale nie zamierzała jak na razie nic z tym robić. Dobrze jej było tak pomiędzy.
- Nie powiem, nawet mi miło, że masz takie nastawienie, jednak los bywa przekorny. - Brenna łechtała jej ego tym, co powiedziała. Sama Yaxley zdawała sobie jednak sprawę, że nie można lekceważyć przeciwnika. Wystarczył moment, chwila zagapienia, a mogła przegrać. Była pokorna, choć może nie wyglądała na taką na pierwszy rzut oka.
Gerry nie była półolbrzymką, w jej genach po prostu gdzieś tam, dawno temu któryś pradziadek, albo prababka byli olbrzymami. Przez co teraz nieco wyróżniała się na tle innych czarodziejów. Miała z tego powodu ogromny kompleks, kiedy jeszcze uczęszczała do szkoły. Zresztą do tej pory czasem ją to męczyło. Była większa od typowych, brytyjskich kobiet - w dorosłym życiu nawet jej to pomagało, szczególnie kiedy dotyczyło to jej pracy.
Geraldine złapała broń w lewą rękę. Była mańkutem, dlatego też zazwyczaj posługiwała się właśnie tą ręką. Skłoniła się również, mogły zacząć pojedynek.
Nie ukrywała nawet, że podchodziła do niego z ogromnym entuzjazmem, w końcu dobrze jest wreszcie walczyć z kimś innym niż ojcem. Nie miała pojęcia, jak potoczy się walka, co tylko dodawało temu uroku. Dostrzegła broń zmierzającą w kierunku jej dłoni, chciała od razu sparować uderzenie.
Sukces!
O ile jej się udało, to od razu zaatakowała swoją przeciwniczkę, nie chciała tracić ani chwili. Próbowała wytrącić broń Brennie z dłoni.
Akcja nieudana